Felietony Na Dobranoc (2) - Demokracja
Gdy się urodziłem, demokracja była czymś oczywistym zarówno dla otoczenia jak i dla mnie. Każdy ma prawo głosu i dzięki temu może wybrać najlepszego dla siebie kandydata. O ileż to lepsze od monarchii czy dyktatury, gdzie byliśmy tylko nic nieznaczącymi pyłkami na wietrze.
To dlaczego mam wrażenie, że tyle osób głosuje tak głupio albo robi głupio, że nie głosuje i... ale ci ludzie są głupi i są głupi, bo mówią, że to ja jestem głupi, że mówię, że są głupi! Nie potrafią zauważyć, że nie mówię, że są głupi, bo oni mówią, że ja jestem głupi, ale po prostu dlatego, że są głupi… ARGH! Ale to głupie!
Dlaczego właściwie umieszczam tekst o polityce na blogu o kucykach?
Cóż, choć pewnie nie do końca was tym argumentem przekonam, to dlatego, że w Equestrii panuje zupełnie inny ustrój niż u nas. I jesteśmy z tym jak najbardziej OK! Dlaczego? Zacznijmy jednak od początku.
Wyniki przeróżnych głosowań z ostatnich kilkunastu miesięcy pokazują, że ludzie głosują naprawdę głupio, ale gdy im to mówię, to jakoś nie klaszczą i nie dziękują mi za te uwagi! To naprawdę okropne!
Kimże też jestem, by mówić im, że to głupio oddany głos? Ale czasem daję do zrozumienia, że nie jestem fanem X. Oni odwdzięczają mi się tym samym. Tak właśnie wygląda demokracja wraz z wszystkimi jej zaletami i wadami. I wraz z systemem proporcjonalnym, który mamy przy wyborach do sejmu i senatu, może prowadzić do tego, że zwycięzców popiera nawet nie połowa, ale jedynie część społeczeństwa.
Jak sami wiecie, narzekanie na polityków i rządzących to naturalna rzecz. Na pewno słyszeliście to narzekanie w waszych domach albo sami w nim uczestniczyliście. Prawdopodobnie znajdujecie się w tej większej części społeczeństwa, która albo nie głosowała albo poparła kogoś innego niż zwycięzca. Jakież to odmienne od sytuacji panującej wśród kucyków!
W Equestrii mamy monarchię. I chociaż społeczności Europy już jakiś czas temu jej (monarchii, nie Equestrii) podziękowały (niektórzy zostawili rodziny królewskie, ale mają parlament), to jakoś nie robimy wielkich oczu, gdy widzimy Celestię, która rządzi niepodzielnie przez ponad 1000 lat!
Wiecie, księżniczka władająca krainą kucyków. Jakoś nikt tego nie kwestionuje! Nawet 3-letnie dzieciaki uważają to za oczywiste, że jest jakiś dobry władca i stoi na czele narodu. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: żadne z was nie pomyślało: “O, księżniczka władająca Equestrią. Ale to dziwne! Nie mają tam demokracji? Sejmu? Senatu? Rządu? Prezydenta? Ministra sprawiedliwości (pssst zarejestrowałem już swój numer komórkowy)?"
Może podświadomie czujemy, że ustrój Equestrii jest bardziej naturalny, a to demokracja jest dziwna? A może podświadomie trudno nam negować coś, co działało przez 1000 lat i poddani wciąż są zadowoleni (a nuż się okaże, że jak Korea Północna tyle wytrzyma, to będziemy patrzeć na nią z podziwem).
Wyobraźmy sobie demokrację w Equestrii. Każdy kucyk upoważniony do głosowania (w rzeczywistości frekwencja około 50%) idzie oddać głos (wliczmy w to głosy nieważne) na swojego ulubionego kandydata (chyba, że ma małą szansę na wygraną, więc głosuje na kucyka, który jest wyżej w sondażach). Czy to może działać? Pewnie tak, ale brzmi to już mniej imponująco niż herbatki u Celestii dla niezadowolonych poddanych (chociaż zadowoleni też na nie chodzą np. Kredke bardzo sobie chwali).
