Obiady Czwartkowe XI
Zdecydowanie, należy udać się do spowiedzi.
Szczerze mówiąc, myślałem że Obiady zakończą się na dziesiątym odcinku, w który to osiągnęliśmy apogeum offtopu - całe szczęście tak się nie stało, gdyż reszta redakcji była zbyt zajęta wstawianiem pojedynczych gifów i obrazków na bloga, aby zwrócić na to uwagę. No cóż, jak kota nie ma, to myszy harcują.
"Holenderscy faszyści", czyli robi się ciekawie.
Europa przechyla się w prawo - ciężko odmówić racji temu stwierdzeniu, patrząc na rosnące notowania partii konserwatywno-narodowościowych na naszym kontynencie. Unia zaczyna mierzyć się z wielopoziomowymi problemami, od imigracji po Brexit, gdy jednocześnie, po raz pierwszy od kryzysu w 2008, wszystkie kraje członkowskie mogą pochwalić się wzrostem gospodarczym - jedne niższy, drugie wyższy, ale wciąż wzrostem. Pomimo politycznej burzy, ekonomia rządzi się swoimi pragmatycznymi prawami, a państwa Starego Kontynentu to nieustannie jedni z większych graczy na światowym rynku. Innymi słowy, nasze zamieszanie jest stricte wewnętrzne, gdy ekonomicznie wciąż pniemy się stabilnie w górę. I wtedy, na scenę wchodzi Turcja.
Buczacz 2.0?
Imperium Osmańskie, będące przodkiem dzisiejszej Republiki Turcji, zawdzięczało swój sukces dzięki strategicznemu położeniu na półwyspie Anatolijskim - wszelkie szlaki handlowe z Azji do Europy przechodziły przez Istanbuł, a silne państwo zdolne do ich obrony było w interesie europejskich (głównie włoskich) kupców, którzy nawiązali z Sułtanatem umowy handlowe, korzystne dla obu stron. Dzisiaj, sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie - Turcja znów wykorzystuje swoje położenie, lecz w zupełnie innym celu. W zamian za potężne wsparcie finansowe, oraz ponowne rozpatrzenie ich podania do Unii, przetrzymują na swojej granicy około 200 tyś uchodźców. Turcy sprytnie wykorzystują wewnętrzne rozbicie i brak porozumienia wśród Europejczyków, aby w ustalonych terminach pobierać od nich pieniądze - na dzień dzisiejszy już ponad 3 mld Euro, a kolejne 3 zostały obiecane . I nie ma w tym nic złego - w polityce nie ma miejsca na sentymenty czy moralność, aczkolwiek ukazuje to słabość Unii - potęgi muszą opierać się na państwie, którego sama struktura budzi bardzo wiele wątpliwości.
Erdogan i autorytaryzm
Pierwszy prezydent Turcji wybrany w wyborach powszechnych jest naprawdę osobliwą postacią. Jego zaawansowana gra polityczna pozwoliła złagodzić wizerunek jego partii do tego stopnia, że stała się przyjazna dla Unii Europejskiej, jednocześnie zachowując ją na tyle konserwatywną, aby zapewnić sobie poparcia tureckiego społeczeństwa i nie podpaść pod rubryczkę "eurolewaka". Na swoim podwórku radzi sobie dobrze. Aż za dobrze. Pucz wojskowy w 2016 roku był najprawdopodobniej czystką wśród oficerów, zaprojektowaną przez rząd - nawet jeśli by tak nie było, to Erdogan koniec końców i tak na nim zyskał, zdobywając wizerunek ostoi demokracji. Lawina nadużyć, zaczęła staczać się coraz dalej i głośniej - represje wobec Kurdów, igranie z Rosją, aresztowania dziennikarzy... Na Bramie Europy może powstawać państwo autorytarne. Państwo, które niedawno zaczęło odrywać bardzo ważną rolę na europejskiej szachownicy.
