Fanfik: Uśpiony płomień

[Adventure] [Normal]
Autor: Argaris
Opis: Sheya'trith jest pół-demonem, lecz zamiast wychowywać się wśród przedstawicieli własnej rasy, zostaje wysłana do Equestrii, bez wiedzy o rodzicach i swoim prawdziwym pochodzeniu. Po kilku latach wędrówki po Krainie na Powierzchni trafia do Ponyville, gdzie zaczynają dopadać ją dziwne sny, a czyny są częściowo kontrolowane przez kogoś innego. Przy okazji jej nowo zdobyta moc przykuwa uwagę odwiecznych wrogów rasy demonicznej, którzy nie ośmielili się do tej pory wychylić łbów z kryjówki. Bezpieczeństwo może zapewnić jedynie podziemna ojczyzna wypełniona ogniem i lawą.
Napewno przeczytam ;)
OdpowiedzUsuńDodaję do listy ,,Do przeczytania".
OdpowiedzUsuńNieźle się zapowiada :D
OdpowiedzUsuńEch za młało czasu na fanfici ale z chęcią zobaczę w jaki posób rozwiązała kwestię demonów wprowadzonych do rzeczywistości Equestrii...
OdpowiedzUsuńTak dużo fanfików, tak mało czasu na nie :/. Jeszcze biur adaptacyjnych nie skończyłem czytać.
OdpowiedzUsuńJuż prolog fajnie się czyta . Eh ... to już 4 fanfik który mnie wciągnął. Ciekawe jak się dalej fabuła potoczy !
OdpowiedzUsuńPo co piszecie komentarze w stylu "na pewno przeczytam"? Ludzie, ogarnijcie się, przeczytajcie tekst i *wtedy* machnijcie komentarz, w którym napiszecie coś, co dotyczy samego opowiadania. Nie spamujcie!
OdpowiedzUsuńPodoba mi się pomysł z tą rasą Demonicznych kucyków, oraz ich podział. Wszystko bardzo zacnie. Czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńA tak jest jednym z lepszych fanficów jakie przeczytałem.
UsuńA ja nie mam czasu, żeby bodaj jeden FF przeczytać...*CHLIP*
OdpowiedzUsuńPo prostu autor opowiadania/opisu pokusił się o chwytliwy opis, którym wywołał falę komentarzy o niewielkiej zawartości merytorycznej. Osobiście wstęp ten interpretuję jako strzał w stopę, ponieważ za dużo zdradza zarówno o autorze, jak i opowiadaniu. Niby reklama dobra, ale mało zachęcająca, czyli uzyskaliśmy paradoks mojego punktu odniesienia. Cóż, wszystko wyjdzie w praniu...
OdpowiedzUsuń(...pieczołowitą lekturę później – wyszło jakieś 4 godziny...)
No dobrze… Mój stetryczały umysł zmagający się z ciężarem grypy pozwolił mi przetrwać przez prolog i pierwszy rozdział. Po wytknięciu większości błędów rzeczowych i interpunkcyjnych przychodzi pora wytoczyć cięższe działa.
Nie muszę wysilać się na wstęp, ponieważ autor opisu nas tym uraczył, dlatego mogę przejść do konkretów:
Sposób prowadzenia akcji jest, mówiąc w skrócie, nieprzyjemny. Spotykamy demoniczną klacz - to pewne, ale musimy naprawdę o tym wiedzieć? Szkoda, że autor strzela sobie w stopę, niszcząc przy okazji interesujący punkt zaczepny. W tym momencie powstaje kilka mniej znaczących kwestii – czy dowiem się czegoś interesującego na temat demonów? Czy będzie to standardowa wizja dotycząca pozasferowców, czy coś w oparciu o bardziej religijne przekazy?
