mnie nie widać! yay!

czwartek, 16 maja 2019

O dwóch takich epizodach, co były i minęły


Obrazek nietematyczny, ale przynajmniej nie spoiler.
Chcesz uniknąć spoilerów, nie rozwijaj posta.
Powracamy do trucia starego zgreda, co to lubi się poczepiać serialu dla małych dziewczynek, słowem: "lol".

W sumie to nie jest tak, że mi się ten sezon nie podoba, tylko jest tak, że uważam go za dość średni, a ostatnie dwa odcinki były takie mdłe, że właściwie tylko czekam na angielską wersję "Frenemies", który już w dniu włoskiej premiery ogłosiłem swoim ulubionym epizodem tego sezonu.

W sumie to może warto się zastanowić, co jest nie tak z dziewiątym sezonem patrząc na  jego dotychczasowy stan... albo lepiej nie. 


Mieliśmy premierę dwóch odcinków od czasu ostatniego artykułu i można powiedzieć szczerze, że do obu właściwie nie ma o czym pisać i dlatego warto o tym napisać. Moje życie jest pełne sprzeczności, dealujcie z tym. Oba odcinki są kolejnymi przykładami odcinków z powtórką materiału do maturalnego wypracowania, więc obowiązuje przy nich zasada OOO (obejrzeć, ocenić, olać naukę z odcinka). Trochę to smutne, ale tak to wygląda, że skoro już kuce nauczyliśmy, że warto być sobą (She's All Yak), to warto teraz im to przypomnieć, po raz kolejny podkopując słuszność nominacji Mane6 na nauczycieli.

Natomiast co się tyczy "Common Ground", to odcinek sam w sobie nijaki, bo przewidywalny do granic absurdu, jednak zyskał pewien smaczek w postaci zewnętrznej otoczki związanej z aktorami podkładającymi głos w oryginalnej wersji i w sumie tu tkwi urok i siła tego epizodu. Szkoda tylko, że przy okazji ukazuje stereotypowy przykład kujona i sportowego antytalentu (ale samobója strzelił ślicznego). Tylko ten recollor Twalota...


Co zaś się tyczy odcinka o Yonie, to trzymał poziom sezonu, tak jak, był średni, ale plusem były wszelkie musicalowe, muzyczne i romantycznofilmowe odniesienia, więc przyznam tutaj, że scena w kryształowym domku na drzewie (Buy Our Toys!) nawet zagrała jakąś nutkę na zardzewiałych strunach mojej duszy. Niestety ta nutka przestała grać, gdy jakiś dzban przyrównał to do wymuszonej sceny poprawności politycznej. No ale taka jest ludzkość. Przynajmniej odcinek miał lepszą piosenkę niż ta z epizodu trzeciego, to już jakiś plus.

W sumie znalazłyby się tematu, które można poruszyć w szerszej perspektywie dotyczących obu odcinków, jak ukazanie trudów przypodobania się "nowych" rodziców do "nowych" dzieci na przykładzie "Common Ground" lub tego że "Yak nie być najlepszy kucyk!" (to kłamstwo, bo yaki najlepsze we wszystkim), jednak równie dobrze można do tego wrócić podsumowując sezon czy wracając do odcinków po zakończeniu emisji serialu.


Na dziś to tyle. Niewiele, bez rewelacji, ale to także pokazuje posmak jaki pozostawiły po sobie oba odcinki, temu teraz tylko zaczekać do emisji odcinka ósmego, by rozwinąć skrzydła, bo tematów które można będzie przy nim poruszyć jest masa.

See ya!


3 komentarze:

  1. "Niestety ta nutka przestała grać, gdy jakiś dzban przyrównał to do wymuszonej sceny poprawności politycznej" O którym dokładnie momencie mówisz? Ja nigdzie nie widziałem w odcinku She's All Yak poprawności politycznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ale jakiś ktoś sobie ubzdurał że parowanie Yony i Sandbara jest tego objawem.

      Usuń
  2. Moim zdaniem oba odcinki dają odbiorcy materiały na post!

    ,,Common Ground'' poruszył delikatny w kreskówkach dla dzieci temat rozstania rodziców, ułożenia swojego życia z innym partnerem i towarzyszące temu zgrzyty związane z zaakceptowaniem potencjalnego członka rodziny przez dziecko.

    ,,She's all yak'' z kolei pokazał odwieczny dylemat ludzkości - wtopić się, czy zachować swoją odrębność? Z założenia Equestria to kraina, w której panują kochające wszystko co się rusza kucyki. Ale właśnie - z założenia. Tak naprawdę kuce są niesamowicie tępe ( wiele odcinków pokazywało, że gawiedź nie ma ani krzty rozumu... o wiele za dużo, bym zmieniła swoje zdanie ), nie koniecznie takie przyjazne i tulaśne. Inność ras to w Equestrii poważny problem,z którym boryka się wiele stworzeń, podobnie jak u nas, mimo, iż mamy XXI wiek. Dużo osób oglądających ten odcinek na pewno w jakimś stopniu mogło utożsamić się z naszą kochaną jaczką(?).

    Moim zdaniem... powtarzanie lekcji nie koniecznie jest czymś złym. I mean, yeah - ,,twórcom brakuje pomysłów na odcinki'', easy to say. Trudno wymyślić cokolwiek nowego, pewne schematy powoli się wyczerpują, trzeba więc przerobić sprawdzone pomysły na nowo. Nie odbieram jednak powtórzenia pewnych lekcji jako coś, za co powinno się twórców ganić. Częstsze powtarzanie - lepsze zapamiętywanie. Niektóre lekcje są naprawdę istotne i wątpię, by widz zapamiętał każdą jedną, jeśli będzie ,,puszczona'' tylko raz.

    OdpowiedzUsuń

Tylko pamiętajcie drogie kuce... Miłość, tolerancja i żadnych wojen!