Wolność Tomku w swoim domku.
Autorytarne zapędy Erdogana, są oczywiście odkładane jako problem niższego priorytetu, jako że Turcja wyprowadziła swą obronę w postaci imigranckiego gambitu. Daliśmy Turkom wolną rękę, gdyż nikt nie chce dwustu tysięcy uchodźców pod swoim dachem. Lecz czasy, a dokładniej partie rządzące się zmieniają. Wczoraj miały miejsce wybory w Holandii, w których jednym z silniejszych kandydatów był Geert Wilders - nacjonalistyczny populista, chcący bronić "holenderskiego stylu życia", poprzez zaostrzenie polityki migracyjnej i wpisanie Koranu w poczet ksiąg zakazanych. Wilders zajął drugie miejsce, zdobywając dla swojej partii zaledwie paręnaście ze 150 miejsc w holenderskim parlamencie, lecz parę dni wcześniej zdążył wejść w zażarty konflikt dyplomatyczny z Erdoganem, który nazwał go "faszystą". Porażka Partii Wolności uspokoiła sytuację, lecz nie zażegnała. Turcji zależy na Europie podzielonej, gdyż tylko taka Europa płaci 3 miliardy. W przypadku wygłoszenia przez Unię czystego i jednoznacznego stanowiska: "Tak, przyjmujemy", bądź "Nie, nie przyjmujemy", Turcja straciłaby swoją kartę przetargową, a Erdogan swobodę w umacnianiu swojej władzy, jako że Kraj Półksiężyca po prostu przestanie być Europie potrzebny..
Tak napiętych relacji między członkiem Unii, a jednym z jej najważniejszych współpracowników nie było jeszcze nigdy. Gdy pozycja zjednoczonej Europy chwieje się, Turcja ma wszystko do stracenia, jak i wszystko do zyskania. Jak waszym zdaniem będą wyglądać relacje Turecko-Europejskie? Czy ten burzliwy związek przetrwa?
Tak napiętych relacji między członkiem Unii, a jednym z jej najważniejszych współpracowników nie było jeszcze nigdy. Gdy pozycja zjednoczonej Europy chwieje się, Turcja ma wszystko do stracenia, jak i wszystko do zyskania. Jak waszym zdaniem będą wyglądać relacje Turecko-Europejskie? Czy ten burzliwy związek przetrwa?


Just Jew It.
OdpowiedzUsuńNo nareszcie się doczekałem kolejnych obiadów...
OdpowiedzUsuńCóż, trzymając się teorii szanownego autora, Turcji pozostaje siać jak największy ferment, chaos i dramę wrzeszcząc na lewo i prawo groźby o tym jak to spuszczą nam uchodźców na łeb, i że tylko oni chronią Europie tyłek... A przy okazji dbając o to, żeby było o nich jak nagłośniej i kontrowersyjnie, bo nic tak nie dzieli jak silne emocje.
Co nie zmienia faktu, że do nas uchodźców to trzeba siłą ściągać, więc nas to za bardzo nie dotyczy.
OdpowiedzUsuńSześć miliardów euro nie bierze się znikąd. To pieniądze odprowadzane od podatników, czyli od Ciebie i ode mnie. Pieniądze te wydawane są na takie półśrodki jak tureckie obozy. Zresztą, tu nie chodzi tylko o pieniądze lecz również prestiż - jeden kraj z zapędami autorytarnymi (16 kwietnia będą zmieniać konstytucję) wykorzystuje wspólnotę, w której my też jesteśmy. Nie mamy żadnej inicjatywy, grając pod Erdogana.
UsuńPieniądze, pieniądze, pieniądze, pieniądze. Przepraszam za powtórzenia.
UsuńWe are facing levels of off-topic that shouldn't be possible...
OdpowiedzUsuńMożna dużo mówić o polityce wojnach i interesach.
Mi tylko ludzi szkoda.