Legendarna Przygoda XXII

Epicka burza zbliża się do granic Equestrii...
Legendy ożywają...
Wszystko w Waszych kopytach!
Dokonaliście wyboru...
Nad Kryształowym Imperium wstawał nowy dzień. Niestety... Celestia ze łzami w oczach podniosła słońce i przegnała skrywający Cadenzję mrok. Czasy świetności tego miasta bezpowrotnie minęły. Najpierw wielkie Lapis Magna, rządzone tymczasowo przez Sombrę, potem Cadenzja, nazwana tak na cześć swej wybawicielki i nowej pani. Pani, która uczyniła z tego miasta perłę Equestrii i która później zesłała na kryształowe kucyki zagładę. Na nic się zdały magiczne tarcze. Książę Armor zdołał zatrzymać pierwsze uderzenie. Potem drugie, trzecie i dziesiąte. Pamiętnego dnia, nawet moc Mi Amore Cadenzy wspartej Kryształowym Sercem i miłością do swego męża okazała się niewystarczająca. Setki, tysiące megaczarów rozbijało się o otaczające Cadenzję zaklęcie ochronne, dudniąc niczym gigantyczny bęben. Blask, potężniejszy niż setki słońc rozświetlił ten skrawek Equestrii.
Kiedy zaklęcie się rozpadło, na moment, zanim pierwsze megaczary sięgnęły powierzchni, zapadła przerażająca cisza. Książę konał w kopytach swej małżonki gdy sięgnęła ich zagłada. Kryształowe Imperium upadło po raz drugi... I po raz drugi ziemia ta została obłożona klątwą...
Nawet Zebry nie świętowały tego dnia. Zwycięstwo? Nikt o tym nie myślał. Doszczętnie zrujnowane miasto utkwiło pomiędzy dwiema chwilami zachowując obraz zniszczeć wielkiej wojny. Gigantyczny pomnik nienawiści, w której wiatr nawet zdawał się śpiewać... Symfonia śmierci, szumiąca pośród ruin.
O mały włos, a wojna skończyła by się tamtego dnia. O mały włos... Przerażony cesarz zebr, wysłał do władającej wtedy Luny posła. Nic z tego... Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą... Cesarz został zabity w swym pałacu, a wojna rozgorzała ze zdwojoną siłą.
Dwieście lat później, cztery alicorny wraz z szóstką Elementów Harmonii przybyły w to miejsce...
- Kaj ten Kredens? - zaczęła Maud. - Lata miną zanim ich znajdziemy.
- To akurat najmniejsze z naszych zmartwień. Patrz tam - Luna wskazała kopytem.
- O co chodzi? - zaczęła Celestia.
- O piórwaaaaa... Fanfiki atakować Equestria!
- Zniszczymy ich! Hakuna Matata! - rozległo się z obozu wroga.
- Inwazja dowodzi wcielenie zła - zauważyła Luna. - Hrabia Dolcz. Złe Fanfik.
- Co robimy? - zapytała Applejack. - I czy wasza wysokość musi tak dziwnie mówić?
- Milcz. Bo cię uśpię - obruszyła się Luna. - Tylko Fanfik może pokonać Fanfik. A jeden jest Fanfik w Equestria. Pisze w tajemnica. Istnieje w cienia. I ma czarną sierść. Nazywa się...
- Nazywam się Dolar. Dla przyjaciół: Dolar - czarny, nico zabiedzony kuc wychylił się zza sterty gruzu.
- On tylko Dolcza pokonać może! - Luna wskazała na przybysza.
- Kończ waćpanna - wcięła się Applejack. - Wstydu oszczędź.
- Damy Dolarowi najlepsze kuce - Luna zwróciła się do jednorożca, jednocześnie elegancko ignorując pomarańczową klacz. - Dostaniesz partnerów.
- Fanfikuję sam.
- Już nie - odpowiedziała Pani Nocy. - To nasze najlepsze kuce.
Zza pobliskiej sterty gruzy wyskoczyła znajoma już klacz z wiaderkiem sałaty.
- Cahan. Kopyto Północnej Sałaty - zauważyła Celestia. - Nie sądziłam, że ten styl korekty jeszcze istnieje.