Być może demokracja jest po prostu nieciekawa, prozaiczna, nudna. Dawniej byli królowie, bogate stroje, piękne zamki i wielkie bitwy. Dodatkowo nie było mediów, więc kto by tam wiedział, że jakiś dworzanin kradnie albo źle mówi o kowalach. Demokracja to tylko gadające głowy w garniturach. Z bliska wygląda to mało imponująco. Szczególnie biorąc pod uwagę, że walka polityczna musi być brudna i pewnie nieuniknione jest danie komuś łapówki pod stołem albo obiecanie, że załatwi się intratny kontrakt, zwycięstwo w przetargu albo poparcie w wyborach po to, by samemu coś zyskać. To brzmi źle.
Ustrój panujący w Equestrii to też pewność i stabilność. Przywódczyni wszystkich kucyków, Celestia stoi na czele państwa przez wiele setek lat i niech nam żyje kolejne 1000. Poddani wydają się być zadowoleni, a przynajmniej z różnych względów hamują swoje plany przejęcia władzy.
Teraz wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby księżniczka Celestia ogłosiła, że chce przestać sprawować władzę i stwierdziła, że po niej na czele narodu kucyków stanie ten wybrany w demokratycznych wyborach, w których każdy może oddać swój głos na kandydata. Kto wygrałby takie wybory? Cóż, biorąc pod uwagę niechęć arystokracji z Canterlotu do niższych warstw społecznych i vice versa, raczej nie wygrałby ich kandydat, bo widocznie stanowią mniejszość.
Co prawda to trochę inna historia, bo Hillary Clinton zdobyła trochę więcej głosów niż Donald Trump, ale i tak wybory przegrała (nie chcę was zanudzać gadką o elektorach), ale światek mediów, artystów, ludzie związani z Doliną Krzemową, popierali przeważnie Hillary. Nie dyskutuję z wynikami, ani nie staram się mówić, kto jest lepszy, ale chociażby na poniższych mapach widać wyraźnie, że stany popierające Hillary stoją zazwyczaj lepiej pod względem ekonomicznym (nie jest to oczywiście regułą, patrz Floryda i Teksas, choć ten drugi jest na tyle duży, że naprawdę byłoby niepokojące, gdyby miał niski produkt stanowy):
Różnic oczywiście dramatycznych nie ma, lecz można sobie wyobrazić miny tych wysoko postawionych gości, że ich kandydatka nie wygrała. A może powinna? A może nie? Kto tak naprawdę wygrał? Konserwatywni i nieco biedniejsi mieszkańcy stanów centralnych, które pokazały “elitom”, że mają ich dość? Czy wygrała jedyna słuszna opcja? Czy może powinni decydować ci, którzy mają najwięcej kasy i najbardziej wpływają na rozwój kraju? Co wtedy byłoby z tymi biedniejszymi? Na żadne z tych pytań nie dam rady odpowiedzieć, ale też nie po tu jesteśmy… chyba.
Wybory w Stanach, w Polsce, Brexit, to tylko pierwsze z brzegu przykłady, które pokazują, że niższe warstwy społeczne głosują inaczej niż wyższe (mówię o warstwach bardziej w rozumieniu zarobków i stylu życia niż faktycznie istniejących). Podział jest wyraźny i pokazuje wyraźne konflikty pomiędzy bogatymi i biedniejszymi. Każdy jest potrzebny w społeczeństwie i stanowi ważny element układanki. Nie zmienia to jednak faktu, że im bardziej podział między warstwami będzie się pogłębiał, tym bardziej jedna z warstw będzie myślała: “Hm… a może pozbądźmy się tych głupków/wsioków albo mądrali/wykształciuchów”.
Demokratyczne wybory w Equestrii prawdopodobnie przegrałby kandydat blisko trzymający z wyższymi sferami Canterlotu i nie potrafiący odnieść się do problemów przeciętnych kucyków. Na nic tu ładne garnitury i nienaganne maniery, jeśli zapomni o zwykłym zjadaczu owsu. Przeciętny kucyk chce, by ten gość był “swój”, mówił używając podobnego języka, wydawał się rozumieć, z czym boryka się typowy “nikt”. Z drugiej strony za słowami chociaż częściowo muszą iść czyny, inaczej proste kucyki szybko się połapią, że dały się nabrać.
