EponaFest 2022 - bardzo mini relacja
Dawno, dawno temu... coś koło zeszłego weekendu...
...za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, w okolicach Mediolanu przebywał Kredke Zadzisław Praise The Sun Tuliłbym Celestie, jak ta księżniczka z kucyków. Pewnego dnia Kredke wyszedł z hotelu i powiedział:
– No żesz mać! Co te broniacze widzą w tych konwentach! Ani to dobre, ani wygodne, a jakie drogie to wszystko. No i sraczka po pizzy murowana, toć menu po włosku! Żeby to jeszcze normalne nazwy miało, a weź tu ogarnij co jest co. Stąd ten szczaw na pizzy. Fuj, ochydne! Co ci włosi w tym widzą.
Podczas, gdy Kredke zajadał się pizzą, odgłosy broniaczy niosły się po okolicy. Nawet pod wiatr słychać było kucyki. Turyści nie wytrzymali i uciekli z hotelu, a miejscowi, uciekli. Luigi obudził się po sjeście i od razu otworzył restaurację z powrotem. Niby był wypoczęty, ale odgłosy konwentu stały się jeszcze bardziej nieznośne. Lecz konwent obudził nie tylko Luigiego, obudził także żądze. Obrzydliwe, kucykowe żądze. Polineks zwany przez niektórych Polim, gdy poczuje konwent dostaje szmergla. Tak się składa, że był wtedy w Mediolanie. Koniec.
– Dziadku Kredke, dlaczego zawsze relację z EponaFestu kończysz w tym samym miejscu?
– Co masz na myśli?
– Nie opisujesz swojego wyjazdu do Włoch
– Co masz na myśli?
– Nie opisujesz swojego wyjazdu do Włoch
– Skąd wiesz, że to o mnie?
– Kredke Zadzisław Praise The Sun Tuliłbym Celestie, nie ma szans, że ktoś inny nazywa się równie głupio. Nie chcę powtarzać...
– MÓW CO GADAJĄ NA REDAKCJI!
– MÓW CO GADAJĄ NA REDAKCJI!
Polineks zwany przez niektórych Polim, gdy poczuje konwent dostaje szmergla. Tak się składa, że był wtedy w Mediolanie. Tego weekendu, Polineks wiedziony odgłosami konwentu wszedł do hotelu, gdzie nieświadomy niczego Kredke właśnie kręcił się po bazarku. Pierwsze euro poszły w recepcji, hej! Konwentowa koszulka rozdupcyła portfel Polineksa. A potem Poli odebrał bilet i dzwonił resztą euro na bazarku. Koszmar Poliego trwał trzy godziny, nie wiedział co ma kupić. A kiedy znalazł tylko jeden brelok, dwie przypinkie Pinkie i plakat, a Kredke wykupił mu sprzed nosa jedyny nieśmiertelnik z Celestią i zaczął robić zdjęcia, Polineks zwariował i uciekłszy z konwentu zaczął grasować po Mediolanie. A relacja z konwentu jest dostępna na FGE.
I tak w zasadzie można by opisać cały nasz wyjazd. Mimo iż docelowo, jechaliśmy na kucykowy konwent znany jako EponaFest, finalnie więcej czasu spędziliśmy zwiedzając Mediolan, niż na samym wydarzeniu. Czy to znaczy, że konwent był zły? Nic z tych rzeczy! Czemu więc, dosyć szybko udaliśmy się na miasto? Tutaj wchodzi kwestia wielkości tego wydarzenia. Nie był to Galacon na 1200 osób, a bardziej kameralny ponymeet na którym było ich z 200. Taka liczebność pociągała za sobą ograniczenia w innych rzeczach, jak choćby wspominany powyżej konwentowy bazarek – miejsce, które bardzo często jest zwyczajnym centrum konwentu, na którym się siedzi w przerwach między interesującymi nas panelami. „Vendor Hall” mimo iż był zastawiony niemal wszelkiego rodzaju kucykowym dobrem, był niewielki i dosyć szybko obejrzałem, co było wystawione. Zakupy, jakie zrobiłem wtedy były (w porównaniu do innych konwentów) bardzo skromne – ot nieśmiertelnik z Celestią i figurka Derpy od Mighty Jaxx.