- Omnomnomnomnomnomn - dało się słyszeć z głębi wiadra.
Tymczasem róg Luny rozjarzył się i ze stworzonego przez nią portalu wypadł kolejny kucyk.
- Gandzia. Avatar. Tylko on mógł posiąść wszystkie cztery elementy poprawnego pisania. Jednak wszystko zmieniło się, kiedy zaatakowały Pedeefy. Avatar zniknął, a brak możliwości komentarzy i sugestii pustoszył Equestrię - wyjaśniła Celestia. Jednocześnie nachyliła się i szepnęła Gandzi na uszko, że teraz to tak wygląda oficjalna wersja i takiej ma się trzymać jeśli nie chce umrzeć na tulaśny terror.
- Tak. Czekałem na ciebie, Velvet. Kszszszszszszz - odpowiedziała odziana w czerń postać. - Czy Assassin Deyras już przybył? Kszszszszszszszszsz...
Ostro sfochowana klacz z koszulką z napisem "Clop mit uns", minispódniczką i Cutie Markiem papieru toaletowego i orchidei pokręciła głową.
- Niech zgadnę. Kszszszszszsz... Skok Wiary?
- Eeeyup - odparła klacz.
- Trafił?
- Eeyup
- Wóz z sianem od Sebix Trans?
- Eeyup
- Kostka Dauna pod sianem?
- Eeyup
- Save miał?
- Nnope
- Kszszszszszszsz...
- Co tak szumi, mistrzu? - zapytała Velvet
- Kakałko sobie studzę. Kszszsszszsz. - mistrz po raz kolejny dmuchnął w pokaźnych rozmiarów kubek. - Przyprowadź mi Dolara. Idź!
- Kaj ten Kredens? - zaczęła Maud. - Lata miną zanim ich znajdziemy.
- To akurat najmniejsze z naszych zmartwień. Patrz tam - Luna wskazała kopytem.
- O co chodzi? - zaczęła Celestia.
- O piórwaaaaa... Fanfiki atakować Equestria!
- Zniszczymy ich! Hakuna Matata! - rozległo się z obozu wroga.
- Inwazja dowodzi wcielenie zła - zauważyła Luna. - Hrabia Dolcz. Złe Fanfik.
- Co robimy? - zapytała Applejack. - I czy wasza wysokość musi tak dziwnie mówić?
- Milcz. Bo cię uśpię - obruszyła się Luna. - Tylko Fanfik może pokonać Fanfik. A jeden jest Fanfik w Equestria. Pisze w tajemnica. Istnieje w cienia. I ma czarną sierść. Nazywa się...
- Nazywam się Dolar. Dla przyjaciół: Dolar - czarny, nico zabiedzony kuc wychylił się zza sterty gruzu.
- On tylko Dolcza pokonać może! - Luna wskazała na przybysza.
- Kończ waćpanna - wcięła się Applejack. - Wstydu oszczędź.
- Damy Dolarowi najlepsze kuce - Luna zwróciła się do jednorożca, jednocześnie elegancko ignorując pomarańczową klacz. - Dostaniesz partnerów.
- Fanfikuję sam.
- Już nie - odpowiedziała Pani Nocy. - To nasze najlepsze kuce.
Zza pobliskiej sterty gruzy wyskoczyła znajoma już klacz z wiaderkiem sałaty.
- Cahan. Kopyto Północnej Sałaty - zauważyła Celestia. - Nie sądziłam, że ten styl korekty jeszcze istnieje.
- Omnomnomnomnomnomn - dało się słyszeć z głębi wiadra.
Tymczasem róg Luny rozjarzył się i ze stworzonego przez nią portalu wypadł kolejny kucyk.
- Gandzia. Avatar. Tylko on mógł posiąść wszystkie cztery elementy poprawnego pisania. Jednak wszystko zmieniło się, kiedy zaatakowały Pedeefy. Avatar zniknął, a brak możliwości komentarzy i sugestii pustoszył Equestrię - wyjaśniła Celestia. Jednocześnie nachyliła się i szepnęła Gandzi na uszko, że teraz to tak wygląda oficjalna wersja i takiej ma się trzymać jeśli nie chce umrzeć na tulaśny terror.
