Friendship is magic czy przyjaźń to magia?
W ostatnim artykule poruszyłam już temat przyjaźni, jednak na skutek napisanych przez was komentarzy zdecydowałam się go kontynuować. Otóż od dłuższego czasu męczyła mnie jedna rzecz: wszechobecność przyjaźni w serialu. Zauważyła to też w komentarzu Rysunkowa Sucharia: Ale tak, serial, przynajmniej moim zdaniem, definiuje przyjaźń zbyt szeroko. Nie ma twardych reguł, ale to nie tak, że po dniu znajomości ktoś jest już Twoim przyjacielem.
No właśnie! W pierwszych odcinkach serialu kilkugodzinna znajomość wystarczyła, by zawiązać więzi przyjaźni dostatecznie mocne do aktywowania Elementów Harmonii i zreformowania Nightmare Moon. Jest to bardzo nierealne, ale też infantylne. Przypomina to pytania z przedszkola: „zostaniesz moją najlepszą przyjaciółką”? I skoro grupą docelową są właśnie kilkuletnie dziewczynki, to teoretycznie wszystko się zgadza. Problem jest jednak taki, że już w następnym odcinku („The Ticket Master” / „Biletomistrzyni”) nasze „przyjaciółki” walczą między sobą o bilet na Galę, nie przejmując się zupełnie tą głęboką więzią, która je podobno łączy. I to jest właśnie bardziej naturalne zachowanie – dziewczyny dopiero się poznają i nie są jeszcze gotowe na poświęcenia dla siebie nawzajem.
Podobnie sprawa wygląda z „przyjaźniami” Pinkie Pie (o których pisał zresztą ostatnio Kredke). Hiperaktywna klacz musi zaprzyjaźnić się z każdym, choćby osoba ta broniła się przed nią wszystkimi kopytami. Ile jednak warte są te przyjaźnie? Oczywiście każdy jest inny i podczas gdy ktoś będzie miał jednego zaufanego przyjaciela, ktoś inny będzie miał ich szersze grono, to jednak to już jest przesada. Nie da się przyjaźnić z całym miasteczkiem, choćby wszystkich znało się z imienia, to nie można tego nazywać przyjaźnią!
Interesujący też jest fragment intra serialu, a konkretnie słowa „Do you know you're all my very best friends?” (czy wiecie, że wszystkie jesteście moimi najlepszymi przyjaciółkami?). Czy one nie są wewnętrznie sprzeczne? Słowo „najlepszy”, będące stopniem najwyższym przymiotnika „dobry”, sugeruje jedyność omawianego rzeczownika. Tylko jedna góra może być najwyższa, tylko jeden człowiek najbogatszy, a tylko jeden przyjaciel najlepszy. Może pogodziłabym się z istnieniem dwojga najlepszych przyjaciół, ale pięć najlepszych przyjaciółek? To już są przecież jakieś żarty… Tym bardziej, że jak widzimy w odcinkach, niektóre klacze dogadują się lepiej, niektóre gorzej. Rarity spędza czas w SPA z Fluttershy, podczas gdy z Rainbow Dash ma raczej niewiele wspólnego. Pinkie Pie planuje kawały z Rainbow, natomiast dla Rarity jest raczej źródłem kłopotów (patrz „It Isn’t the Mane Thing About You” / „Grzywa to nie wszystko”). I to akurat jest zupełnie naturalne, natomiast nie zgadza się ze stwierdzeniem o „najlepszości” przyjaciółek.
Mam świadomość, że zbyt dogłębnie analizuję serial dla małych dziewczynek (a przepraszam, według obecnej polityki Hasbro także dla małych chłopców), doszukując się w nim nie wiadomo jakich prawd życiowych, ale akurat tym razem mam w tym jakiś cel inny niż szkalowanie scenarzystów. Otóż moje zarzuty mogą wynikać z amerykańskości serialu. Zauważyliście, że podczas gdy Amerykanie na Facebooku mają friendsów (czyli właśnie przyjaciół), my możemy dodać kogoś co najwyżej do znajomych? Jest to wbrew pozorom spora zmiana, dużo mówiąca o mentalności naszych narodów. Dla Polaków słowo „przyjaciel” ma znacznie głębsze znaczenie niż „friend” dla Amerykanów, którzy definiują je szerzej. Friend to kolega z pracy, z którym można wyskoczyć wieczorem na pizzę, przyjaciel to ktoś, kto nieproszony zjawi się z pizzą na progu naszego mieszkania, gdy będzie wiedział, że tego właśnie potrzebujemy. Idąc dalej, naszemu przyjacielowi odpowiadałoby więc użyte w intrze serialu „best friend”. I w ten sposób najlepszoprzyjacielowość wszystkich klaczy z Mane 6 zaczyna nabierać sensu.
