mnie nie widać! yay!

wtorek, 3 marca 2020

Snowfall 2020 - relacja!



Snowfall odbył się 22-ego lutego - zabawa się skończyła, wszyscy już dawno pojechali do domów i normalnie pracują od ponad tygodnia, a redaktorzy muszą coś naskrobać i opowiedzieć Wam jak to tam było - dobrze, czy źle? Razem z Polineksem bliżej się temu przyjrzymy ;3. Zapraszam!


Relacja od Porcelanowej strony:

Taka moja klątwa, że nie ważne jak bardzo się przygotuję, by być na czas, tak zawsze jestem spóźniona na meet xD. Poza kameralnym Twilightmeet'em w Warszawie (gdzie można było spotkać się z panią Krylik, aktorką głosową Twilight), pech zawsze trzymał się blisko mnie. Tak też i było tym razem, któż by pomyślał! Wyjechałam już w piątek (21.01), gdzieś koło godziny 16:00 autko kierowało się tam gdzie trzeba. Wiadomo, po drodze trzeba było się i tak zatrzymać, ale nie sądziłam, że się spóźnię! Na szczęście dojazd przebiegł bez żadnych komplikacji, w przeciwieństwie do powrotu (pęknięta opona na autostradzie, burza, elektronika w samochodzie padała... brr).

Where's Waldo: Goose version


Miejscem tegorocznego spotkania był Dom Kultury ,,Koszutka'', który wyglądał naprawdę obiecująco, z zewnątrz, jak i w środku. Ów miejsce było naprawdę miłą odmianą, w porównaniu do starych, PRL'owskich szkół lub sal gimnastycznych, z jakimi miałam styczność do tej pory. Duże okna wpuszczające światło, stołówka z... prawdziwym jedzeniem ponoć (choć to info niepotwierdzone, nie stołowałam się tam), przestronna sala ze sceną oraz... KORYTARZE. Jako wystawca naprawdę się ucieszyłam, ponieważ było tam miejsca na tyle, by można było się swobodnie poruszać, nie trzeba było wychodzić pod stołem, czy przeciskać między innymi stoiskami. Koniec relacji, konwent 10/10 xD! 

Wszyscy się cieszyli z dużych korytarzy, no scam

Z mojej strony nie będzie co tu dużo pisać, ponieważ byłam wystawcą i moje doświadczenia z konwentu w znacznej mierze ograniczają się do siedzenia przy stoisku i obsługiwania klientów spragnionych kucykowego szpeju. Po wylegitymowaniu się i otrzymaniu identyfikatora, wzięłam znajomego pod pachę (pozdrowienia dla Neij'a!) i zajęliśmy się wypakowywaniem ów kucowych fantów. Dordzy czytelnicy, powiem Wam, że przygotowując się wcześniej w domu, później będziecie czuli się jak prawdziwi, zorganizowani dorośli! Przynajmniej ja tak się czułam, kiedy po prostu musiałam jakoś ustawić moje ramki tak, by nie spadały, a nie wycinać wszystkiego w pośpiechu, jak to robiłam zazwyczaj (Nowy Rok, Nowa Ja :V). Nie mogłam się nawet spokojnie rozsiąść, już ludzie byli zaciekawieni nowym kupcem w korytarzowej wiosce i zaglądali co to tam za towary się kryją. Samo miejsce mojego stoiska było bardzo pyszne, ponieważ siedziałam na wylocie, a obok mnie siedziały moje kochane towarzyszki z Semaforu (gorące pozdrowienia!) i w wolnej chwili mogłyśmy sobie troszkę pogadać. Od czasu do czasu nawiedzali mnie też moi przyjaciele, więc nudno nie było, a ręce i tak były pełne roboty. Na korytarzu znalazło się dość sporo stoisk (naliczyłam ich 7, wraz ze swoim), więc fani mieli w czym przebierać. Ja sama też nie mogłam się powstrzymać i zaopatrzyłam się w kucykowe naklejki i pocztówkę ^_^.





O dziwo, poza ciągłym siedzeniem na plocie w tym samym miejscu przez kilka godzin i nie wstawaniu do toalety na siku, czy jedzeniu , udało mi się na chwilkę zbiec do wielkiej sali ze sceną, gdzie prelekcję miał mój dobry kumpel, Altius Volantis (którego też pozdrawiam! x3). Na nią oczywiście też się spóźniłam... TT w TT. Nie rozumiałam z niej zbyt wiele, ponieważ mam mózg grafika, a on umysłem muzycznym jest, powiadam Wam, więc tylko siedziałam i grzecznie słuchałam. Prelekcja Altiusa dotyczyła jego utworu muzycznego, specjalnie przygotowanego na sam konwent (!), który pełni swego rodzaju ,,hymnu konwentowego''. Zaprezentowany był sam utwór, potem zaś Altius przeszedł do historii, jego budowy, jak co działa w tym kawałku i przy okazji uchylił widzom rąbka tajemnicy o używaniu FL'a. Ów utwór można odsłuchać poniżej! 