Zasadniczo dla typowego kucyka nie jest ważne, kim jest kandydat, jeśli ten posługuje się populizmem. “To wy, proste kucyki, macie coś do powiedzenia. Pokażcie tym bałwanom, kto tu rządzi!”. Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w siłę rosną ruchy antyszczepionkowe, wzmacnia się przekonanie, że wszyscy bogaci na pewno tylko kradną, a eksperci i lekarze wcale nie są tacy mądrzy? Bo nie są na tyle mądrzy i uczciwi, jakbyśmy chcieli. Są niedoskonali, a to już pretekst, by zacząć podważać ich autorytet. Pozostaje też kwestia ego, które jest wyjątkowo rozwinięte u osób o mniejszej inteligencji. Te nastroje można łatwo wykorzystać i tak oto na urząd prezydenta Equestrii może kandydować… Chrysalis!
“Demokracja się nie sprawdza. Wasz głos się nie liczy. Celestia chciałaby, byście zagłosowali na Twilight Sparkle albo na księcia Blueblooda. Popierają ich te bufony z Canterlotu. Widzieliście, jak zadzierają nosa? Idą nie widząc, co jest przed nimi! Mówię wam, to jest wszystko ustawione” - powiedziała Chrysalis. Dzięki, Krysiu, sam oddałbym na ciebie głos.
Łatwo też domyślić się, kto nie byłby zadowolony z Krysi. Kucyki z Canterlotu, dla których wybranie Chrysalis mogłoby oznaczać koniec złotych czasów. Obawiają się naukowcy i czarodzieje, że stracą dotacje, a biznesmeni i ekonomiści, że ucierpi gospodarka. Nie wspominając o kontaktach z sąsiednimi państwami. Kto chciałby nawiązywać sojusznicze stosunki z królową Changelingów?!
Wyższe sfery uratować może pewien pomysł - może o tym, kto będzie rządził powinni decydować tylko najmądrzejsi i najbardziej wpływowi? I tacy, którzy orientują się w życiu politycznym i znają te wszystkie triki. Np. że rząd nie ma własnych pieniędzy i nie może tak po prostu dać czegoś ekstra bez przeniesienia ich z innych miejsc, a populiści to nie są mili kolesie, którzy jako jedyni mówią o biednych i pokrzywdzonych, ale wyrachowani gracze, którzy mają swój cel.
Poza tym kucyki z niższych warstw nawet nie zawsze chcą korzystać z prawa wyborczego. Prawdopodobnie połowa na wybory nie pójdzie, a potem i tak będzie marudzić (podobno pewna agresywna grupa protestujących z powodu wygranej Trumpa składa się z osób, które w ogóle nie poszły na wybory, just saying).
Poza tym, co te zwykłe, szare kucyki mogą wiedzieć. A my tu robimy coś ważnego! Prowadzimy interesy, załatwiamy ładne ozdoby, jesteśmy najmądrzejsi! To my pchamy Equestrię do przodu i to my powinniśmy decydować!
Problemów jest kilka. Przede wszystkim te “zwykłe kucyki” nie dadzą sobie tak łatwo odebrać praw wyborczych. W sumie dobrze byłoby, gdyby ktoś wspomniał o odebraniu, to frekwencja w następnych wyborach wzrosłaby może nawet o kilkadziesiąt punktów procentowych! Nie ma też gwarancji, że ci teoretycznie mądrzejsi (a na pewno bogaci) wiedzą faktycznie, co jest dla Equestrii lepsze. W końcu nic nie równa się z rozumem prostego kucyka, który “swoje wie” i robi dużo więcej niż te nieroby “na górze”. Pozostaje jeszcze jedna rzecz - można oddać władzę tym teoretycznie mądrzejszym i bardziej doświadczonym, bo przecież nie będą chcieli zaszkodzić swoim interesom, a jak się nie uda, to pewnie i tak nikt nie uniknąłby tej pięknej katastrofy. A jest szansa, że się skorzysta. Ktoś nad wami jest zbyt pazerny i niechętnie dzieli się dobrami? Świata się nie naprawi, ale bogacz łatwiej podzieli się z nami mając bardzo dużo złota niż tylko dużo (wyjątkiem są, rzecz jasna, smoki; nie wybierajcie smoków). I nawet zakładając, że można podjąć to ryzyko, nie wolno zapominać, że bogaci i intelektualiści, władcy i magicy, mogą zapomnieć o tych zwykłych, szarych kucykach. A to będzie koniec najpierw dla tych maluczkich, a potem dla nich samych.
