Legendarna Reaktywacja IV

Źródło
Epicka burza zbliża się do granic Equestrii...
Legendy ożywają...
Wszystko w Waszych kopytach!
Dokonaliście wyboru....

Wcześniejsza część historii: LINK

Słońce właśnie osiągało swój najwyższy punkt na Equetriańskim niebie. Niby nikt by na to nie zwrócił uwagi, ale mieszkańcy Arbez odetchnęli z ulgą. Dzięki swym mitom i opowieściom, znali swe pochodzenie. I mimo iż byli z tego dumni, nie chcieli by znów Celestia im przypaliła zadki. Tak powstały Zebry. Do tej pory naukowcy spierają się jakim cudem udało się przysmażyć - śnieżno białe wtedy kuce - w paski. A śladów legendarnego Świętego Grilla nikt jeszcze nie odnalazł. Niedawno jednak, stara szamanka zaczęła rapować coś o Krzyżowcach Świętego Znaczka czy jakoś tak. Ponoć miały urodzić się w kompletnym zaplocie zwanym Ponyville. Szybko postanowiono wysłać tam przedstawiciela, by nakłonił Krzyżowców do wyprawy po Grilla. Tak oto do Ponyville przybyła Zecora, tajemnicza zebra. Zostawmy jednak te sprawy i wróćmy do naszych bohaterów.

Maluszek wesoło kaszlał pędząc niemal sto kilometrów na godzinę. Magiczne Turbo wyczarowane przez Molestię wprawdzie żłopało benzynę jak smok, ale przezorna księżniczka zawsze miała przy sobie złotą debetówkę z KucBanku z transakcjami bez limitu. Nie brakowało im niczego. Wprawdzie Nietzsche nie zmieścił by się już do samochodu, ale księżniczka dostała w prezencie jedną z jego książek. 

Molestia podkręciła radio. Z głośników - również wzmocnionych magią - grzmotnęła muzyka. Fala uderzeniowa zatrzęsła wnętrzem, ku nieopisanej rozpaczy przygniecionego królewskim plotem changelinga. Molestia ochoczo zaczęła śpiewać. A trzeba przyznać, że jako jedyna w Equestrii potrafiła śpiewać używając potęgi podniesionego głosu i liczby mnogiej. Po chwili do księżniczki przyłączyli się pozostali. Razem wyryczeli refren:

Mały fiat, Przetrwa jeszcze tysiąc lat!

Głęboko w jej umyśle, Celestia uroniła łzę. Ten refren przypominał jej o Lunie. Luna była tym maluchem. Warczała, kaszlała, była mała i średnio użyteczna, ale jedyna jaką miała. I przetrwała tysiąc lat w gara.. się znaczy na księżycu. Celestia westchnęła. Zamyślona nawet nie zauważyła, gdy podeszła do niej Trollestia.
- Znajdziemy ją - starała się pocieszyć swoje drugie "Ja".

Tymczasem, Molestia z piskiem zatrzymała samochód. Changeling znalazł się w strasznej sytuacji - między przysłowiowym plotem, a kowadłem Siła hamowania wręcz przylepiła go do królewskiego zadka. Księżniczka aż zamruczała z zachwytu. 

Autko stanęło na poboczu. Cała załoga wysiadła by rozprostować kości. Poza Berry. Ona najzwyczajniej wypadła ze środka,  jak tylko otworzyła drzwi. Zanim uderzyła o ziemię, zdążyła jednak dopić cydr i zagryźć podwawelską. Leżąc wybełkotała.

- Kierowniczko złociutka. Czemu stoimy?

Zaraz jednak zwróciła całą swoją uwagę na pobliski znak drogowy. Wskazywał dokąd prowadzą rozwidlenia drogi.

- Kierowniczko! Dokąd mieliśmy jechać? - zapytała Berry.

- Na Kowno! - ryknęła Molestia. Zaraz jednak dodała ciszej - gdziekolwiek to jest.

Berry spojrzała na znak. Skupiła wszystkie swoje zmysły by tylko odczytać napisy. 

- W lewo na Canterlot i do Zecory - mamrotała do siebie. - Na prawo będzie Sekretna Baza Sił Zła, gdzie przetrzymujemy Lunę i planujemy pogrążenie Equestri w chaosie - 14 km. W lewo na Kowno. W lewo... lewo...

- W lewo! - zakrzyknęła nagle.

- Co w lewo? - zapytał się Fronczewski.

- Kowno! - odparowała Berry.

Niewiele myśląc, Molestia zapakowała kuce do maluszka. Tym razem na tyle wylądowała Berry. Pijana klacz zwinęła się w kłębek i zasnęła przygnieciona ciężarem królewskiego słoneczka. Spod białego plota dochodziło miarowe chrapanie. Obok niej usadowił się Froczewski. Z przodu usiadł changeling.

Róg Pani Dnia rozbłysł i maluszek wystartował niczym nowe Jaszczomby produkowane przez Canterlocką zbrojeniówkę. Po dwudziestu minutach osiągnęli magiczne osiemdziesiąt kilometrów na godzinę. Z każdą chwilą coraz bardziej zbliżali się do Kowna. 