Ciekawostka - ,,Snowfall'' w języku angielskim oznacza ,,opad śnieżny'', sam utwór nosi nazwę ,,Winter is coming'' (zima nadchodzi), a sam meet został zorganizowany w lutym, czyli miesiącu, w którym teoretycznie powinno się witać już powoli wiosnę... < w >

Muzyczna prelekcja nie była jednak taką zwykłą prelekcją! Otóż, prowadzący wcześniej przyniósł ze sobą cały swój niezbędny sprzęt, aby uraczyć nas... DJ'owskim set'em! Z początku podeszłam do tego z pewnymi obawami, ponieważ tego typu akcje charakteryzują się zabawą uczestników, tańcem, a wiadomo, że nasz fandom składa się w jakichś 90% z nietańczących introwertyków, którzy szybciej by chyba zaorali całe pole Twicane'em, niż zatańczyli gdzieś publicznie. Ku mojemu zdziwieniu jednak, do akcji jako pierwszy wkroczył mój druch Betonowy Jeż, tuż za nim ruszył Sophios Phronesis (cześć chłopaki! ^0^) i wtem przyszedł czas na mnie. Z początku skakaliśmy pod sceną tylko we trójkę, ale po pierwszym kawałku dołączył do nas, we własnej osobie, SPIDIvonMARDER! ,,No, jak legenda fandomu wstała, by uraczyć nas swym pląsem, to chyba wypada jednak ruszyć kuper i też trochę poskakać, prawda?'' - takim myśleniem chyba wszyscy się kierowali, bo potem ,,ludziuf było jak mrufkuf''. Chociaż osobiście uważam, że tak naprawdę sama muzyka świetnie się obroniła, bo była naprawdę, jak to mówią dzieciaki, ,,w dyszkę bazyliszkę''. Podczas jednego wolniejszego kawałka, utworzył się las bujanych rąk, z których padały światła, NAWET te z zapalniczek! Po samym koncercie Altius rozbeczał się wszystkim przybił piąteczkę i dał przytulasa. Koncert jak najbardziej udany!



Po koncercie nastąpiła chwila oddechu, każdy musiał odsapnąć po potańcówce życia (dla niektórych pewnie jedynej w życiu :P), ja wróciłam na stoisko dokończyć rysunkowe zamówienie... a tu zonk, aukcja charytatywna zaraz się zaczyna! Sama miałam przygotowane kilka fantów, więc musiałam polecieć, cała spocona do auta po skarby, na szczęście obeszło się bez szwanku. Ludzi było naprawdę dużo, ale czemu tu się dziwić, jak prowadzącym był nasz kochany TK! Fantów nie brakło, można było wybierać po komiksy, książki, pluszaki, przez rysunki i rękodzieła, na mystery box'ach i rzadkich fantach (takich jak czapka samego TK'a!) kończąc. Nie wiem gdzie pracują Ci wszyscy Broniacy, co siedzieli na aukcji, ale powiem tylko, że walka o kucykowy towar była naprawdę zacięta, a przy tym stanowiła niezastąpione źródło rozrywki! Sama z zarumienionymi policzkami obserwowałam starcia licytatorów oraz reakcje prowadzącego - kto nie był, ten nie wie co traci! Udało mi się też dostąpić małego zaszczytu, gdy TK poprosił mnie na scenę, bym sama mogła licytować dany na aukcję przeze mnie rysunek oraz wręczyć go ostatecznemu ,,zwycięzcy'' (Heron, pozdrowienia dla Ciebie!). Jeszcze nigdy nie licytowano mojego rysunku, a to, z jakim zapałem wszyscy starali się go zdobyć, dało mi niezłego boost'a do pewności siebie, za co wszystkim dziękuję!