A zatem demokracja, choć byłem jej fanem w imię maksymy, że to “najgorszy system, ale nic lepszego nie wymyślono”, martwi mnie i przeraża. Czy zaprowadzi nas i kucyki do nieprzyjemnego końca? Czy doprowadzi do dalszego rozdrobnienia społeczeństwa, aż w końcu któraś mądrzejsza albo bardziej agresywna grupa zdobędzie władzę i ograniczy prawa wyborcze albo prawa w ogóle? A może ci bogaci i mądrzejsi zawsze sobie dadzą radę, niezależnie od tego, kto zostanie wybrany i nawet przy Chrysalis na tronie Equestrii, tak naprawdę niewiele się zmieni?
Niezależnie od waszej oceny sytuacji - demokracja nie jest doskonała i tak naprawdę żaden ustrój nie jest. Wszystko zależy od rządzących i nas samych. Źle wykorzystana demokracja może zaprowadzić w nas w mroczne czasy. Jest to też cykliczna walka biednych z bogatymi, mądrych z głupimi, ułomnościami i chęcią poprawy. Czyli to kolejna pętla w naszym życiu (widzicie, jakie sprytne nawiązanie do poprzedniego felietonu?), z której ciężko się uwolnić. I która może bardzo przygniatać zwłaszcza wtedy, gdy wydarzenia biegną w stronę inną, niż byśmy chcieli. Na powtórzenie cyklu trzeba czekać czasem wiele lat, a jest szansa, że zakończy się on w bardzo złym miejscu. Pamiętajcie o tym, gdy następny raz pomyślicie, że polityka nie jest dla was.








Ja tylko przypomnę, że Polska była potęgą kiedy mieliśmy króla. Kiedy zaś to szlachta dostała swoją demokracje wszystko się rozpadło.
OdpowiedzUsuńTo nie była demokracja, tylko monarchia elekcyjna, która zresztą sprawowała się całkiem dobrze aż do potopu, tak długo jak szlachta średnia miała jeszcze coś do powiedzenia.
UsuńWiększość? Większość!
UsuńDemokracja to władza ludu, a nie władza jednego stanu. Elekcja to nie wybory. Zresztą, król sprawował później władzę wykonawczą, więc mamy do czynienia z monarchią.
UsuńPsst, ustrój RON w omawianym okresie był demokratyczny - tylko była to demokracja szlachecka.
UsuńKrólowie w każdym ustroju musieli pozyskać poparcie i lojalność klasy wyższej aby rządzić w spokoju. To czy tych arystokratów było dziesięć, czy dziesięć tysięcy nie zmienia faktu rządów monarchicznych.
UsuńW monarchii parlamentarnej wszyscy jesteśmy arystokratami!
UsuńObawiam się że trochę nadmiernie gloryfikujesz ten ustrój..
UsuńA wyobraź sobie teraz Celestię jako niekompetnetną, nieśmiertelną i pyszną władczynie. Monarchia to loteria, a demokracja to statystyka, socjologia i ekonomia. Jak to mawiał mój profesor, demokracja to wielka wojna wszystkich ze wszystkimi w żelaznych ramach prawa. Władcy demokratyczni zdradzający własny kraj dla własnego dobra staną przed Trybunałem Stanu. Monarcha może kazać Trybunał rozstrzelać i nikt nie powie złego słowa. A lud będzie cierpieć. Bo kim jest monarcha? To po prostu potomek najsilniejszego w plemieniu, którego nie obchodzi los jego poddanych, tak długo jak są mu posłuszni. To pod rządami abslotnymi wybuchały rewolucje, a tylko głód jest w stanie wyciągnąć miliony na ulice i rzucić ich na bagnety. Ówcześni ludzie żyli na skraju nędzy, a jedynie mała grupka ludzi przemawiała w imieniu kraju, czyli swoim. Demokracja jest powolna, biurokratyczna i nieintuicyjna, ale jako jedyna zmusza rządzących aby brali pod uwagę głos prostych śmiertelników.
