Legendarne Święta!
Epicka burza zbliża się do granic Equestrii...
Legendy ożywają...
Wszystko w Waszych kopytach!
Dokonaliście wyboru...
- Zapalaj tą gwiazdkę! - potężna celepa (lepa od Celestii) zatrzęsła głową Luny. - Głodna jestem!
- No już, już... - obruszyła się Luna. Róg Pani Nocy zaświecił się i na niebie pokazał się pierwsza gwiazdka. - Tylko jak w zeszłym roku, żebyś nie zeżarła siana z pod obrusa!
- To moja wina że ktoś je tam wsadził?!
- A moja, że nie potrafisz uszanować tradycji?
- Tradycja ?! Ukrywanie żarełka przed księżniczką to tradycja?!
- A to mało leży na obrusie?
- A co tam leży? Twilight nawet nie dała rady kupić karpia. - obruszyła się Celestia.
- To wszystko przez te podmieńce! - warknęła Twilight. - Wykupili całego karpia w Cwałowie. Nawet nie wiem po co! Oni się tylko shippingami żywią przecież. Na co im dwieście ton karpia.
- Super święta, piórwa... - westchnęła Celestia. - Gwiazdka świeci, zaraz wpadnie Cadance. Połamiemy się waflem i będzie wesoło. Takiego wała! - ryknęła. - Kolejne święta bez karpia! Niech no tylko dorwę Chrysalis.
- Możecie przestać? - zapytała stojąca w drzwiach Cadance. - Ledwo weszłam i już mnie głowa rozbolała.
- Ty wiesz co to jest brak karpia na święta?! - ryknęły zebrane kuce. I zaczęła się zadyma. Luna już na samym początku oberwała krzesłem i zwaliła się pod stół. Twilight potknęła się o Panią Nocy i wpadła mordką do wiadra z sałatką warzywną.
- Mmmm... kalarepka - z wnętrza wiaderka rozległo się miarowe mruczenie przerywane mlaskaniem.
Fluttershy korzystając z zmieszania i ogólnej rozróby złapała za kocioł bigosu i zniknęła pod stołem. Raz na jakiś czas widać było tylko żółte kopytko szukające chleba.
- DOŚĆ!!! - ryknęła Cadance - Mam dość tej przemocy!
Róg różowej alicorn rozjarzył się światłem
- Chodźcie się wszyscy przytulić!
KOCHAĆ WSZYSTKICH!
NIKOGO NIE OSZCZĘDZAĆ!
I grzmotnęła w sam środek zawieruchy najsilniejszym znanym sobie zaklęciem statkującym. Wonsz zszedł na ziemię. Fluttershy odłożyła bigos. Zapanował dziwny spokój. I nagle... Cadance nieco przesadziła ze wskaźnikiem statkowania. Przez chwilkę widać było, jak zebrane kuce walczą ze sobą. Jako pierwsza nie wytrzymała biała jednorożec.
- Mere! - krzyknęła Rarity i objęła go swymi kopytkami. - Chcę mieć z tobą bloga!
Alicorn Mere wyciągnął... laptop. Oczy Rarity zrobiły się wielkie jak pokrywa studzienki kanalizacyjnej. Aliorn nachylił się do ucha jednorozec i szepnął zalotnie.
- Załóż...
Rarity z epicko dramatycznym efektem osunęła się na ziemię.
- Cadance! - krzyknęła Starlight. - Coś ty naro... nie... muszę...
Uczennica Twilight zniknęła w błysku światła.
Siedząca do tej pory przy stole Eljonek zwinnym ruchem zarzuciła Thoraxowi na szyję obróżkę z dzwoneczkami, doczepiła smyczkę i pociągnęła go ze sobą w kąt wielkiej komnaty.
- Narysuj mnie! Jak jedną z twoich kryształowych klaczy! - powiedziała wciskając mu w kopyta paczkę kredek bambino i blok rysunkowy.
W drugim rogu pokoju, Kredke zaczynał właśnie pisać testament. Siedząca przed nim Celestia kończyła właśnie nalewać herbatkę.
- No już, już... - szepnęła Celestia. - Wypij herbatkę, dobra, ciepła, smaczna. Ile słodzisz? Przytulić?
Białe kopyta zakute w złote podkowy zacisnęły się niczym imadło.
- Dwie... łyżeczki... - tak brzmiały ostatnie słowa Kredke.
Luxis rzucił się do przodu by ratować Sunset Shimmer, która biegnąc do niego, potknęła się w absurdalnie wysokich szpilkach. Razem przekoziołkowali kilka metrów. Niestety zadek Sunset znalazł się dosyć blisko jego mordki.
- O założyłaś mój prezent - wymamrotał Luxis na widok białych majtek o powierzchni dobrego spadochronu.
Straszne rzeczy nie ustawały. Twilight dopadła Rozrabiakę i lewitując złotą łyżeczkę karmiła go sałatką warzywną.