Myślę, że różnica między amerykańską a polską kulturą to coś, o czym często zapominamy, oglądając serial. Stany Zjednoczone wbrew pozorom nie są Europą 2.0, a rozbieżności te nie ograniczają się do tego, czy należy obchodzić Halloween.
No właśnie! W pierwszych odcinkach serialu kilkugodzinna znajomość wystarczyła, by zawiązać więzi przyjaźni dostatecznie mocne do aktywowania Elementów Harmonii i zreformowania Nightmare Moon. Jest to bardzo nierealne, ale też infantylne. Przypomina to pytania z przedszkola: „zostaniesz moją najlepszą przyjaciółką”? I skoro grupą docelową są właśnie kilkuletnie dziewczynki, to teoretycznie wszystko się zgadza. Problem jest jednak taki, że już w następnym odcinku („The Ticket Master” / „Biletomistrzyni”) nasze „przyjaciółki” walczą między sobą o bilet na Galę, nie przejmując się zupełnie tą głęboką więzią, która je podobno łączy. I to jest właśnie bardziej naturalne zachowanie – dziewczyny dopiero się poznają i nie są jeszcze gotowe na poświęcenia dla siebie nawzajem.
Podobnie sprawa wygląda z „przyjaźniami” Pinkie Pie (o których pisał zresztą ostatnio Kredke). Hiperaktywna klacz musi zaprzyjaźnić się z każdym, choćby osoba ta broniła się przed nią wszystkimi kopytami. Ile jednak warte są te przyjaźnie? Oczywiście każdy jest inny i podczas gdy ktoś będzie miał jednego zaufanego przyjaciela, ktoś inny będzie miał ich szersze grono, to jednak to już jest przesada. Nie da się przyjaźnić z całym miasteczkiem, choćby wszystkich znało się z imienia, to nie można tego nazywać przyjaźnią!
Interesujący też jest fragment intra serialu, a konkretnie słowa „Do you know you're all my very best friends?” (czy wiecie, że wszystkie jesteście moimi najlepszymi przyjaciółkami?). Czy one nie są wewnętrznie sprzeczne? Słowo „najlepszy”, będące stopniem najwyższym przymiotnika „dobry”, sugeruje jedyność omawianego rzeczownika. Tylko jedna góra może być najwyższa, tylko jeden człowiek najbogatszy, a tylko jeden przyjaciel najlepszy. Może pogodziłabym się z istnieniem dwojga najlepszych przyjaciół, ale pięć najlepszych przyjaciółek? To już są przecież jakieś żarty… Tym bardziej, że jak widzimy w odcinkach, niektóre klacze dogadują się lepiej, niektóre gorzej. Rarity spędza czas w SPA z Fluttershy, podczas gdy z Rainbow Dash ma raczej niewiele wspólnego. Pinkie Pie planuje kawały z Rainbow, natomiast dla Rarity jest raczej źródłem kłopotów (patrz „It Isn’t the Mane Thing About You” / „Grzywa to nie wszystko”). I to akurat jest zupełnie naturalne, natomiast nie zgadza się ze stwierdzeniem o „najlepszości” przyjaciółek.
Mam świadomość, że zbyt dogłębnie analizuję serial dla małych dziewczynek (a przepraszam, według obecnej polityki Hasbro także dla małych chłopców), doszukując się w nim nie wiadomo jakich prawd życiowych, ale akurat tym razem mam w tym jakiś cel inny niż szkalowanie scenarzystów. Otóż moje zarzuty mogą wynikać z amerykańskości serialu. Zauważyliście, że podczas gdy Amerykanie na Facebooku mają friendsów (czyli właśnie przyjaciół), my możemy dodać kogoś co najwyżej do znajomych? Jest to wbrew pozorom spora zmiana, dużo mówiąca o mentalności naszych narodów. Dla Polaków słowo „przyjaciel” ma znacznie głębsze znaczenie niż „friend” dla Amerykanów, którzy definiują je szerzej. Friend to kolega z pracy, z którym można wyskoczyć wieczorem na pizzę, przyjaciel to ktoś, kto nieproszony zjawi się z pizzą na progu naszego mieszkania, gdy będzie wiedział, że tego właśnie potrzebujemy. Idąc dalej, naszemu przyjacielowi odpowiadałoby więc użyte w intrze serialu „best friend”. I w ten sposób najlepszoprzyjacielowość wszystkich klaczy z Mane 6 zaczyna nabierać sensu.
