Felietony Na Dobranoc (1) - Pętle


Witajcie w nowej, dość krótkiej serii, którą chcę poprowadzić dla Was i dla siebie. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie będzie kucykowa, przynajmniej nie w bezpośredni sposób. Bardziej będzie dotyczyć bloga, a także mnie samego. Nie będzie też specjalnie długa. Mam zaplanowanych parę nazwijmy to felietonów, które będą publikowane w późnych godzinach wieczornych… na dobranoc. Myślę, że do tej serii zainspirowały mnie chociażby Obiady Czwartkowe, czy też te posty dyskusyjne, które wychodziły swoją formułą poza omawianie Equestrii i jej mieszkańców.

Pętle to jedna z pierwszych rzeczy, które poznaje się przy nauce programowania. Umożliwiają cykliczne wywoływanie określonych wewnątrz nich instrukcji. Oszczędzają czas i pieniądze nie tylko “klepaczom” kodu, ale też “zwykłym” ludziom. Oczywiście do momentu, w którym nie kończy się z pętlą na szyi. :)

Pewnym rodzajem pętli jest życie. Podczas jego trwania powtarza się wciąż cykl zasypiania i budzenia się, jedzenia, spania, funkcjonowania i tak dalej. Nasz mózg lubi pętle, bo lubi sytuacje, które są mu znane i z którymi wie, jak sobie poradzić.

Myślę, że samo życie ma w sobie całą masę pętli. Niektóre tworzymy sami, inne tworzą się mimo woli, a czasem zbiór powtarzających się zbiegów okoliczności formułuje nam mniej lub bardziej dziwną pętlę.

Taki przykład:
Wstaję rano, idę odłączyć kabel do ładowania od telefonu.

Na ekranie mam powiadomienie od Google Assistenta o pogodzie na dzień dzisiejszy. Od jakiegoś czasu także powiadomienie z Tumblra od takiego gościa, z którym się kolegujemy. Zazwyczaj coś polubił albo zreblogował.To zdarzało się już tyle razy, że zaczęło i dziwić i przerażać. Takie uczucie, jak z dnia świstaka. Idę rano do smartfona i myślę sobie, że będzie powiadomienie od Assistenta (nic dziwnego, w końcu sam je ustawiłem) i od tego gościa. I wiecie co? Jest. Niby niewinna rzecz. 


Nie żeby pod względem innych rzeczy ten mój poranek wyróżniał się jakoś na tle dziesiątek innych poranków. Wszystko odbywa się tak samo. Krótko spałem, choć obiecałem sobie, że pójdę spać wcześniej. Ciężko mi wstać, bo gdy się budzę, natychmiast zasypiam i wtedy, o dziwo, mam najlepsze sny. To chyba jednak słabo z tym moim budzeniem się, jak wskakuję od razu do fazy REM, prawda?

Żebyśmy się źle nie zrozumieli, ten schemat czynności ma oczywiście pewne modyfikacje, ale w gruncie rzeczy wygląda tak samo. Hm… to może zacznij myć zęby do góry nogami w łóżku albo, o wiesz co, może idź do pracy później! Zapewniam, że nie o to chodzi. Wstaję wcześniej, bo lubię wychodzić z pracy wcześniej. Sprawy nie ułatwia fakt, że wychodząc godzinę później stoję w wielkich korkach. O godzinie, o której wychodzę jest jeszcze akceptowalnie. Pomimo tego, oczywiście normalnym człowiekiem i jak każdy normalny człowiek NIE CIERPIĘ WSTAWAĆ WCZEŚNIE! Ale siedzenie do późna jest spoko, bo kojarzy się z czymś pozytywnym: imprezą do późna albo wręcz przeciwnie - chwilą spokoju, gdy wszyscy już idą spać.

Ale ten tryb życia niesie ze sobą pewne konsekwencje. Poczynając od tego, że jak wstaję, to jestem nadal zmęczony i przez to nie myślę, dlaczego to robię (żeby wyjść wcześniej z pracy, by móc potem zrobić więcej rzeczy), ale jestem smutny i zły, że musiałem wcześniej wstać. Spójrzcie, jakie jest to zabawne. Niektórzy mają po prostu narzucone nieludzkie godziny pracy. Ja teoretycznie nie, ale zachowuję się tak, jakbym miał! Nie mogę się z tego uwolnić, choć zdaję sobie sprawę, że przez to stoję w miejscu!