Rozwijając ten problem dalej – całość jest prowadzona w sposób prosty i naiwny. Czytelnik zdaje się być prowadzony za rączkę przez większość czasu, zaś sam autor nie potrafi tego w odpowiedni sposób zrekompensować. To dość częsta przypadłość ficów, gdzie to autora, a nie czytelnika, ponoszą wodze fantazji.
W kwestii fabularnej też można troszeczkę ponarzekać. Mało jest konkretnych wyjaśnień, a za dużo przeskoków myślowych, teorii albo rozwodnionych opisów o kiepskiej formie. Dzięki mało rzeczowym opisom dowiadujemy się za dużo rzeczy, które w rezultacie psują odbiór i zniechęcają.
Dobra, pomarudźmy na temat samego wyglądu. O ile czcionce stylizowanej na notatnikową nie mam nic przeciwko, tak reszty się czepię. Brak wcięć, justowania, odstępów i tak dalej. To czyta się ciężko, naprawdę. Warto pomyśleć nad wyglądem wizualnym tekstu. Sytuację poniekąd ratują przerwy, chociaż miejscami ma się do czynienia z naprawdę nieprzyjemną grudą tekstu. W dodatku kursywa przy tej czcionce nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Opowiadanie jest ciężkie fizycznie i trzeba się trochę pomęczyć z przebiciem przez niektóre akapity i to z różnych względów. Największą bolączką wydaje się stylistyka: błędy różnej maści, układ wyrazów w zdaniu oraz niektóre przeładowane treści. Najważniejszą rzeczą, na którą zwrócę w tym akapicie uwagę, jest brak kontroli nad zastosowanymi wtrąceniami. Należy pamiętać o tym, że każdy początek ma swój koniec i tego się trzymajmy.
Przy tak niefortunnie wypadającej całości zalet w tym utworze jak na lekarstwo – mało jest, ale warto na niektóre zwrócić uwagę. Można z trudem uznać za plus tok myślowy głównej bohaterki, chociaż polemizowałbym. Sam pomysł z wprowadzeniem rasy demonów oceniam jak najbardziej na plus. Co prawda nie jest to nic nowego, bo świat serialu posiada pewnego rodzaju demona, ale obnażenie tego wprost jest nikomu nie zaszkodziło, przynajmniej na razie. Co jeszcze pozytywnego? Wątek poznawania prawdy, który my poniekąd znamy…
Podsumowując, strach pomyśleć na co trafię przy kolejnych rozdziałach. Być może właśnie z tego powodu podejmę się wyzwania i wyleję kolejną dawkę żali oraz malkontenctwa na temat złych cech utworu.
Pozdrawiam
Ja swoją dawkę kwasu już wylałem, głównie czepiając się konstrukcji zdań(w czym uzupełniłem Mordecza czepiającego się przecinków), ale sił mi również starczyło ledwie na prolog i I rodział.
OdpowiedzUsuńA jesli chodzi o ogólne wrażenia to na razie nie stało się nic, co urwałoby mi zada, owszem są koncepcje, które są mi bliskie jak choćby "zło chroniace przed jeszcze wiekszym złem", "przebudzenie się" "mrocznego alter ego, no i było jedno pozytywne zaskoczenie, bo mane6 wyłamała się Applejack.
Ale zakładam, że akcja się rozkręca i że doczekam się jakichś barwnych i krwawych opisów, choć bez wątpienia fanfik bedzie potrzebował poprawek.
Się krytycy sztuki znaleźli...
OdpowiedzUsuńNie możecie czytać tych fanficów z przymrużeniem oka. To naprawdę ułatwia czerpanie z nich przyjemności.
Z tego co zdążyłem się zorientować autorzy fanficów wolą dostawać takie komentarze niż szczątkowe wypowiedzi w stylu "fajne".
UsuńŻartujesz chyba? Takie komentarze co najlepsze co może się przytrafić autorowi.
