Sad, Violence, Random, Slice of Life
Autor: Calamity
Opis: Czy myśleliście kiedyś, co oznacza być chory psychicznie? Jak odczuwa to rodzina, przyjaciele, ukochani lub osoby postronne. W tym FF przedstawię wam postać z tła naszego ulubionego serialu. Przedstawiam wam Screwy Lose. Ta opowieść ma przedstawić jej losy. Ten fanfik został napisany w sposób specyficzny. Bowiem ma pokazać, jak niektóre osoby mogą patrzeć na osoby chore. Z jednej strony będzie jej ukochany wraz z tymi który naprawdę chcą jej pomóc, a z drugiej rozgniewani mieszkańcy jak i żądne pieniędzy kucyki. To jest jeden z FF dających do myślenia. Pokazujący, że osoby chore nie są inne od nas. Każdy z nas może kiedyś zachorować. czy to na alzheimera czy to na co innego. Życzę miłej lektury.
Nie ma to jak zapomnieć o najważniejszym
OdpowiedzUsuńOpis: Czy myśleliście kiedyś, co oznacza być chory psychicznie? Jak odczuwa to rodzina, przyjaciele, ukochani lub osoby postronne. W tym FF przedstawię wam postać z tła naszego ulubionego serialu. Przedstawiam wam Screwy Lose. Ta opowieść ma przedstawić jej losy. Ten fanfik został napisany w sposób specyficzny. Bowiem ma pokazać, jak niektóre osoby mogą patrzeć na osoby chore. Z jednej strony będzie jej ukochany wraz z tymi który naprawdę chcą jej pomóc, a z drugiej rozgniewani mieszkańcy jak i żądne pieniędzy kucyki. To jest jeden z FF dających do myślenia. Pokazujący, że osoby chore nie są inne od nas. Każdy z nas może kiedyś zachorować. czy to na alzheimera czy to na co innego. Życzę miłej lektury.
W wolnej chwili na pewno przeczytam.
OdpowiedzUsuńTo zachęcam jak najszybciej bo to do pomocy Ukrainie
UsuńPrzeczytałem i muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony. To jest całkiem dobry debiut, choć wymaga sporych poprawek.
OdpowiedzUsuńZacznę od plusów. Po pierwsze pomysł. Wybór na główna bohaterkę klaczy, która nie jest do końca normalna i zachowuje się jak pies jest odważny. Dodanie do tego narracji pierwszoosobowej z jej perspektywy sprawia, że całość robi się tym ciekawsza (i tym trudniejsza do pisania). I od razu musze powiedzieć, że wyszło dobrze. Bohaterka jest po prostu pechową klaczą, która uległa wypadkowi, ale mimo tego, że szczeka, liże kucyki po pyszczkach i je bez sztućców, ma kochającego męża. Jej perspektywa i sposób odbierania świata też na plus. Zwłaszcza podobało mi się ,,śpiewanie dla Luny". Opisy też dają radę. Mogłyby być bardziej rozbudowane i okraszone większą ilością przemyśleń, ale nie jest źle. Fabuła może być. Chwilowo nic wybitnego, ale to tylko 12 stron, na których jednak dużo się dzieje. No właśnie, za dużo. Moim zdaniem tu jest materiału na dwa razy tyle tekstu, albo i lepiej. Zdecydowanie można by rozbudować sceny bohaterki z mężem, czy sceny w szpitalu. Niby wiem, ze będą, ale to co jest też można by rozbudować i dodać więcej opisów emocji i przeżyć wewnętrznych. Samo badanie kontrolne też warto rozbudować.
Pora na minusy.
Niestety wykonanie kuleje, moim zdaniem. Po pierwsze, powtórzenia. Liczne i częste. Rekordem tu były trzy kolejne zdania zaczynające się od następnie. Nawet przy narracji pierwszoosobowej dobrze jest unikać takich rzeczy. Dalej, składnia zdań wymaga poprawy. Niekiedy musiałem fragment czytać dwa razy, by zrozumieć, co autor miał na myśli. Podział akapitów też kuleje. Mam wrażenie, że większość dałaby się podzielić na dwa, albo i na trzy, z korzyścią dla samego tekstu.
Nie podoba mi się też to zapytanie czytelnika, co bohaterka ma zrobić. Owszem, fajnie mieć feedback od czytelników, co do fabuły, ale ta forma mi się nie podoba. Wybiła mnie z lektury.