Ten prosty przykład pokazuje, jak łatwo wpaść w pętlę: spanie, jedzenie i praca. Jakież to odmienne od przygód kolorowych kucyków, czyż nie? Co prawda nawet w życie Twilight mogła się wdać monotonia, ale po prostu tego nie widzimy, bo odcinki serialu stanowią zaledwie fragment życia Mane 6. Upływ czasu widać chociażby po episodach dotyczących Hearth’s Warming Eve. Pomiędzy nimi widzimy tylko parę(naście) ciekawszych dni Twilight i przyjaciółek. Nietrudno domyślić się, że te pozostałe nie były warte pokazywania. Twi siedziała cały dzień w pałacu i czytała o prastarych zaklęciach, Applejack pracowała w gospodarstwie, a Pinkie pomagała państwu Cake albo sprzedając pyszne ciasteczka albo opiekując się ich maluchami. Oglądając serial mamy wrażenie, jakby życie kucyków było ciekawsze, podczas gdy my pełnimy rolę… backgroundów.

Spójrzcie na cały rok 2016, który powoli, ale nieubłaganie zbliża się ku końcowi. Ile dni było w nim zwyczajnych, a ile ciekawszych? Z pewnością przeważały w nim dni pod znakiem szkoły, studiów, pracy, obowiązków. I to nie jest złe, choć odbiega od wyobrażeń, jakie mieliśmy w dzieciństwie dotyczących tego, jak będzie wyglądał nasz dzień. Oczywiście możemy kochać to, co robimy i być świadomymi, dlaczego to robimy i wtedy nawet najnudniejszy dzień w szkole i pracy zaczyna wyglądać inaczej. Jednak gdy tak nie jest, gdy życie, jakie przyszło nam wieść trochę nas przytłacza albo przygnębia, to wydaje się, jakbyśmy byli więźniami. Zakładnikami swoich decyzji i myśli, choć dobrze wiemy, że gdybyśmy mieli wszystko powtórzyć, pewnie tych rzeczy nie odważylibyśmy się zmienić.



Wiele osób, które mówi o ucieczce w świat Equestrii, nie jest zadowolone z rzeczywistości. Wielu z was, którzy czytają te słowa są samotni, nieśmiali, znudzeni życiem, może nawet przerażeni tym, co dzieje się na świecie. Czy macie poglądy, których nie podzielają znajomi, czy czujecie się czarnymi owcami? Czy sytuacja w domu nie jest zbyt wesoła? Każdy z nas, powtarzam, każdy ma swoje problemy i coś, co go dołuje. Czasem czujemy się, jak w pułapce. Niektórzy próbują uciekać w świat kucyków, ale obawiam się, że to nie jest dobry kierunek. Nie da się uciec w ekran telewizora, to nie jest sposób na wyrwanie się z pętli. To tę pętlę napędza. To jak podkreślanie żółtym flamastrem zdania: Moje życie jest beznadziejne. Podczas gdy możecie być dużo lepsi.

Świata nie zmienicie, ale stać was na dużo więcej. Stać was na to, by opuścić pętlę. I gdy zdacie sobie sprawę, co tworzy pętlę, będziecie chcieli się pozbyć wszystkich rzeczy, które ją budują i które się na nią składają.

Wyłączcie ekran, w który się bezmyślnie wpatrujecie, unikajcie tego, co was zatruwa i wam przeszkadza. Nie próbujcie sobie wmawiać, że jest to poza wami albo usprawiedliwiać, że to wcale nie jest tak. Pomyślcie, ile moglibyście osiągnąć i co zrobić lepiej. Możecie zacząć naprawiać te elementy, które zawodzą w waszym życiu, czy w was samych już teraz. Chyba dużo lepiej teraz niż zrobić to za 10 lat? Do tego czasu pętla może was zeżreć od środka. Niech każdy dzień wygląda inaczej, choć pozornie jest jednym z wielu.

 

Ale czy faktycznie jest to możliwe? Czy mój poranek zmieni się, gdy położę się wcześniej wstać i być może wstanę bardziej rześki? A może pomoże mi nowy rodzaj herbaty albo nawet coś tak drastycznego, jak mycie zębów w łóżku? Czy ja i ty, czy my mamy w sobie tyle siły woli, by zmienić nastawienie i wprowadzić zmiany, które wiemy, że są konieczne, ale których się boimy i odkładamy cały czas na później?