Tymczasem w obozie Fanfików
- Wzywałeś, mistrzu?
- Tak. Czekałem na ciebie, Velvet. Kszszszszszszz - odpowiedziała odziana w czerń postać. - Czy Assassin Deyras już przybył? Kszszszszszszszszsz...
Ostro sfochowana klacz z koszulką z napisem "Clop mit uns", minispódniczką i Cutie Markiem papieru toaletowego i orchidei pokręciła głową.
- Niech zgadnę. Kszszszszszsz... Skok Wiary?
- Eeeyup - odparła klacz.
- Trafił?
- Eeyup
- Wóz z sianem od Sebix Trans?
- Eeyup
- Kostka Dauna pod sianem?
- Eeyup
- Save miał?
- Nnope
- Kszszszszszszsz...
- Co tak szumi, mistrzu? - zapytała Velvet
- Kakałko sobie studzę. Kszszsszszsz. - mistrz po raz kolejny dmuchnął w pokaźnych rozmiarów kubek. - Przyprowadź mi Dolara. Idź!
***
- I ja mu wtedy powiedziałem "Tu ma być przecinek!" - zagrzmiał Gandzia. Zebrane kuce aż podskoczyły ze strachu. Przerażająca opowieść o korekcie pewnego Fanfika w którym to pewien przedstawiciel środkowoeuropejskiego narodu zdawał się być wszędzie zrobiła wielkie wrażenie.
- Zaorane - zauważyła Chrysalis.
- To jeszcze nie koniec - Gandzia kontynuował złowieszczym głosem. - Kiedy już myślałem, że korekta została zakończona i wreszcie będę mógł spać spokojnie, wtedy... wtedy... - głos Avatara załamał się. - sięgnąłem po inny fanfik... zobaczyłem go... to... to... - Gandzia zakrył twarz w kopytach. Jego róg rozbłysł i przed zebranymi pojawiły się litery powoli układające się w przerażające słowo:
Tenczułka
Dźwięk zgniatanego wiadra przerwał ciszę. Na szczęście Cahan zdążyła wcześniej zjeść całą sałatę. Po uspokojeniu Dolara, który wpadł w szał widząc geniusz tłumaczenia, kucyki udały się do swych namiotów. Ranek zapowiadał się jednak mało uroczo...
***
- Ładuj rumiankowy! - krzyknęła Velvet. - Ognia!
Wielka jak Celestia rolka rumiankowego papieru toaletowego pofrunęła w powietrze, by po chwili zderzyć się z mordką Pani Dnia. Po chwili nadleciała kolejna. I jeszcze jedna. Wszystkie perfekcyjnie trafiały w biały pyszczek. Srajtaśma zdawała się przesłaniać słońce na niebie. Po kilku salwach przesłoniły też słońce na zadku.
- Najaaaaaazd! - ryknęła Velvet i wraz z armią Fanfików ruszyła do ataku. Prawie... Armia, widząc kompletny brak obrażeń po morderczym ostrzale z prototypowego pocisku przerwała szarżę i wróciła do obozu. Do samotnie atakującej Velvet dołączył Assasin, któremu wreszcie zaskoczył respawn. Dwójka dzielnie parła do przodu, będąc kompletnie niewrażliwa na kompletny brak reakcji ze strony obrońców. Wreszcie, zziajane kuce dopadły do obozu obrońców.
- Oddawaj Dolara! - Assasin rzucił się w kierunku Gandzi, jednak drogę zastąpiła mu Luna. Czarny promień wystrzelił z rogu księżniczki. Assassin szarpnął ciałem w bok, jednocześnie odbijając jej atak trzymanym w kopytach pozbawionym korekty fanfikiem.
- Over 9000! - ryknął jednorożec i tupnąwszy, zgniótł swój wykrywacz interpunkcji. - To bezużyteczne! Oni potrafią ukrywać swoje przecinki! Sam się tym zajmę, Wasza Wysokość.
Luna spojrzała na Gandzię. Wytatuowany na jego czole zadek Celestii (oczywiście w odpowiednio pomniejszonej skali:) rozbłysł białym światłem. Deyras, uderzony wszystkimi czterema elementami poprawnego pisania nie miał szans nawet pisnąć, zanim jego hp spadło do zera.
