Magiczny Pulpit 130 - My name is Drops. Sweetie Drops
„Nie nazywam się Bon Bon. Jestem specjalną agentką Sweetie Drops. Pracuję dla supertajnej agencji przeciwpotworowej z Canterlot, a raczej pracowałam, do czasu, kiedy bugbear zniknął z Tartarusa kilka lat temu.” ~ Sweetie Drops vel. Bon Bon, 09 września 2015
Dobrý den, czytelnicy. Witam Was w kolejnych Magicznych Pulpitach. Za mną trzydniowa wycieczka w góry, na której (nie)miałem okazję odpocząć, więc jestem pełen energii. Dzisiaj w Pulpicie gości nie kto inny a Sweetie Belle Drops. Znana także jako Bon Bon. Zaczynamy.
Niesłuszne były moje obawy dotyczące pociągu do Szklarskiej Poręby. Miałem szczęście i wygody REGIO dorównywały tym z InterCity.
Zbiórka na Dworcu Głównym była o 5:50. Pociąg ruszał o 6:15.
Po raz pierwszy jechałem w wagonie Cafe, bo restauracyjnym chyba nie można było go nazwać. Gdy weszliśmy do pociągu naszym oczom ukazały się okrągłe siedzenia bez oparć przy stolikach.
Na szczęście za szybą były normalne "dwójki". Każdy władował swoje bagaże do góry, zajął miejsca i czekaliśmy na odjazd pociągu.
Droga upłynęła mi na czytaniu książki, słuchaniu muzyki, rozmowach i przeglądaniu neta.
Na miejsce dotarliśmy około 12:30. Nie pozostało nam nic innego jak przejść 1,5 km do pensjonatu, w którym mieliśmy spędzić dwie noce. Oczywiście zgubiliśmy drogę, mimo włączonego GPS.
Koniec końców dotarliśmy, zakwaterowaliśmy się, mieliśmy jakiś kwadrans dla siebie po czym wyruszyliśmy na szlak. Pierwszym celem był Wodospad Kamieńczyka.
Pięć lat temu co prawda już go widziałem, ale wiadomo jak to bywa z ludzką pamięcią. Choć w tym przypadku niewiele się różniło od wspomnień.
Oczywiście zeszliśmy na dół, by go podziwiać. Pierwszy raz, gdy tam schodziłem miałem ogromnego stracha. Myślałem, że tym razem będzie inaczej. Myliłem się.
Chociaż tym razem bardziej bałem się o moje rzeczy osobiste, niż o siebie. Szkoda byłoby telefonu, portfela z koronami czeskimi, wszystkimi dokumentami i słuchawek.
Na szczęście niczego nie zgubiłem, nic nie wypadło mi do wody... wróciliśmy do pensjonatu na obiadokolację.
Po niej kolejne 15 - 20 minut wolnego czasu i wyjście na basen i do sklepu.
Z basenu musiałem zrezygnować przez uczulenie na chlorowaną wodę. Właściwie to nie wiem czy można to nazwać uczuleniem, ale ilekroć do takowej wejdę, tyle razy mam zapalenie ucha bądź pęcherza.
Tak czy inaczej nie byłm jedynym, który zrezygnował z basenu. Oprócz mnie były jeszcze cztery osoby. Dwie zajęły się grą w bilard, dwie siedziały z nosem w smartfonach a ja czytałem książkę.
Potem wizyta w sklepie i czas wolny. Czyli w końcu pełnoprawny odpoczynek.
Następnego dnia śniadanie było o 7:30, a wyjazd autokarem o 8:00. Teoretycznie, bo praktycznie mieliśmy jakieś 10 minutowe opóźnienie.
No ale w końcu wyjechaliśmy do Pragi. Zwiedziliśmy sporą część stolicy Czech, choć można by było więcej.
Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy o interesujących mnie Bożych Bojownikach, zwanych także Husytami jak i o samych Czechach i Pradze.
Przy okazji okazało się, że nie opłaca się zamawiać potraw na tzw. czuja. Chcąc bowiem zamówić jakąś tradycyjną czeską potrawę zamówiłem... kostkę serową. Tja, brawo ja.
Do pensjonatu wróciliśmy około 20:00, potem czas wolny. Nie miałem sił czytać książkę, postanowiłem obejrzeć coś kucykowego na telefonie. Wybór padł na Rainbow Rocks.
Dzień trzeci to chaos związany z wyjazdem. Ale wpierw odwiedziliśmy jeszcze muzeum energetyczne (?). Bodajże tak się zwało i Wodospad Szklarki.
Oczywiście wycieczka nie mogła się obejść bez wypadków, choć i tak było ich mało. Tylko jedna skręcona kostka. Nie, nie moja.
Wyjazd był o 14:39, z przesiadką we Wrocławiu. I tutaj nie mogę narzekać na pociągi. Chociaż ten ze Szklarskiej Poręby miał opóźnienie.
Ogólem pogoda nam dopisała, w pierwsze dwa dni było ponad dwadzieścia stopni, w trzecim już trochę gorzej, bo padało, aczkolwiek porządnie padać zaczęło, gdy byliśmy już w pociągu.



























Czo to jest to na rebusie? :D
OdpowiedzUsuńLyra w stroju pawia?
UsuńFajne pulpity, może nawet jakiś bym wykorzystał z tym, że nie chce mi się wymieniać mojej pięknej zwierzogrodowej scenerii. Najlepsza według mnie siódemka - Rasta Bon Bon. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńLudzie co to za Lyra, boję się o moje ręce. :)
OdpowiedzUsuńNastępna będzie Lyra, tak sądzę.
OdpowiedzUsuńI oglądałam tego shorta w którym Lyra i Bon Bon się pojedynkowały... chyba... słabo go pamiętam.
Wydaje mi się, że powinno być Bon Bon. Po pierwsze, jako Sweetie Drops znają ją tylko agenci S.M.I.L.E (i Lyra), reszta raczej by używała zwrotu Bon Bon bo (chyba) nikt inny nie wie, że jest byłą agentką.
OdpowiedzUsuńPo drugie, "My name is Bon. Bon Bon." brzmi śmieszniej :p
Dziwne jest to, że ja ani razu w życiu nie jechałem pociągiem. Bo niby dokąd?
OdpowiedzUsuńSzkoda, że ktoś już przede mną odgadnął rebus? W sumie już po lirze było wiadomo o kogo chodzi :P
ACH TRZECIA CZĘŚĆ EG IGRZYSKA PRZYJAŻNI RYWALIZACJA O MIEJSCE W DRUŻYNIE A POTEM OBIE SIE DOSTAŁY
OdpowiedzUsuńI JUŻ WIDZE KOMENTARZE W STYLU TEJ CZĘCI NIE PAMIĘTAM...