Myślę, że różnica między amerykańską a polską kulturą to coś, o czym często zapominamy, oglądając serial. Stany Zjednoczone wbrew pozorom nie są Europą 2.0, a rozbieżności te nie ograniczają się do tego, czy należy obchodzić Halloween.

"Zauważyła to też w komentarzu Rysunkowa Sucharia: Ale tak, serial, przynajmniej moim zdaniem, definiuje przyjaźń zbyt szeroko. Nie ma twardych reguł, ale to nie tak, że po dniu znajomości ktoś jest już Twoim przyjacielem."
OdpowiedzUsuń*czerwieni się*
Trafiony temat na artykuł. Z ciekawości, postanowiłam zrobić mały test i sprawdzić, jak definiowane są "przyjaciel" i "friend".
PRZYJACIEL
źródło: https://sjp.pwn.pl/slowniki/przyjaciel.html
«osoba pozostająca z kimś w bliskich, serdecznych stosunkach»
«osoba okazująca komuś lub czemuś swoją sympatię, sprzyjająca czemuś»
Mamy dwa inne znaczenia. Pozwolę sobie uznać, że pierwsze dotyczy przyjaciela, o którego nam chodzi, a drugie odnosi się do takich wyrażeń jak "przyjaciel zwierząt"
FRIEND
źródło: http://www.dictionary.com/browse/friend
«a person attached to another by feelings of affection or personal regard»
(osoba przywiązana do innej poprzez uczucia lub darząca ją osobistym szacunkiem)
O ile Google Tłumacz mnie nie zawiódł (żarcik, he he, poważnie żartuję, poważnie!), definicja słowa "friend" jest rzeczywiście szersza niż słowa "przyjaciel".
Zastanawia mnie w takim razie jedna rzecz. Nie jestem orłem z angielskiego, ale znam go na tyle, aby móc popisać sobie z kimś po angielsku lub obejrzeć film w tym języku, czyli jako tako, a nie natknęłam się na słowo, które mogłoby być odpowiednikiem dla polskiego "przyjaciel". Jedyne co mi się nasuwa to użyte w przenośni "brother/sister" ale przecież nie o to chodzi. W takim razie, może faktycznie między nami a Amerykanami istnieje duża różnica na płaszczyźnie stosunków międzyludzkich...
"a rozbieżności te nie ograniczają się do tego, czy należy obchodzić Halloween."
Hah, akurat przypomniała mi się mała anegdotka na temat halloween. Samam jestem raczej przeciw niż za, ale nie w tym rzecz. Przez cały halloween, a nawet wcześniej, mieliśmy do czynienia z coroczną gównoburzą. Ludzie dyskutowali, a FB zalała fala postów tu chwalących tu oczerniających ten dzień. Jak w każdy wieczór 31 października siedziałam wieczorem w domu. Jakieś pięć lat temu, kiedy faktycznie ludzie zaczęli chodzić po cuekierki (przynajmniej w mojej okolicy, wcześniej tylko się o tym gadało) przyszedł jakby zsumować tuzin. Następnego było ich jednak mniej, kolejnego tylko kilka... W tym roku nie przyszedł już nikt. Tymczasem, kiedy rano weszłam na FB zastałam pobojowisko wielkie jak nigdy dotąd między napalonymi halloweenowcami a zagorzałymi antyhalloweenowcami. Rzucali w siebie mięsem, wyzywali od idiotów z powodu corocznego zbierania cukierków. Tylko, że kiedy potem popytałam znajomych, nikt specjalnie nie napotkał się na samych zbieraczy. A zatem burza była o...?
PS: Wiem, zapewne w miastach wygląda to inaczej, ale mimo wszystko to nieco śmieszne.
Durnie nie powinniście obchodzić wszystkich świętych ani halloween.
UsuńOd czegoś są Dziady! Bądźmy Słowianami!
W języku angielskim istnieją też takie sformułowania jak "buddy", "mate" czy "pal".
UsuńW google tłumaczu wszystkie są definiowane jako "kumpel", ale czytając angielskie definicje, dowiadujemy się, że dość znacznie się od siebie różnią.