- Aaaa... tatatatatatatatatatatatatatatatatatatataa - kopyta niczym błyskawice przecinały powietrze bezbłędnie trafiając w cel.
- Lettuce no Ken! - ryknęła Cahan najgłośniej jak umiała. Powszechnie wiadomo, że im głośniej wykrzyczysz nazwę ataku, tym potężniejszym on będzie.
Czasu na świętowanie jednak nie było. Sam Hrabia Dolcz zjawił się w obozie.
- Oddajcie Dolara. Kszszszszszszszsz.... nosz piórwa! - krzyknął Dolcz. - Oparzyłem się kakałkiem! Zapłacicie mi za to! - rozległ się charakterystyczny bzyk bitewnej jarzeniówki. Dolar odpowiedział tym samym. Dwa czarne jednorożce krótko mierzyły się wzrokiem. Dolar ruszył do ataku. Jarzeniówki z trzaskiem zderzyły się ze sobą. Rozgorzała epicka walka dwóch Fanfików. Broń przecinała powietrze, oba kuce zdawały się prezentować ten sam poziom zdolności. Wreszcie Dolcz cisnąwszy kubek z zimnym kakałkiem w Dolara wytrącił go z równowagi i szybkim ciosem jarzeniówki odciął mu prawe przednie kopyto. Dolar krzyknął porażony bólem i upadł na ziemię ściskając lewym kopytem kikut. Dolcz zaśmiał się głośno.
- Nie zmuszaj mnie bym cę zniszczył, Dolarze. Dołącz do mnie. Przejdź na ciemną stronę Korekty i razem zawładnijmy fanfikami.
- Nope.avi! - krzyknął czarny jednorożec.
- Kredke nigdy nie powiedział ci, kto wymyślił słowo "zebrogaz"
- Powiedział, że ten ktoś zginął z jego kopyta!
- Ja jestem tym kucykiem. Kszszszszszszszszszszsz - Dolcz siorbnął leciutko przestudzone kakałko. - A, jeszcze jedno: jestem twoim ojcem.
- NOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOoooooo... - Dolar cichł coraz bardziej. Na ratunek rzuciła mu się Celestia. Jednak dopiero zaklęcie leczące od Chrysalis zdołało go wyleczyć. I zwlec z niego Celestię, która rzucając się na pomoc grzmotnęła go swym zadkiem po czarnej mordce.
Maud dopadła do hrabiego i lewym hoof uppercutem posłała go w powietrze, by celnym podwójnym applewykopem posłać Dolcza na cmenetarz.
- Cienki wafel - mruknęła Maud. - Jak takie coś mogło sprawiać tyle problemów.
Szara klacz rozejrzała się chwilkę
- To kaj ten Kredens? - zapytała.
Twilight, znająca bardzo dobrze Cadenzję, wskazała kierunek do ruin Kryształowej Iglicy. Tam z łatwością złamały klątwę i przywróciły Cadance do życia. Niestety, w skutek małej pomyłki, mąż księżniczki odrodził się jako czajnik, ale szybko naprawiono ten błąd i książę Armor wrócił do swej dawnej, błyszczącej postaci. Cała grupa postanowiła zostać w Cadenzji by pomóc w odbudowie tego wspaniałego miasta. I dopilnować, by nigdy więcej nikt nie zdołał stopić lodów Bambino... które to na pewno by zakupił Shining Armor dla swej żony, księżniczki Cadance. I aby żyjące w zgodzie dwie istoty nie zwróciły się przeciw sobie, a koniec nie nastąpił zupełnie nie zgodnie z przewidywaniami. Niestopione lody nie wywołały focha i kompletnego brak seksu przez dwa tygodnie, co nie spowodowało jeszcze większego focha i fiaska rozmów z zebrami, które przybyły odnowić kontrakt na dostawy wungla. A Mała Pipa nie musiałaby wychodzić ze stajni i zgarniać każdego przelatującego w pobliżu pocisku. Prawdę mówiąc, to nawet by się ktoś taki nie urodził. Ale to już bez spoilera...