Jak ty, czytelniku, będziesz się czuł, gdy przygotujesz się porządnie na sprawdzian, zamiast oglądać na YouTubie filmiki, które wcale nie są takie interesujące, by tracić na nie czas?
Jak ty, czytelniku, zamierzasz nauczyć się czegoś nowego, skoro wiecznie zbijasz bąki?
Jak ty, czytelniku, będziesz się czuł, gdy jutro nie bedziesz przeglądać głupich memów, bo będziesz zajęty czymś kreatywnym?
Jak ty, czytelniku, będziesz się czuł, gdy jutro nie otworzysz bloga?

Komentarze

  1. Ja nader często mam właśnie takie przemyślenia o rutynie i nudzie. Moim lekarstwem na to jest sport. Uprawiam kolarstwo i dzięki temu już nie czuję takiej beznadziejności życia. Polecam sport każdemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, sam chodzę na siłownię przynajmniej 2 razy tygodniowo i jest naprawdę super. Świetna rada! :)

      Usuń
    2. Ja też chodzę na siłownię, ale raz w tygodniu :)

      Usuń
  2. Myśl aby to napisać naszła cię nagle,czy miałaś to już wcześniej zaplanowane?

    P.S: Jak zareagował Kredke?

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstaję rano, idę odłączyć kabel do ładowania od telefonu.

    Mój lęk przed pożarem plus historie o wybuchowych bateriach nie pozwoliłby mi zostawić urządzenia na baterie pod ładowarką na całą noc bez opieki.


    Jak ty, czytelniku, będziesz się czuł, gdy jutro nie otworzysz bloga?

    Czyżby właściciel tego bloga przygotowywał nas na zamknięcie tego bloga? ;)



    Ten temat trochę spad mi z nieba, bowiem nie starcza mi czasu na jedne głupoty, bo marnuję go na inne głupoty ;)

    Poważnie pisząc, przyroda nie znosi próżni, więc może to lepiej, że jesteśmy bronies zamiast np. kibolami, fanatykami religijnymi/politycznymi, narkomanami itp.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czyżby właściciel tego bloga przygotowywał nas na zamknięcie tego bloga? ;)
      Daaamn, mieliście to odkryć dopiero pod koniec serii. >_>

      "historie o wybuchowych bateriach"
      Hehe, a mam akurat Note'a, ale numer 3 :D

      "Poważnie pisząc, przyroda nie znosi próżni, więc może to lepiej, że jesteśmy bronies zamiast np. kibolami, fanatykami religijnymi/politycznymi, narkomanami itp.?"
      Lepiej nie znaczy wystarczająco dobrze!

      Usuń
    2. Serio kończycie z blogiem?

      Usuń
    3. To pytanie jeszcze długo pozostanie bez odpowiedzi.

      Usuń
  4. Zapomniałeś napisać, że pętlę można przerwać poleceniem break...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, to by się przydało czasem w prawdziwym życiu. ^^

      Usuń
    2. Zależy od tego, jak rozumiesz ten "break" w prawdziwym życiu.

      Usuń
    3. żeby tylko nie dotrzeć do: return 0;

      Usuń
    4. Do tego dotrą wszyscy. Nie ma alternatywy.

      Usuń
  5. Takich postów brakowało mi na blogu. Dzięki, Mere Jump.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że komuś post się przydał. :)

      Usuń
  6. No, to się nazywa porządna motywacja innych do życia! I dobre wykorzystanie środków przekazu!
    No ale dobra, wracając do treści.
    Rutyna jest straszna. I tak jak napisałeś, boimy się ją przerwać, chociażby dlatego, ze wymaga od nas zaangażowania. A przecież robienie szalonych rzeczy przynosi wspaniale efekty... Zwykłe zaproponowanie w pracy czy w szkole ze my się czymś konkretnie zajmiemy, zamiast siedzieć w kącie może dużo zmienić w naszym życiu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację. Inicjatywa, odwaga, pozytywne myślenie.
      Chyba muszę dostroić mózg. :)

      Usuń
  7. To może tym razem dla odmiany napiszę coś sensownego i dłuższego niż 2 linijki...