Panele? Od konwentowego standardu jak np karaoke, po autorskie jak choćby panel z Imalou, czy Dustykatta. Ponieważ karaoke mnie nigdy nie interesowało, Imalou jest ostatnio wszędzie, a tematyka innych paneli średnio mnie interesowała, postanowiłem (i nie tylko ja) spożytkować ten czas na zobaczenie choćby kawałka miasta. Dodatkowo, pewnym argumentem za wyjściem na zewnątrz był obowiązek noszenia masek na imprezie. Niestety, niby drobny, ale nieco upierdliwy szczegół, na szczęście drugiego dnia, nie było to jakoś wybitnie pilnowane.
I właśnie, ze względu na skromny rozmiar imprezy, kiedy już odhaczyłem wszystkie pozycje na liście: „do zrobienia na Eponie”, ogarnęło się wypad do centrum Mediolanu.
Kilka zdjęć z bazarku:
Konwent oczywiście był dwudniowy. Drugi dzień zszedł pod kątem kontynuacji zwiedzania Mediolanu, wizycie we włoskim odpowiedniku Media Marktu, gdzie jeden z nas zakupił telefon o wiele taniej, niż by zapłacił za ten model w Polsce. A przecież zarobki we Włoszech są kilka razy wyższe niż u nas. Fajnie, prawda? Nie róbmy jednak z tego bloga o sytuacji ekonomicznej:) Zwieńczeniem drugiego dnia była aukcja charytatywna, na której – wreszcie! – Pawłowi udało się wylicytować jeden z przedmiotów – świetny kalendarz z Hitchem (na wzór tego, który widzieliśmy w filmie). Aukcję prowadził Dustykatt i zrobił to w amerykańskim stylu – to chyba jedyny konwent, gdzie aukcja się nie przedłużyła xD Dalej została już ceremonia zamknięcia, po której wróciliśmy do zwiedzania (czytaj: odprowadzenia jednej z osób na dworzec główny).
Nie mogę powiedzieć, żebym się źle bawił. Wręcz przeciwnie, to jeden z najlepszych moich zagranicznych wyjazdów związanych z MLP. Świadomy jednak jestem, że spora część tej radochy pochodziła tym razem z rzeczy nie związanych z kucykami. To centrum Mediolanu z piękna katedrą i galerią handlową. To przejazd przez niesamowicie piękną Szwajcarię. To wreszcie Muzeum Czekolady Lindta niedaleko Zurychu, które zobaczyliśmy podczas powrotu do kraju.
To jeszcze ja się krótko wetnę, bo nikt mi nie zabroni, choć nie wiem czy można coś więcej dodać w temacie konwentu. Na każdym kroku dało się wyczuć, że to wydarzenie jest jedynie przystawką przed czymś większym. Jako iż GalaCon jest tuż za rogiem, to ograniczona liczba stoisk czy też dość uboga aukcja były do przewidzenia. Zresztą bądźmy szczerzy, bo niemal każdy to przyznał. Do Mediolanu przyjechaliśmy nie tyle na konwent, co na samo zwiedzanie Mediolanu. Temu też sama Epona stała się swoistym dodatkiem, gdzie główną atrakcją mógł być sobotni koncert piłowanego już wszędzie Whateverera, no i wspomniana aukcja charytatywna. Ciekawe czy jakby Epona odbyła się miesiąc lub dwa wcześniej, to cieszyłaby się większym powodzeniem.
Niemniej było przyjemnie. Lokalizacja była niezła i choć obawiałem się nieco jak będzie wyglądać konwent w hotelu, przyznaje, ze byłem pozytywnie zaskoczony. Dodatkowo powiem, iż bawiły mnie te spojrzenia z ukosa pozostałych gości hotelowych (bodajże pierwszego dnia konwentu, była tam również jakaś konferencja, więc ciekawa sprawa, gdy kucofagi spotykają pofasznych ludziów). Wracając do kwestii lokalizacyjnej. Jeśli masz blisko miejsca spędu stację metra i lokal, by się najeść, to już jestem ukontentowany.