Na zdjęciu, od lewej: Silver Cheese (jeden z organizatorów meeta), Wąsik (szczęśliwiec, który wylicytował ów baner z podpisami uczestników) oraz Nightmare (załatwił druk banera)

Sama aukcja była naprawdę świetna i ludzie sami starali się ją przedłużyć, dorzucając jeszcze fanty na stół i namawiając innych do pomocy. Doszło nawet do tego, że wylicytowane zostały kartony po wszystkich dobrach... puste kartony. Jaki jest w tym sens? Chyba po prostu chodzi tu o niesienie pomocy, co mogę tylko pochwalić ^0^ ! Ostateczna kwota przekroczyła wszelkie oczekiwania organizatorów, ponieważ DWUKROTNIE pobiliśmy cenę z zeszłorocznego Snowfall'a, co tylko pokazuje jak rząd namieszał nam w portfe- to znaczy, jak nasze serca rosną z roku na rok! Z tego co pamiętam, tegoroczym celem charytatywnym było zebranie funduszy na operację pewnej małej dziewczynki, która cierpi na antygrypozę (wadę związaną ze złym rozwojem nóg). Jej rodzice na pewno są szczęśliwi, że udało się jakoś temat ruszyć do przodu, no i my też mamy z czego być dumni ^_^.

Po aukcji zrobiliśmy sobie świetne grupowe zdjęcie, a potem trzeba było pakować manatki i się zwijać do hostelu z przyjaciółmi. Wydaje mi się, że był zaplanowany jakiś after meet, jednak to info nieoficjalne, a poza tym - nie byłam, więc nie powiem :P! Po meecie pojechaliśmy się zameldować do hostelu (który był ogromną katastrofą, swoją drogą), zajechać do Silesia Center coś wszamać i przy okazji spotkać część organizatorów wydarzenia i z nimi pogadać (co było naprawdę super doświadczeniem!). Powrót, myju, do wyra.


Kideł też zaliczył meet! Tylko śmierdzi od niego lenistwem na kilometr, nie napisze nic >:(


W niedzielę pobudka skoro świt i ponownie odbyliśmy pielgrzymkę do galerii (kto odbył, ten odbył B-P ) i tam spędziłam znaczną część dnia z moimi przyjaciółmi grając w karcianki, ozdabiając nasz pamiątkowy album ze zdjęciami naklejkami, pałaszując gastronomiczne dobra no i... socjalizując się, ciesząc z własnego towarzystwa. Potem przyszło nam się pożegnać, obiecując sobie, że do Wrocławskiego jakoś dożyjemy. No i każdy rozszedł się w swoją stronę, a droga z Katowic do Łeby okazała się być mniej niż łaskawą...

Podsumowując: Meet był naprawdę świetny! Niesamowita miejscówka, cudowne towarzystwo, dużo miejsca na stoiska, no i oczywiście, wyborowa zabawa! Z mojej strony jedynym mankamentem było odbieranie identa, ale to szczegół w porównaniu z całym wydarzeniem. Jeśli w przyszłym roku meet również będzie organizowany, to z pewnością się pojawię ^_^. Tyle z mojej strony, dziękuję tym, którzy wpadli!

O! Już skończyłaś? Niby straszyłaś, że to będzie długie. Zawiodłem się :P 

Ranisz... TT_TT

Niemniej chyba przyszła pora na moją część. No cóż, zacznijmy od tego, że nie byłem jakoś hurraoptymistycznie nastawiony do bycia na meecie, zostałem wręcz zmuszony do przyjazdu, tylko po to by być, a to, że akurat byłem po dość ciężkim czasie potęgowało zniechęcenie, więc tak, jeśli marudzę to także przez to, że w takich chwilach moje postrzeganie znacznie się deformuje. No to teraz ziu do części głównej.

Tak, są jeszcze tacy fani, co to lubią wskoczyć w jakiś niezły ciuch!

Jedno czego nie lubię w meetach to jazda na nie zaraz po nocce, czyli kolejne nieprzespane godziny, które musisz odsypiać w niewygodnej pozycji, w pociągu pełnym ludzi... Ech, ludzie, jak ja ich nie cierpię... No ale ok, zabrałem ze sobą współlokatora i pojechaliśmy na Katowice (miasto brzydkie jak zawsze), spędzając czas na rozkminach dziwnej treści typu "jak ci głodno, to zjedz czapke". Wsiadając do autobusu miejskiego zdałem sobie sprawę jak długo odcinałem się od ludności fandomowej, bo już tam spotkaliśmy konwentowiczów i już tam nie wiedziałem z kim mam do czynienia, choć dało się zauważyć, że mnie chyba poznają. 