Anywway, Halloween to dobre święto. Jedynie pewne osobniki za bardzo biorą do siebie to powiedzenie "cukierek albo PSIKUS". Wszystko byłoby ok, gdyby przestali dokonywać aktów wandalizmu przez to, że nie dostali cukierka. Litości.
"Durnie nie powinniście obchodzić wszystkich świętych ani halloween.
UsuńOd czegoś są Dziady! Bądźmy Słowianami!"
Nie wiem, co prawda, na czym polegały dziady, ale obiły mi się jakieś historie o kotle wódki, więc byłoby ciężko. Niemniej, możnaby na przykład obchodzić halloween, ale przechrzcić je na dziady i zamiast za wilkołaki i wampiry przebirać się za stwory ze słowiańskiej mitologii. W sumie to całkiem dobry kompromis. Tak myślę... Ej, spróbuję to wprowadzić w życie.
"W języku angielskim istnieją też takie sformułowania jak "buddy", "mate" czy "pal".
W google tłumaczu wszystkie są definiowane jako "kumpel", ale czytając angielskie definicje, dowiadujemy się, że dość znacznie się od siebie różnią."
Tak, właśnie w tym sęk. Buddy to taki bardziej ziomek, mate nieco podchodzi pod kolegę, a pal... no na pal się można nadziać #suchysuchar. Ale mimo wszystko, żadne nie jest tym takim przyjacielem przyjacielem.
,W pierwszych odcinkach serialu kilkugodzinna znajomość wystarczyła, by zawiązać więzi przyjaźni dostatecznie mocne do aktywowania Elementów Harmonii i zreformowania Nightmare Moon,,
OdpowiedzUsuńCo w tym dziwnego? Parę godzin raczej wystarczy by wiedzieć, czy chcesz utrzymywać z określonymi ludźmi/kucykami czas, czy tez nie. A Twilight nie miała doświadczenia w przyjaźni więc nie było trudno na niej zrobić wrażenie.
,,Jest to bardzo nierealne, ale też infantylne,,
W naszym świecie tak, w uniwersum MLP? Nie, nie jest.
,, Problem jest jednak taki, że już w następnym odcinku („The Ticket Master” / „Biletomistrzyni”) nasze „przyjaciółki” walczą między sobą o bilet na Galę, nie przejmując się zupełnie tą głęboką więzią, która je podobno łączy.,,
Przejmowanie się ciągle ta więzią byłoby nie naturalne i dość męczące. Poza tym, one nie miały wtedy jakiejś super więzów. A by aktywować Elementów Harmonii nie trzeba było nie wiadomo czego. Ot, wystarczyło reprezentować pozytywne cechy osobowości. Wiele kuców mogłoby być, na miejscu mane 6.
,,Hiperaktywna klacz musi zaprzyjaźnić się z każdym, choćby osoba ta broniła się przed nią wszystkimi kopytami.,,
Nieprawda. Znowu, problem polega na tym, że to inne uniwersum. Nie jest to nasz świat, więc próbowanie wprowadzenia tam reguł z naszej rzeczywistości, raczej mało ma sensu. To inna rasa, z innym systemem moralności, naturą itd. U nich naturalne jest to, że jest się towarzyskim, sympatycznym itd, przynajmniej u kuców. U osłów, to wygląda inaczej, ale to Pinkie się nauczyła i potrafiła to uszanować.
,,Oczywiście każdy jest inny i podczas gdy ktoś będzie miał jednego zaufanego przyjaciela, ktoś inny będzie miał ich szersze grono, to jednak to już jest przesada,,
Prawda, to wyjątkowe, dlatego Pinkie jest wyjątkowa. Nikt nie ma takich zdolności towarzyskich jak ona.
,,Nie da się przyjaźnić z całym miasteczkiem, choćby wszystkich znało się z imienia, to nie można tego nazywać przyjaźnią! ,,
Można, nie masz monopolu na prawdę. Pinkie może, deal with it.
,,Czy one nie są wewnętrznie sprzeczne? Słowo „najlepszy”, będące stopniem najwyższym przymiotnika „dobry”, sugeruje jedyność omawianego rzeczownika,,
Nie sugeruje.
,,ylko jedna góra może być najwyższa, tylko jeden człowiek najbogatszy, a tylko jeden przyjaciel najlepszy.,,
Nieprawda, te zasady nie obowiązują w języku potocznym ani w przyjaźni. Sam mam z parę najlepszych przyjaciół, więc nie wiem skąd ten brak wiary w rodzaj ludzki xd.