UsuńChociaż konstruuję wypowiedzi tak, aby broniły się same, postanowię poświęcić chwilę, aby wyjaśnić tę kwestię. Nie chcę kopiować moich treści z innych ficów, więc wysilę się na trochę oryginalności:
UsuńNie mam zamiaru nikomu słodzić niezależnie od pozycji, wieku, życiowego doświadczenia, zasług, ani wykształcenia. Jeśli autor wysila się i próbuje stworzyć opowiadanie, niech również będzie na tyle charakterny, aby znieść opartą na argumentach krytykę od innych osób. Będzie otrzymywał trudne do przełknięcia przykłady tak długo, póki nie zdoła ich poprawić.
Traktowanie treści zamieszczanej w Internecie po macoszemu albo z przymrużeniem oka jest strzałem w stopę dla całej społeczności, ponieważ przyzwalamy na degenerację języka ojczystego. To jak otwarte przyzwolenie na staczanie się współczesnej młodzieży oraz, co gorsza, promowanie tego typu zachowania. Jak wspominałem przy innych ficach - podejmę się tej bezzasadnej walki z wiatrakami w obronie wartości(tutaj reguł), przy których dorastałem - ot takie moje kredo
No i najważniejsze - to jest Internet. Nie interesują mnie niczyje dewiacje psychiczne (czyt. dysleksja, dyskalkulia czy tam inne celulozowe ścierwo wydawane przez psychologów), tylko końcowy efekt zamieszczany publicznie. Daję autorowi w miarę wyważony, nacechowany negatywnie pogląd typowego konsumenta z domieszką pozytywnych odczuć(chociaż trafiłem na tekst, który oznaczyłem tagiem [Optical Violence], nie znajdując przy nim ani jednej zalety). Na podstawie umiejętności poznawczych autor wyciągnie z tego najważniejsze treści.
Przyjemność to tylko uczucie oceniane relatywnie. Inni lubią grać w karty, inni wolą gwałcić kozy i tak dalej. Przyjąłem sobie, że przyjemność nie będzie bazowała na hedonizmie, tylko na altruizmie.
(Wypowiedź ma charakter ogólny)
Pozdrawiam
Broohoof Mordecz, okazuje się, że nasze ideologie są zbliżone...
UsuńAle opdowiadając Multigatywnemu: jakbym nie podchodził do tego z przymrużeniem oka to bym narzekał, że "kolejny overpover", że "znowu Ponyville", że znowu "Ponyville" i tak dalej i tak dalej, jednak akceptuje te oklepany motywy licząc, że "baza", edzie punktem wyjścia do czegoś ciekawszego.
I podczas gdy jedni budują kolejny dinseyland w mincrfcie, wbijają 123 level w diablo czy w Wowie, ogladają reklamy w telewizji, ja wolę sobie poczytać fanfiki, które dzieją się w tym samym... ponyversum i później je porównywac... taki fajny mindfuck.
I dlaczego uwziąłem się na wytykanie błedów, cóż być moze jest to podyktowane chęcią udowodnienia, że MLP:FiM ma najlepszy fandom, co ma się objawić np.
w znacznie wyższym poziomie fanfików. Zadanie ambitne, ale wspólnymi siłami na pewno przewyższymy poziom sagi "Zmierzch". ;P
FanFic ma w sobie potencjał i jak na razie świetnie go wykorzystujesz, ale mam tylko kilka zastrzeżeń: uzupełnij opowieść o więcej opisów sytuacji, bo czytelnik musi się sam domyślać wyglądu otoczenia oraz wyjustuj tekst, bo czasami wypowiedź bohaterów zlewa się z inną częścią tekstu. Jeśli FF dobrze Ci pójdzie to masz szansę przebić nawet Past Sins, jak na razie pierwszy na mojej liście. Oby tak dalej
OdpowiedzUsuńMam z grubsza takie same zdanie co Dr.Markus, wait... WTF... chyba mam martwe piksele na monitorze!!!, a nie to tylko dżem jagodowy xD
OdpowiedzUsuńPierwsza rzecz, która się rzuca w oczy to czcionka. Osobiście nie lubię zbyt dużej czcionki, ale tu chyba autor przesadził w drugą stronę. No cóż, chyba się przyzwyczaję ;p
OdpowiedzUsuńDruga rzecz - ciężko się czyta, składnia często jest niewłaściwa, zdania są źle złożone - tam gdzie powinny być połączone pojawiają się kropki, innym razem tam gdzie dobrze by było skończyć zdanie, autor ciągnie je niemiłosiernie.