Wonsz ganiał za Rainbow Dash.
Cadance próbowała rozproszyć zaklęcie jednak przeszkodził jej w tym Shinnig Armor, który postanowił powtórzyć najbardziej romantyczny moment z ich życia... chwycił żonę i wyrzucił oknem.
Sytuację opanowała... Chrysalis. Z łatwością rozproszyła feralne zaklęcie Cadance, a ją samą przeniosła z powrotem do sali. Nawet okno za sobą zamknęła.
- Ładnie się tutaj bawicie... jestem pod wrażeniem - zaśmiała się królowa. - Co chciałaś, moja droga Cadance, zrobić tym zaklęciem? Poza problemami, oczywiście. Spójrz! Kredke niemal umarł ściśnięty kopytami Celestii. Mere założył drugiego bloga, jakby z jednym miał mało roboty. Thorax narysował clopa z Eljonkiem, a Luxis do końca życia nie założy majtek. I to wszystko z jakiego powodu?
- Ja... chciałam by święta były pełne..
- Miłości? - zaśmiała się Chrysalis.
- T... tak. - zaczęła Cadance. - Co roku jest ta sama śpiewka. Jedna wielka zadyma przy stole.
- Ehhh... - załamała kopyta Chrysalis. - Wiesz czym jest miłość, prawda? Więc powinnaś wiedzieć, ze narzucenie jej komukolwiek to najgorszy pomysł, na jaki można by wpaść. Szczególnie w taki czas. Popatrz, czy oni się tak zachowują na co dzień? Nie, żadne z nich tak się nie zachowuje normalnie. Dla kucyków Celestia jest ostoją spokoju, Luna promienieje majestatem. Twilight mądrością. Od Rarity powinni się wszyscy uczyć dobrego zachowania.
- I nagle zapomniała, jak się zachować? Ot tak? - Cadance podniosła głos.
- Nikt nic nie zapomniał - odpowiedziała królowa. - To po prostu normalna dla was rzecz.
Luna wstała wreszcie z podłogi i masując głowę kopytem podeszła do Celestii.
- I dlatego wykupujesz całego karpia na święta? Byśmy mogły spokojnie dać sobie po mordkach? To... śmieszne... - zaczęła Pani Nocy.
- Tak, moja droga - Chrysalis ponownie się zaśmiała. - To mój prezent dla was. Właśnie w święta możecie zrobić coś, czego nigdy byście się nie odważyły, a czego w największym sekrecie każda z was potrzebuje. Odpoczynku od tego całego 'księżniczkowania" i jak to teraz się mówi; "ostrej jazdy". I jeszcze jedno. Czy którakolwiek z was użyła kiedykolwiek tutaj większej siły?
Zebrane kuce spojrzały na siebie.
- To uderzenie krzesłem powinno ci złamać kark - Chrysalis kontynuowała swoją przemowę. - Oczywiście, gdyby Celestia użyła siły. Prawdziwe starcie alicornów oznaczałoby zagładę tej planety. A tutaj co? Radosna rozwałka, podczas której każda z was promieniuje szczęściem i radością. Wy już nawet podświadomie szukaliście najgłupszego powodu by zacząć się bawić. A co dalej? Potłuczone siadałyście do szczątków tego, co było stołem. Zawsze byłam obok, za oknem. I zawsze czułam ogromną miłość jaką do siebie czułyście. Każda z was poświęcała część siebie, by reszta mogła wyrzucić z siebie wszystko złe, co nagromadziło się przez cały rok. Widzisz Cadance;
ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość
kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość
to żaden film w żadnym kinie
ani róże
ani całusy małe, duże.
Ale miłość
kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze.
- Gardzisz tą rozwałką. Nie dziwię się. Normalne to to nie jest. Ale właśnie wtedy, kiedy rok lecicie w dół, w ten jeden wieczór wszystkie razem wzlatujecie w górę. Zazdroszczę wam i to bardzo - Chrysalis posmutniała. - Ja nie mam nikogo takiego. Rozumiesz już, moja droga?
Królowej odpowiedziała... cisza.
Celestia podleciała do Chrysalis, która w jednej chwili zrozumiała o co chodzi.
- Ty dawaj tego karpia! - zaczęła Pani Dnia - Mój brzuszek jest smutny!
Wprawdzie spóźnione nieco, ale życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt. I aby każdy z Was miał tego kogoś, kto pomoże wzlecieć Wam w górę.
I tak powstało fgz!
OdpowiedzUsuńNo i teraz wszystko jasne :)
Usuń"Mere, chcę mieć z tobą bloga!"
OdpowiedzUsuńStill better love stoŕy than Twillight.
No to już wszyscy wiedzą, skąd się biorą clopy z Jelonkiem :|
OdpowiedzUsuńMuszę powiedzieć, że kocham legendarną :'D
OdpowiedzUsuńOdhehehe. Znaczy odhaczam.
OdpowiedzUsuńEpickie są te "Legendarne". :)