Jeśli to widzicie, to wiecie co się święci!
Odcinek był przeciętny, że aż lol.
A teraz tak na serio. Podobał mi się, nawet nie co ubawił, tylko to co dało się zauważyć, to miłość Derpy do wpadania na ściany przy roznoszeniu poczty, a no tak, również to, ze pewne lekcje trzeba powtórzyć, tylko tym razem w bardziej dosłowny sposób.
Pamiętacie ten zacny odcinek z CMC, Appleloosą i koniem z małym kapelutkiem? Świetny przykład lekcji o nie ocenianiu po pozorach. Zarówno samego siebie, jak również innych osób. Bo co z tego, że jesteś gapą ze znaczkiem odwróconej podkowy?Nie musi to zrazu oznaczać czegoś negatywnego. W sumie, czy znaczki mogą odnosić się do czegoś negatywnego? Nawet antagoniści, mieli znaczki nie przedstawiające jakiś czaszek, trucizn, itp. Co rodzi kolejne pytanie. Jak długo po otrzymaniu znaczka, można szukać jego prawdziwego znaczenia?
Dosyć jednak tych dywagacji! Mamy pewny wątek odcinka do obgadania i już wiecie o co będzie biegać w tym artykule. Przy okazji, jeśli przed oczami biega mi tańczący pingwin w meloniku, to znak, że pora iść do psychologa czy jednak się przespać? Wracając, odcinek nie dość, że o książkach, to z książkowym wątkiem głównym, książkową puentą i książkowym bohaterem nieożywionym. Czego chcieć więcej?! Dawna Twilight w pełnej krasie, taką jaką pokochaliśmy ją na początku. Taa, i taką której zachowanie przyprawia o zmasowany atak facepalma. Z każdym kolejnym odcinkiem odnoszę wrażenie, jak gdyby postać ta cofała się w rozwoju, w sensie zapominała, to co wie lub poznała dzięki przyjaciółką, by przeżyć to ponownie.
Tak do akcji wkracza książka, której zemsta jest cicha, zakurzona i brutalna dla psychiki. Przynajmniej lawendowej klaczy, która nie dość, że traci imponujący rekord, to zyskuje poczucie winy, że komuś zrujnowała życie. I niczym w "Lekcji Zero", pogrąża się dążąc do naprostowania całej sytuacji, goniąc, tym razem nie za problemem, a za emerytowaną bibliotekarką, tylko po to by ta mogła wrócić do pracy i na nic zdaje się tu Spike, który może mądrze gadać niczym Applejack przy okazji przedstawienia z Celestią, a i tak zostanie olany, bo na każdy rozsądny jego argument, Twilight znajdzie 5 kompletnie z czapy (ktoś by powiedział "typowa kobieta").
Tutaj wreszcie dochodzimy do sedna sprawy. Niemal cały odcinek Księżniczka lamentuje, jaka ta Dusty Pages jest biedna, bo straciła ukochaną pracę i nie może do niej wrócić przez jej gapiostwo. Nie zauważa przy tym namacalnych dowodów, ze jej to ex-bibliotekarce to nie przeszkadza, nawet jest tym zachwycona. Twi zwyczajnie tego do siebie nie dopuszcza, co zauważa nawet jej asystent, twierdząc, że ona tak to widzi. Ta głuchota na różnego rodzaju głosy rozsądku, jest u Twily coraz bardziej irytująca. Zresztą częstotliwość wykorzystań tak zwanego "twilightowania" jest ostatnimi czasy spora, jakby pomysł na tą postać ograniczał się jedynie do jej świrowania. Sprawdzało się to w wymienionej już "Lekcji Zero" lecz w dalszej perspektywie robi z niej postać z jakąś rozdwojoną jaźnią.
Nie mniej, skłamałbym, gdybym powiedział, że pewne jej zachowania nie wywołał u mnie uśmiechu i to nawet nie politowania. Mimo wszystko, to wciąż wątek komediowy, który znacznie ubarwia historię, jednak ma się wrażenie, że dość przejedzony. Takie podgrzane w mikrofali frytki sprzed dwóch dni. Wciąż frytki, nawet dobre, ale czujesz, że smak już niemal zerowy, a jednak wciąż jakiś.
Natomiast sama lekcja jest nawet przyjemną nauką, choć mam wrażenie, że każdy może tę lekcję zinterpretować, każdy może ja inaczej zrozumieć i co innego wyciągnąć i w sumie to może być plus odcinka. Możliwe też, że ze mnie stetryczały dziad, co czepia się pierdół, lecz kto mi tego zabroni. W końcu to kolejny odcinek typu przejrzeć i zapomnieć... Kto czeka na kolejny odcinek z Autumn Blaze?!







Komentarze
Prześlij komentarz
Tylko pamiętajcie drogie kuce... Miłość, tolerancja i żadnych wojen!