Nie będę prowadził korekty, bo szczerze mówiąc nie mam na to w tym momencie ochoty a musiałbym się niemiłosiernie namęczyć.
Słabe sformułowania, błędne wykorzystywanie podmiotów domyślnych.
Prolog jest podzielony jakimiś wielkimi przerwami. W pierwszej chwili myślałem, że już koniec, a tymczasem po prawie całej pustej stronie mamy ciąg dalszy. O co chodzi?
Główna bohaterka wydaje się zdecydowanie zbyt idealna.
Ja wiem, że to tylko prolog, ale i tak mam wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko i opisywane jest po łebkach. A już w ogóle wydarzenia z życia głównej bohaterki. W połączeniu ze słabym stylem nie zachęca mnie to specjalnie do dalszej lektury, ale zobaczymy, może dalej będzie lepiej...
Zabrałem się za pierwszy rozdział - znów błędy, z których na samym początku najbardziej razi wymieszanie czasów: raz jest przeszły raz teraźniejszy.
UsuńPrzedstawienie mane6 z punktu widzenia głównej bohaterki, niby nic złego, ale nuży, bo to przewija się w fanfikach. Ponadto każdy kto sięgnie po taki fik i tak już zna mane6, więc wszystko to jest tym bardziej męczące.
Znów pojawiły się wielkie puste przestrzenie w tekście, czemu niby ma to służyć? -.-' A może to błąd techniczny?
Wciąż maglowany jest motyw over-poweru głównej bohaterki.
Wciąż mam wrażenie, że ten tekst gna na łeb na szyję. Gdyby trochę zwolnić, dodać opisy i poprawić styl, to mogłoby to być nawet przyjemne opowiadanie.
Jako maniak fantasy przyczepię się do faktu, o którym pewnie prawie nikt nie ma pojęcia. Główna bohaterka nazywana jest "diablicą" co jest samo w sobie irytujące, niedokładne (jest tylko półkrwi), poza tym jest potomkiem demona, nie diabła (w Planescape to dwie zupełnie różne rodzaje stworzeń). Ale to akurat marudzenie nerda :P
Mi Kesseg, akurat nie pasuje ten wymysł, że mamy "Czarty", które się dzielą na "praworządnie złe Diabły" oraz "chaotycznie złe Demony"... siłą przyzwyczajenia najogólniejsza kategoria to "demony", które później tam dzielimy na inne grupy (a czarty to podkategoria demonów-Kreegan z HoMM III ;P)... przynajmniej dobrze, że spróbowano to ominąc nazywając ich "Batezu" i "Tanari".
UsuńA żeby było na temat... to przedstawianie mane6 oczami bohaterki w sumie też mnie nużyło, ale traktuje to jako zło konieczne. ;P
Nie wiedziałem, że wybrano słowo "czarty" na określenie wszystkich złych przybyszów. Hmm, ja jako najbardziej ogólne określenie wykorzystuję "biesy", które dzielą się na chaotyczne demony, neutralne czarty i praworządne diabły. I nie była to kwestia ominięcia. Baatezu (PZ), Yugolothy (NZ) i Tanar'ri (CZ) są tylko głównymi typami, co oznacza, że np: każdy Tanar'ri jest demonem, lecz nie każdy demon jest Tanar'ri.
UsuńNo i sprawdza się zasada, że przy dłuższych fanfikach jak się "przeboli" jego początek to później autor się rozkręca i jest coraz lepiej, Ba! Dwa rozdziały "rozpędu" to i tak niezły wynik w porównaniu do "Zerwanych więzi".