Dojechaliśmy. Tak wiem, świetne skwitowanie poprzedniego akapitu, przygotowujące do opisania nowego.  W sumie to miło było znowu zobaczyć po dwóch latach ten Dom Kultury. Był taki jak go zapamiętałem, a ustawione wewnątrz stoiska trochę mi przy pomniały Snowfall z 2018r. Czasem wraca taka nutka nostalgii. Tylko co mi zdefiniowało tego meeta to słowo "mało". W sumie chyba mam nieco wygórowane oczekiwania czy coś, ale wracając. Chodzi mi głównie o to, ze mieliśmy małą różnorodność stoisk. Każde z nich było stoiskiem artystycznym, więc jeśli przyjechałeś na meeta z myślą "dawno nie brałem żadnego arcika z moim OCkiem" podobnie jak ja, to mogło być ok, bo miałeś sporą różnorodność świetnych artystów do wyboru (każdą artystkę cieplutko pozdrawiam i dziękuję za arciki dla mnie). Problemem mógł się pojawić, gdy jednak chciałbyś kupić coś więcej, bo książek, koszulek czy kubeczków nie uświadczyłeś (chyba że nabyłeś wejściówkę Premium). Pod względem różnorodności przodowało jednak stoisko Pingwinowej i Ailish (za przekręcone nicki z góry przepraszam), bo jednak można było tam kupić kucze uszka czy kapcie (następnym razem dajcie krysiowe w rozmiarze 49 to kupię bez mrugnięcia okiem). Serduszko mi się również krajało, gdy widziałem tak ubogi plan atrakcji. Ciężkie to czasy, gdy prelekcji juz coraz mniej na meetach. Każe to zadać sobie pytanie o to czy juz wszystko zostało powiedziane lub o to czy ludziom się jeszcze chce gadać o kucykach.
Samemu rusz plota, a nie! Stary wyjadacz się znalazł :P
 

Ogólne podejście już było, to teraz czas na streszczenie (ludy to czytające juz pewnie tl;dr, ci co dotrwają do końca mogą w nagrodę przytulić Lunę). Mój meet, to ogólne podpieranie ściany. W sumie początek był bardziej towarzyski. Przechadzałem się od stoiska do stoiska, lustrując ich zawartość. Zamawiałem arciki, spotykałem ludzi i rozmawiałem z nimi, ale z czasem to widać, ze coraz bardziej nie mam co robić, bo ani nie ciągnęło mnie na prelki, ani na aukcję (za mało kasy na koncie to lepiej nie szarżować), więc co do atmosfery tam, to muszę zaufać Porcelance i jej słowom, a także moim własnym wspomnieniom z aukcji na których już byłem. W zasadzie to jedynym takim większym minusem było zamieszanie związane z identami, ale moim zdaniem organizatorzy dość sprawnie się z tym uporali. No i jeszcze miło było popilnować stoiska artystycznego w czasie gdy jego właścicielki musiały prowadzić prelekcję (i gdzie helperzy, gdy ich trzeba!). W zasadzie pozwoliło mi to również na spojrzenie na meeta z zupełnie nowej strony. Tym bardziej szanuje każdego wystawce, który spędza sporą część wydarzenia w tym jednym miejscu, a w przypadku artystów, muszą oni jeszcze poświęcić czas na przygotowanie arcików dla zainteresowanych, temu jeszcze raz pragnę podziekować każdej artystce, która wzbogaciła moja kolekcję rysunków (zwłaszcza Peacy wyszła moim zdaniem uroczo). Tak więc samego meeta dzielę na dwie części. Pierwszą, gdy krążyłem z zainteresowaniem wszędzie i drugą gdy szukałem drogi ucieczki i zostałem zmuszony do rysowania (never again).

Biedny Polineks w pocie czoła zajmuje się stoiskiem, zobaczcie jak mu pot z czoła spływa!

Wreszcie wybiła ostatnia godzina meeta. Pozamykałem wszystkie sprawy towarzyskie i ruszyłem na dworzec... w towarzystwie. To w zasadzie było jedno z przyjemniejszych wydarzeń tego wieczora. Zawsze miło jest na koniec usiąść z kimś, pogadać o meecie i życiu, a potem wspólnie czekać na pociąg. Tylko jako społeczna ameba, kompletnie nie miałem pojęcia z kim rozmawiam, a pytać o personalia to też taka sobie opcja. Niemniej nie nudziłem się czekając dwie godziny na pociąg, a potem ruszyłem w drogę powrotna do Wrocławia.