Podsumowując, tekst ma potencjał, ale z pewnością przydałaby mu się solidna porcja korekty. Autora niewątpliwie czeka sporo pracy, ale mogą z niej być całkiem niezłe owoce.
Jedna z sugestii w tekście sugeruje, że opowiadanie jest dużo starsze, niż nakazywałaby sądzić data jego premiery na blogu. Czyżby tak długo czekało na swoją kolej? A może istnieje jakiś konkretny powód dla którego leżało sobie w elektronicznej szufladzie?
OdpowiedzUsuńNo nic, skupmy się na treści. Muszę przyznać, że to było coś. Raz, że wpisuje się to w klimaty, na które jestem... nazwijmy to „szczególnie podatny” (czytaj: fabuła całkiem pode mnie pomyślana), a dwa, czas lektury nie jest bez znaczenia. Pomysł – zgadzając się z mym przedmówcą – bardzo interesujący i dający konkretne możliwości, a na pewno szerokie pole manewru, coby ukazać przeróżne problemy, rzeczy ważne i życiowe, które dotykają ludzi, takich jak my. Narracja pierwszoosobowa to strzał w dziesiątkę, choć z drugiej strony, jak na debiut, to może być troszkę zbyt wiele. Zatem mamy pomysł, trudną, ważną tematykę, perspektywę z pierwszej osoby i, jak widzę, wielkie chęci, by czytelnikiem poruszyć.
No cóż, bardzo ambitny projekt, wykonanie niestety... obarczone licznymi błędami i brakami. Stąd, podczas lektury było mi przykro z dwóch powodów. Pierwszy, jak mniemam zamierzony, to oczywiście losy głównej bohaterki. Drugi, pewnie nie do końca oczekiwany, to taki, że aż ciężko było patrzeć, jak fanfik stara się, próbuje, ale zabrakło doświadczenia po stronie autora. Szczęśliwie, to, co już jest pozwoliło mi wczuć się w klimat oraz doświadczyć tego, co obiecują tagi, którymi opatrzone zostało opowiadanie, chociaż w departamencie zawartości merytorycznej wiele brakuje. Właściwie, zgodzę się z Sunem, że jak na dwanaście stron, dzieje się za dużo, lecz jednocześnie dzieje się za mało. Co mam na myśli? Ano to, że na takie oto gabaryty, fanfik zawiera zbyt wiele wydarzeń, żadne z nich nie jest należycie opisane (a powinno być), co nie tylko powoduje niedosyt, ale i przyspiesza akcję i gdyby nie narracja pierwszoosobowa, być może nie byłoby mowy o żadnej więzi z czytelnikiem, co jak na tego typu opowieść jest bardzo ważne. Także tego, co już jest, starczy na co najmniej dwa razy tyle stron. Ale nawet gdyby tak było i tak przydałoby się więcej scen sprzed wypadku głównej bohaterki, Screwy Loose, cobyśmy mieli lepszy wgląd na to, jak bardzo zmieniło się jej życie. Albo jak długo i powoli przebiegała ta... spowodowana wypadkiem „przemiana”. Myślę, że to by było ciekawe, zobaczyć jak funkcjonowała przed wypadkiem, jak wyglądały jej relacje z pozostałymi postaciami i jak z kogoś „normalnego” stała się tytułową „wariatką”, której wszyscy (poza mężem) mają dosyć. Nie wspominając o tym, że pozwoliłoby to lepiej nakreślić charaktery widniejących na okładce kucyków. Co z kolei nadałoby większej głębi. I tak dalej, i tak dalej.
Natomiast mimo tych braków, wielkiego niedosytu, muszę przyznać, że są tu kreacje, inne niż głównej bohaterki, które zapadają w pamięci. Głównie mam tutaj na myśli jej męża – jako iż była to jedna z niewielu pozytywnych postaci oryginalnych – oraz siostrę Redheart czy Twilight, które niby są bo są (zwłaszcza Twilight wydała mnie się trochę na doczepkę), ale miło je widzieć, no i podchodzą do Screwy z empatią. To jest spoko i pozwala w jakiś sposób poruszyć czytelnikiem. No bo protagonistce chce się kibicować, cały czas ma się wrażenie, że ona naprawdę inaczej nie może, przy jednoczesnej pewności, że nieuchronnie zbliża się coś złego. Ciężko się czytało o tym jak ją szarpią, zaciągają gdzieś albo jak obija się i dostaje po głowie.