OdpowiedzUsuńCzyli jednak anarchia, ale nie jakaś tam anarchia. Zwykła anarchia prowadzi do chaosu i samodestrukcji, ale anarchokapitalizm...
UsuńProblem polega na tym, że utożsamiasz monarchię z absolutyzmem - błędnie, gdyż współcześnie w Europie dominują monarchie parlamentarne, które radzą sobie całkiem nieźle. Jakoś nie słyszałem, by we współczesnej Wielkiej Brytanii miliony wyszły na ulice, bo królowa kazała zrobić coś nie po ich myśli.
Usuń"To pod rządami abslotnymi wybuchały rewolucje, a tylko głód jest w stanie wyciągnąć miliony na ulice i rzucić ich na bagnety" - jak rozumiem, wojna domowa w Hiszpanii (kraju wówczas demokratycznym) czy tzw. rewolucja październikowa w Republice Rosyjskiej nie miały miejsca, bo nie wybuchły w monarchiach?
"Monarchia to loteria, a demokracja to statystyka, socjologia i ekonomia" - tylko w demokracjach również zdarzają się politycy-idioci i niekiedy dochodzą do wysokich stanowisk. Przykładowo w Korei Południowej wybuchła niedawno afera, gdy okazało się, że tamtejsza pani prezydent konsultowała swoje decyzje z córką pewnego szamana.
Mówimy tutaj o Celestii, która no tabene jest władczynią absolutną, dlatego wymieniłem możliwości wladczyni absolutnej. W monarchii angielskiej król ma tyle władzy co nic, a władzę wykonawczą sprawują Rada Ministrów, Prezydent i Premier. Nawet gdyby Elżbieta kazała kogoś rozstrzelać, jej rozkaz nie miałby mocy prawnej. Możne udzielić prawa łaski i nadać komuś tytuł, a tak naprawdę to jest tylko dekoracją i "maskotką" narodu.
UsuńRewolucja październikowa wybuchła na wskutek decyzji cara, który wepchnął Rosję do wojny, a następnie rozstrzelał protestujących, ktorzy jedynie chcieli chleba (Krwawa Niedziela). To wtedy zaczął kształtować się bolszewicyzm, a tymczasowy rząd demokratyczny nie zdążył już niczego odkręcić.
Hiszpania była biedna i zaniedbana na wskutek setek lat rozrzutnego życia monarchów i ogromnej infalcji, w którą wkręcili ją jej wladcy, gromadząc złoto na potęgę. Gdyby zamiast tego rząd przeznaczał pieniadze na rozwój gospodarczy, manufaktury i ulgi, obywatele byliby po prostu zbyt grubi aby chwycił za broń.
Gwarantuję ci że po tej aferze owa przywodczyni nie dostanie reelekcji. Gdyby to monarcha uczęszczał do szamanów, mógłby to robić tak długo jak tylko zechce, kosztem ludzi i państwa.
Po za tym, chciałbym zauważyć że to cesarstwo sprowadziło na Rzym korupcję, upadek i rozpad państwa, jako że cesarze byli zbyt zajęci dogadzaniem samym sobie aby zainteresował ich los państwa.
UsuńTam gdzie w rynek ingeruje rząd, może być tylko głód i ubóstwo.
UsuńNie chodzi mi o socjalizm tylko o rozbudowę infrastruktury państwa, utrzymanie armii, nadanie przywilejów i powolne zwalczanie infalcjii oraz obniżanie autonomii różnych regionów, centralizację władzy.
UsuńLecimy.
Usuń"W monarchii angielskiej król ma tyle władzy co nic, a władzę wykonawczą sprawują Rada Ministrów, Prezydent i Premier" - ustrój Wielkiej Brytanii się kłania. W GB nie ma Rady Ministrów, a jak podasz mi nazwisko prezydenta Wielkiej Brytanii - może być nawet były, co mi tam - to Mere zje własne buty. Znowu.