OdpowiedzUsuńOczywiście "stare" błędy nie zniknęły w cudowny sposób i wciąż sie zdarzają zgrzyty, że musze jakiś fragment przeczytac z 3 razy, by go sobie poprawnie zwizualizować, ale o ile początek czytałem nieco na siłę z kwaśnym grymasem, to teraz już mimowolnie szczerzyłem się do monitora czytając opis kolejnych akcji.
Oczywiście moje ego zostało miło połechtane tym, ze moje sugestie zostały niemal natychmiast zaadaptowane do tekstu, choć tak szczerze mówiąc chciałem raczej zachecić do przemyślenia danego fragmentu niż do dokładnego wdrażania moich sugestii, bo... te moje na szybko wymyślane "poprawki", wcale takie doskonałe nie są, więc mimo wszytko proponuje nieco refleksjii. :P
Ale jak już się zaczęło to trzeba skończyć, jeśli tak żywo jesteś zainteresowany moimi sugestiami, to chętnie ci ich Argarisie udzielę... ale daj mi czas do nastepnego weekendu, żebym nie odwalił kolejnej fuszerki... jak masz na zbyciu jakiś niepublikowany fragment to też możesz mi go podesłać.
A i bym zapomniał, murowany kandydat do "kfiatków świętego fanfika", którego musze zacytować:
Usuń"- Twilight, pomyśl przez chwilę. Chcesz ruszyć na pomoc kucowi, który na twoje pytanie odpowiedział złym, demonicznym głosem, a żaden gość używający złego, demonicznego głosu nie potrzebuje pomocy!"
That made my day.
Tekst od razu się płynniej czyta dzięki dodaniu tych opisów. Czekam na więcej rozdziałów
OdpowiedzUsuńNa komórce układ tekstu jest beznadziejny: brak justowania, zdania przerzucone w połowie linjki...
OdpowiedzUsuń{SPOLERY} {ORZESZKI ARACHIDOWE}
Przyznam, że końcówka mnie zaskoczyła (ile rozdziałów do końca?). Byłem pewien walki a tu łup! Wszyscy byli dobrzy, tylko zeszli na złą drogę.
Za Discorda... ;_; rozumiem zamknąć, ale likwidacja...
Co do ziemnych: są wkurzające, jak się takiego rozwali, to potem nie można porządnie wysprzątać, a połowa z nich jest gorzka. Beznadzieja z takimi orzechami. A ja nawet nie mam włoskich (za to wrony...).
Z tego, co się orientuję, 0 rozdziałów do końca. Wiem, ssę w końcówkach, nie ma żadnego wyraźnego "I żyli długi i szczęśliwie", ani nic w ten deseń. Pocieszeniem (?) dla niektórych może być to, że pracuję nad "sequelem", ale czas jego wstawienia pozostaje nieznany. :P
OdpowiedzUsuńCo do Discorda: Śmiesz przeciwstawiać się woli Nightmare Moon?
Według mnie jakiś lekki shipping by nie zaszkodził :D
OdpowiedzUsuńHaha! Lekki shipping nigdy nie jest zły i występuje w znacznej większości dłuższych opowiadań (a jak już, to przynajmniej FRIENDshipping), ale w swoim pierwszym fanficu wolałem nie kombinować zbytecznie, choć w wielu miejscach się o to prosi.
UsuńKomentarz w miesiąc po przeczytaniu... lepiej późno niż wcale, ale po rajdzie prze 9 rozdziałów zakończonym w środku nocy ciężko zabrać się za komentowanie... ale mniejsza o to, grunt, że w kolejnych rozdziałach daje się odczuć poprawę stylistyczną, owszem zdarzają się cudaczne zdania, które muszę przeczytać dwa razy, by zrozumieć co jest napisane, ale te potknięcia z czasem stawały się coraz rzadsze (albo mój mózg zaczął się przystosowywać do narracji).