Czy mi się podobało? Powiedzmy że tak pół na pół. Nie jest to wina wydarzenia, a raczej mojego podejścia do wszystkiego, więc ujmując to, uznałbym meet za całkiem udany. Czy jechałbym jeszcze raz? Nah, chyba że by mnie przymuszono. Po prostu człowiek powoli czuje w kościach, że socjalizacja nie dla niego. Chociaż przyznać muszę, że tak wyrwać się z mieszkania, to fajna sprawa. Zawsze jakiś sposób odpoczynku od denerwujacej pracy. No i w jak nie patrzeć. Od czasu do czasu miałem takie przebłyski, które mi przypominały za co kocham ten fandom i czemu jednak się go jeszcze trzymam. Patrzysz jednak na ludzi tak różnych, a jednak tak dobrze się bawiących razem. No i jeszcze to o czym wspominała moja przedmówczyni. Aukcja, gdzie nawet puste kartony były licytowane. Takie śmieszki heheszki, a jednak pokazują, że są jeszcze na świecie ludki z dobrym serduszkiem.

Więc dziękuję organizatorom, helperom, wystawcom i wszystkim uczestnikom za to, że byli i że udanie otworzyliśmy konwentowy rok 2020. 

Po więcej soczystych zdjęć z samego meeta zapraszamy tutaj!

15 komentarzy:

  1. Poli, dobrze było znowu Cię zobaczyć! I niniejszym grożę, że jeśli nie przyjedziesz na kolejny meet, to wszyscy przyjedziemy po Ciebie... do Ciebie, znaczy ;P
    A jak już o prelekcjach mowa, przypominam złośliwie, że od listopada 2018 czekam na prelkę o Podmieńcach! Nie zapomniałem! I poskarżę się Chrysalis :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to poczekasz jeszcze trochę, bo w zasadzie nie wiem gdzie podziałem koncept prelki.

      Usuń
    2. A właśnie, że specjalnie go podziałeś! I to jeszcze tak, żeby nie wiedzieć gdzie! Q_Q

      Usuń
  2. Dzięki za relacje! Fajnie i zgrabnie napisane, bardzo przyjemnie się je czytało. Częściowo co prawda z nieco pesymistycznym wydźwiękiem, ale jest na to rada - jeszcze więcej meetów. Nie ma opcji, żeby to nie podziałało.


    a reklamacji i tak nikt nie przyjmuje, więc plan jest skrajnie idealny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszysz, Polineks? Meety, meety, meety! To recepta na poprawę humoru! ^_^
      Przecież wychodzenie z mieszkania jest takie super >:3

      Usuń
    2. Na meety trzeba zarobić, a to już psuje humor

      Usuń
  3. O rany, ogólnie uczestniczę w konwentach, ale nigdy nie byłam na żadnym ponymeecie!
    Nawet nie mam żadnego kucykowego cosplayu, a jedynie jakichś szarych ludzi z rogami :::;(
    Po przeczytaniu tej relacji, mam wielką chęć udać się na jakiś meet, możecie powiedzieć coś więcej o tym we Wrocławiu? Tak się składa, że czasowo tu pomieszkuję xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrocławski meet będzie w przedostatni weekend kwietnia. Podrzucę link:
      https://facebook.com/events/s/x-wroc%C5%82awski-ponymeet/3135979609754090/?ti=cl

      Wpadnij koniecznie! Zresztą nie tylko na ten, kucykowe meety są naprawdę super ^_^

      Usuń
    2. A tu też Wrocław, w dodatku...

      herbatka z Celestią. Gdybym nie był u niej skrajnie niemile widziany, to bym pojechał xD

      https://facebook.com/events/s/herbatka-z-celestia/210787496960958/?ti=cl

      Usuń
    3. Szkoda, że w soboty pracuję od 14 ;(
      Praktycznie tylko niedziele mam wolne. Cieszę się, że chociaż ostatnio eventy w Pokemon Go, a przynajmniej community day, są właśnie w niedziele uwu

      Usuń
    4. Zawsze możesz wpaść na końcówkę meeta, a potem na afterek? Zwykle są organizowane do późna, gdzie można sobie luźno pogadać i wyluzować ^_^. Nie wiem jak tym razem, ale w Krakowie aftery organizowane były w barach z planszówkami, a to była niezła zabawa @_@.

      No i też zawsze jest niedziela! Na pewno jacyś broniacy zostaną jeszcze na niedzielę, można z nimi się zgadać. A jakby co, ja z ekipą (np. z Neij'em powyżej) zwykle zostajemy też na drugi dzień, więc no, zachęcamy do dołączenia się do nas! ^0^

      Usuń
    5. Dokładnie, minimeet po meecie ;)

      Usuń
    6. Kopycio ^^
      w rzeczy samej pony after to ta częś bardziej rozrywkowa i zabawowa tak o 20% cooler XD

      Usuń
    7. Kopycio ^^
      w rzeczy samej pony after to ta częś bardziej rozrywkowa i zabawowa tak o 20% cooler XD

      Usuń

Tylko pamiętajcie drogie kuce... Miłość, tolerancja i żadnych wojen!