"Rewolucja październikowa wybuchła na wskutek decyzji cara, który wepchnął Rosję do wojny, a następnie rozstrzelał protestujących, ktorzy jedynie chcieli chleba (Krwawa Niedziela). To wtedy zaczął kształtować się bolszewicyzm, a tymczasowy rząd demokratyczny nie zdążył już niczego odkręcić" - akurat Rząd Tymczasowy miał możliwość uniknięcia, a przynajmniej osłabienia przewrotu bolszewickiego. Niestety, na czele Rządu Tymczasowego stał gałgan Kiereński, który uzbroił bolszewików, błędnie uznając ich za mniejsze zagrożenie niż Korniłowa.
"Po za tym, chciałbym zauważyć że to cesarstwo sprowadziło na Rzym korupcję, upadek i rozpad państwa, jako że cesarze byli zbyt zajęci dogadzaniem samym sobie aby zainteresował ich los państwa" - ja chciałbym zaś zauważyć, że obok cesarzy miernych mieliśmy i wybitnych, zaś przyczyny upadku Imperium Rzymskiego były o wiele bardziej skomplikowane - odpływ pieniądza, poważne osłabienie gospodarcze, napływ barbarzyńców etc. Also, sugerowanie, że korupcja pojawiła się dopiero w okresie cesarstwa.
Dalej. Nawet w monarchii absolutnej monarcha jest ograniczony przez pewne prawa - i tak na przykład nie może nikogo rozstrzelać, bo tak. Poza tym, w monarchii królowie z reguły dbają o rozwój kraju, a przypadki różnych Mikołajów II są raczej wyjątkami niż regułą.
"Tam gdzie w rynek ingeruje rząd, może być tylko głód i ubóstwo" - nie wiem, Nowy Ład w USA?
Monarchia parlamentarna – forma ustroju politycznego, w którym głową państwa jest monarcha, który współdzieli władzę z parlamentem. W większości współczesnych europejskich monarchiach parlamentarnych kompetencje króla są jednak ograniczone do funkcji reprezentacyjnych, a realną władzę sprawuje demokratycznie wyłaniany parlament i rząd, na którego czele stoi premier. W ten sposób takie państwo de facto nabiera cech republiki demokratycznej, a monarchiczna forma rządów staje się tu jedynie dekoracją. Obowiązuje zasada rex regnat, sed non gubernat — "król panuje, ale nie rządzi". Zakończmy sprawę angielską raz na zawsze. Faktycznie, nie mają prezydenta.
UsuńRząd mógł zadziałać, ale nie zadziałał. Był zbyt zajęty wojną i restrukturyzacją administracji państwowej, tak aby do czegokolwiek się nadawała. Wcześniej w urzędach panowała korupcja na potęgę. Zresztą, niewiele się zmieniło.
O, w tym wątku ująłeś to, o co mi chodzi. Byli różni cesarze. Był Kaligula, był Oktawian August. Był Neron, był Dioklecjan. Był Maksencjusz, był Konstantyn Wielki. To jest czysty los, czy lider ma posrane w głowie czy nie, a przejęcie takiej władzy, kontroli nad całym imperium nadaję się tylko i wyłącznie do jednostki arcyzdolnej i wybitnej, która zresztą tak czy siak umrze za kilkanaście lat. To Senat powinien podejmować takie decyzje, gdyż to on składał się z jednostek wybitnych i wykształconych politycznie. Senat nie wydawał ton srebra na projekty pokroju "Most, po którym może przejść tylko mój koń", albo "Spalmy cały Rzym, bo w sumie to chaty plebejuszy fajnie się palą". Gdyby Senat, organ elastyczny, przygotowany i kierujący się racją stanu pozostał przy władzy, Rzym miałby szansę poradzić sobie z problemami które wymieniłeś powyżej. A korupcja wzrosła gigantycznie po śmierci Marka Aureliusza, cesarze zaczynali być obsadzani przez wojsko, a namiestnicy nie płacili danin.
Monarcha absolutny jak sama nazwa wskazuje, stanowi władzę absolutną, której nikt się nie sprzeciwia. Kto zmusiłby takiego Króla Słońce do przestrzegania jakichkolwiek zasad?
Monarcha może dbać o swój kraj, ale nie musi (August II Mocny). To wszystko od niego zależy, czy ma być dzisiaj ojczulkiem narodu, czy też jego największą zmorą.