UsuńMam pewien kłopot z dialogami. Wydały mnie się strasznie nienaturalne, z nielicznymi tylko wyjątkami. W ogóle, postacie negatywne były strasznie przerysowane, a i ich poczynania nie bardzo przypominają autentyczne procedury, przynajmniej jak na kucykowe realia. Parę elementów jak np. postać bizona tudzież czarnogrzywego lekarza, który w asyście dwóch sanitariuszy (?) „zgarnia” pod koniec Screwy, również wątek z leczeniem oraz możliwością powrotu do zdrowia bohaterki, wszystko to wydawało mnie się wprowadzone do treści po to, by być. A to przecież aż się prosi o rozpisanie, być może nawet na kilka części.
Muszę przyznać, że udało się jednak wykreować odpowiedni nastrój. Przypadłość Screwy wydała mnie się autentycznie przedziwaczna, może również nieco przerysowana, ale na pewno nietypowa i nie mam cienia wątpliwości, że to właśnie było to, czego potrzebowała ta historyjka. Niestety, forma wymaga poprawy. Zatrzęsienie krótkich, prostych zdań, kropeczki zmuszają do przystanków, które są zdecydowanie zbyt gęsto, po pewnym czasie potrafi to zirytować. Mnóstwo powtórzeń. Dosyć liczne błędy interpunkcyjne czy stylistyczne, a i parę ortów się trafi. W ogóle, zabrakło bardziej urozmaiconego słownictwa. Powtórzenia mogą się objawiać na różne sposoby, tutaj mamy nie tylko powtarzanie słów, ale także tych samych, znanych już czytelnikowi informacji czy czynności. Czy to przypominanie o wspomnieniach, czy też opisywanie ich jako „najszczęśliwsze”, albo to samo lizanie po pyszczku, po pewnym czasie trąci to wtórnością. Nie rozumiem także dwóch momentów, w których czytelnikowi zadawane jest pytanie (to samo), pod którym widnieją trzy odpowiedzi. To znaczy, rozumiałbym, gdyby było tak, że pod każdą odpowiedzią znajdował się link do ciągu dalszego, a losy bohaterki toczyły się inaczej, w zależności od wyboru. To by było całkiem ambitne i nowatorskie.
Chociaż pod kątem formy, pacingu oraz ogólnej kompozycji fanfik pozostawia wiele do życzenia, nie wspominając o tym, że pełen potencjał drzemiący w koncepcji nie miał szans na rozwinięcie, to, co już jest, da się przeczytać i co by nie mówić, mimo nieszczególnego otwarcia odpowiednio szybko udało się stworzyć klimat, a losy głównej bohaterki śledziłem z uwagą i przykrością, chciałem, by jej się poprawiło i by jakoś się to ułożyło, pod skórą czując jednak, że nie ma na to szans i jest to historia, która skazana jest na smutne zakończenie. To autor zrealizował dobrze. Szkoda, że historia nagle się urywa, co zmusza mnie zapytać – czy ten tekst aby na pewno jest zakończony?
UsuńW każdym razie, było to ciekawe doświadczenie, które zapadło mi w pamięci. Urocza relacja między małżonkami, jeden z niewielu jasnych punktów wobec negatywnych postaci, które raczej życzą bohaterce jak najgorzej i traktują ją przedmiotowo. Pomysł nietuzinkowy, dający ogromne możliwości, zrealizowany nie najlepiej, acz jak na debiut jest to zrozumiałe. To, co najważniejsze, przynajmniej w moich oczach, udało się napisać w taki sposób, by wywrzeć na odbiorcy określone wrażenie. Niemniej namawiałbym do sprawienia sobie prereadingu, ekstra korekty i w tym składzie rozbudować ową historię, bo jest to coś, co nie tylko zasługuje na lepszą formę czy rozwinięcie, ale także ciąg dalszy... a może i rzut okiem na to, co doprowadziło do tego stanu rzeczy.
Jest to opowieść godna uwagi, obarczona wieloma niedoskonałościami, lecz nie mogę odmówić autorowi pomysłu oraz chęci napisania czegoś ważnego, co w tej formie udało się jedynie w pewnym stopniu. A swoją drogą, bardzo ładna okładka ;)
Pozdrawiam!
PS: Komentarz musiałem podzielić na trzy części, przepraszam za zamieszanie.