Dwa miesiące później...
Klacz jednorożca śpiewała pięknym głosem kołysząc swą magią zawinięte w kocyk źrebię. Przerwała dopiero, gdy zobaczyła wpatrującą się w nią piątkę alicornów. Pokłoniła się do samej ziemi.
- Piękna pieśń - zaczęła Luna. - Cieszy nas że nawet w tak trudnych czasach znajdujecie w swych sercach miejsce na coś takiego jak śpiew.
- To dla niej, Wasza Wysokość - odpowiedziała klacz - śpiewam dla swej córki. Na imię jej Tradycja.
Zapadła cisza.
- Ona nie może się tak nazywać - zaczęła Chrysalis.
- Słucham? - zapytała zdziwiona i lekko przestraszona jednorożec. - Dla.. dlaczego nie może się tak nazywać?
- Pytasz: dlaczego? - odpowiedziała Chrysalis. - Bo tradycją niczego nazwać nie można. I nie możesz żadną uchwałą specjalną zarządzić, ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze. Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To właśnie kolęda. Świąteczna wieczerza. To jest kucy śpiewanie. To jest ojców mowa. To jest nasza historia, której się nie zmieni. A to, co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
Uśnijże mi, dziecię, już, oczkami swemi,
śnij o całym świecie, śnij Ty o tej ziemi.
By to była ziemia spokojna i mądra,
ziemia sprawiedliwa, wszystkim kucom szczodra.
Lulilaj, pięknie gra, fujareczka, fujareczka.
Tysiąc gwiazd, świeci tam, dla mego syneczka.
Lulejże mi, lulej we wszechświecie całym,
Tyś jest moim królem, mój syneczku mały.
Pięć nieśmiertelnych istot, wtulonych w siebie, patrzyło w milczeniu na zachód słońca...
A) patrz dalej
B) idź spać
C) sprawdź ekwipunek
A) patrz dalej
B) idź spać
C) sprawdź ekwipunek
B! Wybierz B!
OdpowiedzUsuńFenomenalny odcinek - uśmiałam się :D
C - trzeba zobaczyć, co wypadło z przeciwników i czy nie dostali czegoś za wykonanie tego questa.
OdpowiedzUsuńKredke widział "Stars in black" Stanisława Mąderka! Ooo ooo.......
OdpowiedzUsuńWybierz A! Wybierz A!
B,bo tak.
OdpowiedzUsuńC
OdpowiedzUsuńOpcja A.
OdpowiedzUsuńC
OdpowiedzUsuńA daj pan C, a co.
OdpowiedzUsuńC
OdpowiedzUsuńC - i miło, że w końcu się pojawiłam, mimo że nie umarłam :D Nie spodziewałam się, że kryję taki ciekawy chatakter... :3
OdpowiedzUsuńLettuce no Ken się nie przeżywa... myślałem że to oczywiste:)
UsuńOj tam. O_o
UsuńPower of Lettuce!
UsuńStorczyki są smaczniejsze :P A poza tym, papier Velvet jest supertrwały xD
UsuńPowiadasz? Może przerobię je na karmę dla rosiczek?
UsuńRób co chcesz, ale za kwiatek z hodowli Toaletowych Storczyków płacisz dwadzieścia trzy i pół ciasteczka =>
UsuńC
OdpowiedzUsuńA, lecz należy odsunąć się od bajora, w które plumnie druidzka wiklinowa kukła wypełniona płonącymi ofiarami.
OdpowiedzUsuńChyba najśmieszniejszy odcinek z dotychczasowych, gryzłem panele ze śmiechu xD Od nawiązania do najlepszej parodii Gwiezdnych Wojen jakie widziałem do "tradycyjnych" śmiechów... bezbłędne to było.
OdpowiedzUsuńOpcja C.
B panie. Wybierz B.
OdpowiedzUsuńWybieram C
OdpowiedzUsuńWybieram C
OdpowiedzUsuń,,- Fanfikuję sam."
OdpowiedzUsuńAle żem się uśmiała~
Wybieram opcję B. Sen jest dobry na urodę x3
Wybierz C .I czemu Over 9000! a nie 8000 ja się pytam.
OdpowiedzUsuń