Bardzo to ułatwiało ten główny punkt wyjazdu, czyli zwiedzanie miasta i tu myślę, że trochę mieliśmy pecha, bo jednak odbywający się na placu pod katedrą koncert Radia Italia utrudniał już i tak ciężką przeprawę miastem (mówię to tylko ze względu na to, że nie lubię tłoku), więc zamiast cieszyć się piękna architekturą, ograniczyłem się do tego co oglądali inni i nie poszedłem zwiedzać choćby Castello Sforzesco (mea culpa, tyle, że chociaż widziałem z daleka), aczkolwiek drugiego dnia udało mi się osiągnąć mój drugi obowiązkowy cel, czyli legendarny stadion San Siro... szkoda, że afrykańscy szamani mnie z niego wygnali. Poważnie, zwiedzanie go w dniu meczowym, to wycieczka po polu minowym. Postawisz krok i doskakuje do ciebie sympatyczny (aż nazbyt) Senegalczyk, wciskający kolorowe sznureczki i szepczący zaklęcia na rozrost rodziny. Mimo tego ten wypad wspominam najcieplej, bo jednak ta atmosfera najważniejszego meczu sezonu mocno elektryzowała. Te wszystkie stragany, budki z jedzeniem, afrykańscy szamani... Całość ta robiła spore wrażenie na mnie (nawet jeśli jestem kibicem znienawidzonego w Milanie, Juventusu) i uświadamiałeś sobie jak bardzo Włosi żyją piłką nożną. Ba! Widzieliśmy to wieczorem, gdy wiadomo już było kto zdobył scudetto.
Więc tak... Epona była w zasadzie jedynie dodatkiem i chyba nawet organizatorzy byli tego świadomi, że ich konwent to albo przetarcie przed GalaConem, albo jedynie argument, by przyjechać do Włoch, by zwiedzić jedno najatrakcyjniejszych historycznie miejsc (ja i tak uważam, że najpiękniejsza jest Florencja, change my mind).
W sumie to chyba jeszcze warto napomknąć o Szwajcarii. W zasadzie co mogę rzecz? Była przepiękna! Widok czy to kolejnego jeziora czy pokrytego śniegiem szczytu tak bardzo zachwycał, a brak Internetu dodatkowo wymuszał podziwianie alpejskich krajobrazów i jeszcze Home of Chocolate w Kilchbergu pod Zurychem. To niesamowite uczucie, gdy otwierają się drzwi windy, a aromat czekolady otula cię swoją słodyczą, podnosząc poziom cukru we krwi (myśląc o tym, chcę tam wrócić). Niesamowita sprawa i chyba najlepszy punkt wycieczki.
Naprawdę brakowało mi kucowych konwentów i meetów, nawet jeśli już nie siedzi to tak mocno we mnie, to jednak te wydarzenia ogrzewają serduszko, choć zapewne to będzie jedyne wydarzenie fandomowe, jakie odwiedziłem w tym roku, to niczego nie żałuję, no może z wyjątkiem tego, że tak szybko przeleciało. Póki co ten wyjazd ląduje w czołówce moich wypadów na kucospendy i z pewnością będę go bardzo ciepło wspominał, a za rok, jak będzie możliwość to odwiedzę jeszcze jakiś konwent poza granicami Polski, bo jak już wspominałem, brakowało mi tego i miło, ze Epona mi to uświadomiła.
Niemniej, największym minusem pozostaje fakt, ze na ten wyjazd przeznaczyłem finanse, które zbierałem na wyjazd do Japonii, więc trudno, trzeba zacząć od nowa.
Celestia w muzeum czekolady. Wyszła zadowolona i z pełnym brzuszkiem:)
Małe, zderpione, podsumowanie wyjazdu:
– Targ staroci pod hotelem w którym się zatrzymaliśmy. Wonsz zakupił tam plakat Polskiego Fiata i... działającą kamerę VHS za 30 euro xD
– Włoscy kierowcy są straszni xD
– Zamówiłem pizzę z jakimś zielskiem co wyglądał jak szczaw. Była smaczna xD
– „Widzimy się w Norymberdze” – nocowaliśmy tam:)
– Jak powiedzieć po włosku, że idzie się do bankomatu po gotówkę? BANKOMATO HOTELO!
– Mieszkańcy świętujący zdobycie Mistrzostwa Włoch przez AC Milan
Plakat znaleziony na targu staroci.













WOW! Zmieniliście w końcu wygląd głównej grafiki na blogu. Tego bym się nie spodziewał.
OdpowiedzUsuńZazdro. Ja od miesięcy nie wychodzę ze swojej piwnicy, a co dopiero konwent. :c
OdpowiedzUsuńKtoś ma jakieś źródło najnowszych komiksów MLP G5 od IDW?
Po raz kolejny płaczę, bo nigdy nie mogę brać udziału w tego typu rzeczach. Normalnie jakieś fatum. :(
OdpowiedzUsuń