Zagrożeniami jakie niesie demokracja są populizm, zidiocenie i spłaszczenie modelu politycznego i korupcja. Zagrożeniami monarchii są: Vlad Palownik, Iwan Groźny, Henryk VIII, Ludwik XIV. Jakoś wolę to pierwsze.
"Rewolucja październikowa wybuchła na wskutek decyzji cara, który wepchnął Rosję do wojny, a następnie rozstrzelał protestujących, ktorzy jedynie chcieli chleba (Krwawa Niedziela). To wtedy zaczął kształtować się bolszewicyzm, a tymczasowy rząd demokratyczny nie zdążył już niczego odkręcić."
UsuńPomyliłeś rewolucję październikową z rewolucją rosyjską w 1905 roku, just sayin'.
Masz rację, jako usprawiedliwienie podam fakt, iż pisałem to w pośpiechu. Co nie zmienia faktu, że to Mikołaj II jest odpowiedzialny za rzeź.
Usuń@Nie Interesujsie
UsuńTo uczucie, kiedy nikt nie złapie twojej akapowej przynęty ;)
Jeszcze pętle drzewa ozdobią.
UsuńDobrze tak trzymać! Następny felieton proszę o religii. Nic tak nie poprawia mi humoru jak kłótnia o nic ^^
OdpowiedzUsuńTo ja już zacznę nosić drewno na stosy :3
UsuńReligia jest tabu na blogu. Nie doczekasz się.
Usuń:(
UsuńPolityka - tak, Religia - nie
Nie rozumiem dlaczego nie możemy o tym rozmawiać? Przecież te dwa światy nie mogą bez siebie istnieć i nawzajem się wykorzystują. Czy krew przelewana podczas wojen religijnych brudzi ręce bardziej niż ta wywoływana przez polityków? Czy chodzi o poprawność POLITYCZNĄ? O strach? ¯\(°_o)/¯
Przecież był już kiedyś (o ile dobrze pamiętam) na blogu post o wierze w Equestrii, a dokładnie o tym, czy kucyki traktują Celestię jak bóstwo.
Chodzi nam tutaj o prawdziwe religie. FGE nie stawia się ani po stronie konserwatywnej, ani liberalnej,i nie poddajemy krytyce cudzych wierzeń.
UsuńNie mam w planach posta o religii, ale tematy mam naprawdę przeróżne. :)
UsuńDo gifa z Lemon Hearts kiwającej głową głową idealnie pasuje ta nuta :D
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=cP0f5rvVkAU
Czytałeś może "Grę Endera"?
OdpowiedzUsuńLekko odległe skojarzenie, ale jakoś się nasuwa - blogi (tak to byłoby współcześnie nazwane) siostry i brata Endera (moja fatalna pamięć do imion niestety jest dalej fatalna). No ale nic, skojarzenia na bok.
Prawda, prawda, wszystko prawda. Ale co z tego wynika.
Ludzie którzy chcą sprawować władzę zwykle najmniej się do tego nadają - a to wiadomo od zawsze, na poparcie tej tezy - z Tao Te Ching (jedno z wielu tłumaczeń, na dodatek po angielsku, bo polska wersja zupełnie inaczej przetłumaczona - taka wada starochińskiego) - "Hence he who values his body more than dominion over the empire can be entrusted with the empire. He who loves his body more than dominion over the empire can be given the custody of the empire."
Więc, suma summarum, albo mamy (rosyjską) ruletkę albo świadomie podejmujemy wybór dopuszczenia demagogów do władzy. Lepsza alternatywa? Nie znam.
Nie czytałem, ale jest a liście.
UsuńTak, niezależnie od ustroju, już po nas...
"The only winning move is not to play"
UsuńLudzie nie nadają się do sprawowania władzy, bo są zbyt głupi, ale jednocześnie nie potrafią się zorganizować na masową skalę bez przywódcy, bo są zbyt głupi. Debilizm...
OdpowiedzUsuńA zatem, głupota rządzi światem. :P Ot co.
UsuńJa to jestem ciekawy, jak pracowałoby państwo rządzone przez filozofów, według tego, co pisał Platon.
OdpowiedzUsuń