O sezonie dziesiątym słów kilka
Z racji, że ostatni (czwarty) zeszyt historyjki wpadł wreszcie w moje łapki, mogę zacząć pisać tego posta xD
Komiksowym oczywiście; dziesiąty sezon zawitał tylko na łamach komiksów wydawanych przez znane już nam IDW. I zaczyna się od wybuchu większego niż przy braku herbatki dla Celestii. Zakończenie dziewiątego sezonu przyniosło - w moim przypadku - mnóstwo pytań i niewiele odpowiedzi. Wprawdzie bardzo ładnie zakończono pewne kwestie, jednak wiele wątków pozostało niedokończonych.
Z pomocą przychodzą komiksy z nowej serii oznaczonej jako Sezon 10. Startujemy tuż po tym, gdzie zakończył się finał - niedługo po przekazaniu władzy nad Equestrią w kopytka Twilight Sparkle.
W tym wpisie zajmę się rozpoczynającą komiksowy dziesiąty sezon historią, który przedstawię krótko, oraz... pewną teorią, jaka przyszła mi do głowy po lekturze tegoż. Zaczynamy. Będą spoilery komiksu!
Twilight Sparkle zaczyna samodzielnie rządzić Equestrią. Celestia i Luna odchodzą i wydaje się że słuch po nich zaginął (zobaczcie na epilog serii gdzie nie pokazały się nawet na moment - nie licząc piosenki, gdzie byli niemal wszyscy:). Żyją w swoim nowym miejscu? Tego niestety nie wiemy, choć bardzo liczę na to, że jeszcze je spotkamy.
Jak wspomniałem, całość zaczyna się od prawdziwej bomby. Twilight zbiera drużyny i wysyła je w różne zakątki planety. Wszystko w imię nowych przyjaźni. Pierwsza załoga ma wyruszyć do... krainy zebr! Tak! Komiks wreszcie zrobił to, czego nie doświadczyliśmy przez wszystkie sezony. A najlepsze jeszcze przed nami: Oto proponowana ekipa:
Drużyna wręcz idealna. Applejack może dostanie swoje kilka minut wreszcie, Tempest i Rockhoof to kuce, które praktycznie „robią” tę historię. A na dokładkę Zecora, która - jak widać - nie jest zbyt zadowolona z perspektywy powrotu do domu. Czemu? Niestety, tutaj komiks poszedł nieco infantylną ścieżką i powody niekoniecznie są aż tak poważne, by uciekać na inny kontynent na tyle lat. Niby z jednej strony zafascynowanie magią połączone z... dokuczaniem przez znajomych. Kolejnym minusikiem jest... GDZIE SĄ ZEBRY JA SIĘ PYTAM!? Niestety, jak na krainę kopytkujących kodów kreskowych, zebr jest śladowa ilość. Choć nie brakuje innych istot, to jednak zabrakło według mnie tego najważniejszego.
Zamiast wesołej gromadki zebr dostaliśmy jeszcze bardziej wesołą gromadkę kelpie. Rockhoof wydaje się być zadowolonym. Z kolejnymi stronami poznajemy przeszłość Zecory - dostajemy wreszcie informację, czemu zebra ciągle rymuje.
WTEM!
Wioska zostaje zaatakowana przez potwora. Dzięki interwencji króla zebr i naszej dzielnej załodze wszystko kończy się szczęśliwie i nasi bohaterowie wraz z ekipa poznanych kelpie ruszają rozwiązać ten problem. I tutaj się dopiero zaczyna zabawa! Tempest przechodzi sama siebie. Rockhoof dzielnie dotrzymuje jej kroku. Applejack zwyczajowo pałęta się gdzieś w tle. I tylko jedna rzecz wydaje się dziwnie znajoma...
„Już to gdzieś widziałem!” - mniej więcej takie wrażenie towarzyszy kolejnym stronom. A koniec trzeciego zeszytu tylko to potwierdza. I tutaj mamy prawdziwe uderzenie.
Tak, moi drodzy. Mamy kolejne Drzewo Harmonii, tym razem na innym kontynencie. Chyba już wiecie do czego to doprowadzi, prawda? Cała ta wędrówka przypominała nieco pierwszy sezon i wyprawę Mane6 do Zamku Dwóch Sióstr. A ile kelpie towarzyszy Zecorze? Jakie było marzenie Zecory? Dokładnie. Podczas gdy Tempest i Rockhoof robią to, do czego nadają się najbardziej...
...dostajemy kolejne:
ELEMENTY HARMONII!
Każde z kelpie dostaje swój „przydział”, natomiast Zecora zostaje Elementem Magii. Koniec.
Koniec? To właśnie dopiero początek! Ostatnie strony witają nas bardzo ciekawym kadrem:
Zaczyna się palić kolejna z lampek. Mamy więc dwie aktywne i trzy, które czekają na odkrycie. Drużyn, które zebrała Twilight jest także cztery. Jedna wykonała swoje zadanie, zostały trzy. Finał serii z dziesiątym sezonem można już przewidzieć, prawda? Pięć Drzew Harmonii i szóste, odpowiedzialne za magię czekające na odkrycie. Podobnie jak z pierwszymi Elementami Harmonii. Zapowiada się ciekawie.
Właśnie to zakończenie w połączeniu z... epilogiem serialu podsunęło mi pewną teorię. W skrócie:
- Kolejne Drzewa Harmonii
- Drastyczna zmiana wyglądu Twilight Sparkle w epilogu
- Tajemniczy wróg (?) mający podgląd na status kolejnych Drzew.
Co dalej?
Wielka bitwa z „ostatecznym” złodupem która zakończy się aktywowaniem wszystkich Drzew Harmonii, co spowoduje zmianę wyglądu Twilight na tę znaną z epilogu. Przypomnijcie sobie finał, gdzie jednocześnie „aktywowano” Elementy Harmonii, Filary Equestrii i tzw: Student6. Idźmy o poziom wyżej i odpalmy sześć drużyn po sześć elementów. Zastanawiam się też, gdzie mogą podziać się Celestia i Luna. Czy odegrają jakąś rolę w tej historii? Czy nowy wygląd Twilight Sparkle (która baaardzo przypomina Celestię teraz) to tylko przypadek? Mam nadzieję, że kolejne zeszyty wydawanej serii dadzą odpowiedzi na te pytania.









Tak fabuła niby wtórna, a jednak ciekawa. Jest tylko jeden zasadniczy problem.
OdpowiedzUsuńSkoro filary zasadziły 1 drzewo. To musiało być 6 filarów... Czyli historia po prostu powtarza się już drugi raz...
Oprócz tego w komiksie pojawiły się abada - afrykańskie wersje jednorożców, które mają 2 rogi zamiast jednego.
OdpowiedzUsuńHerezja!!!
OdpowiedzUsuńA tak na poważnie to bleh i zarazem meh.
A mnie tam się bardzo podoba. :D
OdpowiedzUsuńNie no spoko te komiksy nawet, z neta zarypałem i przeczytałem, całkiem niezła fabuła
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńatomcomics.pl
UsuńPolecam. Dodatkowo, jeśli ktoś mieszka w Krakowie, to powinna być możliwość odbioru osobistego (nie wiem, jak jest w czasie pandemii).
UsuńNie chce byś Panem marudą, i niszczycielem dziecięcych marzeń ale nie ma w języku polskim?
Usuń