,,Rarity spędza czas w SPA z Fluttershy, podczas gdy z Rainbow Dash ma raczej niewiele wspólnego,,
Prawda, ale te zdanie, do którego się odnosisz wypowiada Twi, to ona jest spoiwem, które łączy te klacze. Rainbow może i mieć więcej wspólnego z Pinkie, co nie oznacza, że nie docenia Rarity.
,,I to akurat jest zupełnie naturalne, natomiast nie zgadza się ze stwierdzeniem o „najlepszości” przyjaciółek. ,,
Ponownie zgadza się, po prostu zbyt poważnie traktujesz te słowo z mowy potocznej. Zwłaszcza, że te zdanie nie pochodzi od postaci do których się odnosisz.
,,Mam świadomość, że zbyt dogłębnie analizuję serial dla małych dziewczynek (a przepraszam, według obecnej polityki Hasbro także dla małych chłopców),,
Coś w tym zlego?
,,Otóż moje zarzuty mogą wynikać z amerykańskości serialu. Zauważyliście, że podczas gdy Amerykanie na Facebooku mają friendsów (czyli właśnie przyjaciół), my możemy dodać kogoś co najwyżej do znajomych,,
Yup, jak ktoś już wyżej słusznie napisał, definicja tego słowa, jest dość różna, od naszego przyjaciel.
"Co w tym dziwnego? Parę godzin raczej wystarczy by wiedzieć, czy chcesz utrzymywać z określonymi ludźmi/kucykami czas, czy tez nie. A Twilight nie miała doświadczenia w przyjaźni więc nie było trudno na niej zrobić wrażenie."
UsuńAutorce chodziło tutaj o samą przyjaźń. Już po usłyszeniu kilku zdań od osoby można bardzo wiele o niej powiedzieć. Myślę, że gdyby postawiono przede mną człowieka i kazano mi ocenić jego inteligencję, udałoby mi się to zrobić już po kilku minutach rozmowy. Sęk w tym, że samo ocenienie, czy chcesz się z kimś przyjaźnić nie jest jeszcze przyjaźnią.
"W naszym świecie tak, w uniwersum MLP? Nie, nie jest."
To w sumie... słuszna uwaga. Ale my tutaj prowadzimy dziką nadinterpretację...
",,Hiperaktywna klacz musi zaprzyjaźnić się z każdym, choćby osoba ta broniła się przed nią wszystkimi kopytami.,,
Nieprawda."
Nie no, trochę prawa, może nie do końca, ale nawet po odcinku z Crankym widać, że Pinkie Pie ściska, gdy ktoś nie chce się z nią kolegować.
",,Nie da się przyjaźnić z całym miasteczkiem, choćby wszystkich znało się z imienia, to nie można tego nazywać przyjaźnią! ,,
Można, nie masz monopolu na prawdę. Pinkie może, deal with it."
Można na zasadzie, można nazwać konia krową, to nie do końca można... choć można.
",,ylko jedna góra może być najwyższa, tylko jeden człowiek najbogatszy, a tylko jeden przyjaciel najlepszy.,,
Nieprawda, te zasady nie obowiązują w języku potocznym ani w przyjaźni. Sam mam z parę najlepszych przyjaciół, więc nie wiem skąd ten brak wiary w rodzaj ludzki xd."
I tutaj się zgadzam, w niektórych wypadkach może być kilka najlepszych rzeczy (choć sprzeczałabym się, czy może być aż pięciu najlepszych przyjaciół). Niemniej, dlaczego brak wiary w rodzaj ludzki? Co najwyżej zbyt dosłowne branie na poważnie języka potocznego.
",,Mam świadomość, że zbyt dogłębnie analizuję serial dla małych dziewczynek (a przepraszam, według obecnej polityki Hasbro także dla małych chłopców),,
Coś w tym zlego?"
W gruncie rzeczy nie, bo MLP wcale nie jest takie dziewczyńskie. Niemniej na pierwszy rzut trochę dziwne jest kierowanie serialu o kolorowych kucykach do chłopców. Ale na pierwszy rzut oka, dziwny jest również fandom bronych. W każdym razie zjawisko jest trochę nietypowe, więc czemu sobie nie pożartować.
Faktycznie, Rarity spędza czas z Fluttershy w SPA, ale z drugiej strony jej świetna relacja z Rainbow jest pokazana w Rarity Investigates. Tak samo z Pinkie w Spice Up Your Life. Myślę, że każda z nich jest równa sobie jeśli chodzi o relacje, dzięki temu serial może pokazywać różne kucykowe konfiguracje.
OdpowiedzUsuń