Księżniczka była bardzo wytrwała. Prowadziła całą noc, zatrzymując się tylko by zatankować samochód. Dopiero około godziny dziesiątej rano zmienił ją Fronczewski. Celestia upakowała się na tylnej kanapie i zasnęła. Na niej ułożyła się Berry, która zdążyła przez noc wytrzeźwieć i ponownie się upić. Królewskie chrapanie dołączyło do odgłosów, jakie wydawała z siebie Berry. Tak kontynuowano epicką podróż do mitycznego Kowna. 

Wtem, księżniczką rzuciło do przodu. Zad Molestii zaklinował się pomiędzy siedzeniami. Zwiniętą w kłębek Berry, okręconą dodatkowo podwawelską, wyrzuciło z trzaskiem przez przednią szybę. Nawet się przy tym nie obudziła, nie wspominając o tym, że jakimś cudem nie stłukła trzymanej w kopycie butelki cydru. Rozwalona jak zwłoki w bagażniku, radośnie pochrapywała co chwila. Changeling z Fronczewskim z trudem wyciągnęli władczynię na zewnątrz, po czym pobiegli ratować Berry. Momentalnie zostali otoczeni przez oddział changelingów. 

- Kopyta w górę! - ryknął jeden z napastników.  - Wszystkie!

Fronczewski spełnił to polecenie, po czym poczuł silne uderzenie w brzuch. Spojrzał w kierunku skąd nadszedł cios.

- Przeklęty chodnik - pomyślał. Postanowił już jednak nie wstawać. Obrócił się na grzbiet i wystawił kopyta w górę. Kątem oka dojrzał jak kilu napastników kończy związywać księżniczkę i Berry. Po chwili i on został skrępowany solidną liną. Następnie wszyscy zostali brutalnie zapakowani do rydwanu. Na głowy zostały im założone worki, by nie widzieli gdzie jadą. Rydwan trząsł niemiłosiernie na wyboistej drodze. Po dłuższym czasie Fronczewski poczuł, że jest niesiony w jakieś miejsce. Skrzywił się z bólu, gdy rzucono go na ziemię. Zdjęto mu worek z głowy. Znajdował się w jakimś namiocie. Rozejrzał się. Obok siedziała spętana jak baleron Molestia. Księżniczka wyglądała na dość... zadowoloną. Non stop puszczała oczka do strażników, lub wzdychała zalotnie. W pewnym momencie rozległ się cichy głos księżniczki.

- I came... - szepnęła wyjątkowo zalotnie. Straż w popłochu uciekła z namiotu. Z zewnątrz dało się słyszeć odgłosy paniki. Księżniczka roześmiała się głośno. Szarpnęła się kilka razy próbując uwolnić swoje kopyta.

- Na miejscu Waszej Wysokości bym tego nie robił - rozległ się obcy głos. W wejściu do namiotu stał rosły changeling. Wzrostem dorównywał niemal księżniczce.

- To specjalne więzy - kontynuował. - Pozornie wydają się łatwe do zdjęcia, ale wystarczy by uwolnić jedno kopyto, a sznur zaciśnie się na szyi.

Molestia znieruchomiała. Jej lewe przednie kopyto było już niemalże wolne. Obcy changeling podszedł i sprawnym ruchem uwolnił księżniczkę. Po chwili i reszta bohaterów została uwolniona.

- W imieniu Pierwszej Dywizji Zmiennokształtnej składam przeprosiny za zaistniały incydent - podmieniec pokłonił się Molestii. Ta w międzyczasie obudziła Celestię i pozwoliła jej przejąć kontrolę.

- Przeprosiny przyjęte - odpowiedziała księżniczka - Jednak nie wiem, z kim mam przyjemność i czemu zawdzięczam tak niemiłe powitanie. I gdzie jesteśmy?

- Rozkazy samej Chrysalis - odparł changeling - szczegółów dowie się Wasza Wysokość bezpośrednio od naszej Matki. Królowa oczekuje na wasze przybycie. Może mieć informacje, które pomogą odnaleźć jej Wysokość Księżniczkę Lunę. Proszę za mną, transport do stolicy już czeka. Mam Waszej Wysokości towarzyszyć jako przewodnik i ochrona. W tej chwili oblegamy Kowno, w którym zagnieździły się kucapy.

- Nadal nie wiem z kim rozmawiam. I co tutaj robicie - zaczęła Celestia. Changeling wyprężył się. Zrobił kilka eleganckich "ekszyn" póz i wykrzyczał:

- Dowódca Pierwszej Dywizji Zmiennokształtnej imienia Chrysalis, Marszałek Zmienny - Rydz!

Potężny, kolorowy wybuch za podmieńcem dopełnił epickości całej sceny.

Co dalej?

A) Udaj się do Chrysalis.
B) Zapytaj o Lunę.
C) Kontynuuj wyprawę do Kowna.

Komentarze

  1. Przedrzeć się do Kowna, odbić magazyny militaria.eq, iść z wiatrówką do Chrysalis.
    Bo zwykła odpowiedź jest zbyt mejnstrimowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Kowno i oddawać maluszka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Panowie, Kowno to nie Wilno, nie musi być nasze.
    ...
    Żartowałem! Szturmować Kowno, już!

    OdpowiedzUsuń
  4. A. Chociaż widzę, że Kowno najprawdopodobniej znowu wygra...

    OdpowiedzUsuń
  5. C. Jak to tak porzucać podróż w połowie?

    OdpowiedzUsuń
  6. No z nami do Kowna nie pojedziesz?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Tylko pamiętajcie drogie kuce... Miłość, tolerancja i żadnych wojen!