    Przede wszystkim przyznać muszę, że całkowicie ciebie rozumiem. Rutyna jest czymś naprawdę straszliwym i całkowicie odbierającym wszelkie chęci do życia. Sam od bardzo długiego czasu w niej tkwię i za cholerę nie wiem jak z niej wyjść, o czym pisałem prawie 2 lata temu na swoim blogu. Całe moje życie sprowadza się do trzech rzeczy – dom, uczelnia, rower. Przy czym przy obecnych temperaturach mogę pojeździć góra godzinę zanim astma nie zablokuje mi możliwości normalnego oddychania, a na uczelni mam zajęcia góra 4 godziny dziennie... czyli pozostaje dom. A w nim albo siedzę przed komputerem, albo zmuszam się do czytania książek. Każdy kolejny dzień kompletnie niczym się nie różni od poprzedniego. Potrafię wstać i nawet nie wiedzieć czy powinienem się szykować na uczelnię, czy jest to dzień wolny.
    Cały czas mam przeczucie, że zmarnowałem doskonałą szansę na zmianę swojego życia, kiedy to zaczynałem studia i przeniosłem się do innego miasta.

    Co gorsza, ciągle brakuje mi motywacji, aby się z tego wyrwać. Próbuję dwóch sposobów, które przynoszą dość marne skutki.
    Pierwszy z nich – maksymalne zapychanie swojego czasu. Obecnie zapisałem się na dodatkowe praktyki studenckie i szukam pracy, jaką mógłbym wykonywać w tym samym czasie. Nawet jakby to miało się skończyć 12 godzinami dziennie w robocie. Aby tylko mieć mniej czasu na użalanie się nad sobą. Gorzej z tym, że pewnie po tygodniu i to stanie się dla mnie rutyną.
    Drugi – usuwanie się z kolejnych środowisk w internecie. Mam coś takiego, że jak się do jakiegoś przywiążę, to poświęcam jemu bardzo niezdrową ilość czasu. Naiwnie wierzę, że pustka po nich zmusi mnie do rozpoczęcia czegoś nowego, dzięki czemu nie będę czół potrzeby odpalenia laptopa od razu po powrocie do domu. I tak półtora roku temu napisałem długiego posta pożegnalnego na FGE (patrząc dzisiaj wygląda to na jakiś głupi żart, ale kiedy go pisałem, byłem całkowicie poważny), rok temu zakończyłem swój udział w życiu MLPPolska, a tydzień temu odszedłem z Pone. Wszystko na nic, bo kończy się to przywiązywaniem do innych miejsc.

    Szczęściem moim jest to, że „sens życia” uważałem za oksymoron, bo jakbym miał zdefiniować swój, to bym prędzej dostał depresji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałem nikogo konkretnego na myśli (poza swoją skromną osobą) pisząc tego posta, ale wiedziałem, że są ludzie z takim samym problmem jak ja.
      Rutyna, nuda, one faktycznie trochę zabijają. Musimy się chyba nauczyć je kochać, odejść od romantycznej wizji zmieniania świata. Tobie polecam spróbowanie czegoś nowego. Być może wyjściem będzie zrobienie sobie paru dni przerwy od środowiska, w którym ugrzązłeś? Pomyśl, to tylko parę dni. Może się okazać, że wtedy poczujesz, że wcale nie było one tak potrzebne.
      Pograj w coś (świetnie to relaksuje mózg), pójdź do kina, olej "fejsbuki" choćby na jeden dzień.
      To może by fajny eksperyment tak zrobi wszystko inaczej niż dotychczas. I mózg zaczyna wtedy inaczej pracować!

      Usuń
  8. Wszyscy koniec końców jesteśmy Syzyfami.

    Możemy do sprawy podejść w myśli egzystencjalnej/absurdalnej, możemy próbować z tym walczyć.
    Możemy poszukiwać jakiegoś celu. Możemy przyjąć rozwiązanie Wilka Stepowego (pierwsze jak i drugie).

    Ale jakoś kurde ciężko...

    OdpowiedzUsuń
  9. dude you're so deep...

    dobrze, że mam pewność, że moje życie ma sens i mogę odwiedzać FGE i czytać fanfiki bez kompleksów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie tylko, czy przyjąłeś sens jaki jako swoisty aksjomat, czy też doszedłeś przez poszukiwania doń... :3

      Usuń

Prześlij komentarz

Tylko pamiętajcie drogie kuce... Miłość, tolerancja i żadnych wojen!

Popularne posty