OdpowiedzUsuńAle był jeden duży zgrzyt na początku IV rozdziału: Sheya bierze "szary płaszcz" i próbuje namierzyć właściciela, zanurza się w transie i... dalszy opis sugeruje, że mamy do czynienie z jakąś wizją, a ty dowalasz akcję po jej udanej "magicznej infiltracji".
Tak to mną skołowało, że latałem w górę i dół tekstu próbując załapać o co chodzi.
A jak wrażenia ze strony koncepcyjno-fabularnej, raczej słabo, niby nowa potężna rasa, niby zapierające w dech lokacje i wysokopoziomowa magia ale gdzieś ten cały urok pryskał
w przydługich wywodach, suchych opisach i drobnych niedoróbkach.
Ponadto czuje spory niedosyt, ja wiem, że przy "epickich historiach" trzeba pierwsze rozdziały poświęcić na wprowadzenie, zamęczanie czytelnika tekstami "A tak naprawdę to znane wam wydarzenia wyglądały WoGóle inaczej", ale mam nadzieję, że jak się z nimi przemęczę to w "nagrodę" dostaje łatwo przyswajalną akcję, ja tu się nakręciłem, bo myślałem, że "punkt zwrotny" nastąpił w trzecim rozdziale, a tu... okazał się tylko drobną przerwą po czym do końca fanfika nic szczególnego się nie dzieje... niby są zadymy, ale jakbym oglądał nagrany filmik z jakiejś sieciówki, błyski są, emocje słabe, a ten wypad do "Świątyni przeklętych" to jakbym czytał opis misji z Diablo.
I przykro mi, pomimo licznych argumentów cały czas trzymałem stronę Celestii, a że zabiła starego jakiegoś starego dziada, robi pranie mózgu tajnemu oddziałowi zbrojnemu, że ukrywa przed innymi prawdę? Pffyyy... oby musiała podejmować tylko takie decyzje w celu chronienia nacji "zwykłych" kuców.
OdpowiedzUsuńChoć na szczęście w końcu padło zdanie, że "nie ma złych ani dobrych, każdy walczy o swoje interesy", więc zwracam honor.
I bardzo podobało mi się zachowanie Księżniczki Słońca podczas ataku(tu muszę przyznać, że "desant" był genialnie zrobiony), niby załatwiona do reszty, niby bezbronna, ale cały czas kombinuje, cały czas próbuje coś ugrać.
Dalej jest fragment "skaz elementów harmonii", mniej więcej ten sam motyw jest w "Zerwanych Więziach", elementy wypaczają własciciela jeśli w jakiś sposób nie jest godny ich użycia, tudzież można stwierdzić, że używanie 6 elementów przez dwie dusze prowadzi do zaburzeń w przepływie mocy, whatever...
Mi chodzi, że całość tak udziwniłeś i zakręciłeś, że to jakoś to mi się kupy nie trzyma, owszem jestem fanem wizji alternatywnych osobowości alicornów, które się nawzajem zwalczają (w mniejszym lub większym stopniu) i wpływ elementów zakłócił równowagę między... harmonijną i entropijną stroną księżniczek co ma nawet sens, mimo to nie mogę się pozbyć wrażenia, że ten fragment tak naprawdę nic nie wnosi do całej historii.
No i nowy skill Chrysalis, żywić się emocjami, a żywic się dusza to mniej więcej taka sama różnica jak żywić się myślami i żywić się mózgiem.
Chociaż może to po prostu kwestia ogarnięcia tekstu, jak tak zacząłem (w celu przypomnienia tego i owego) zerkać na tekst to wydał mi się sensowniejszy, być może jakbym przeczytał to jeszcze raz to moje odczucia by się polepszyły.
Wniosek z tego taki, że może i towar masz niezły, ale nie umiesz go wciskać czytelnikowi. :P
No i uważam końcówkę za nieprzemyślaną: dwa razy zapodajesz koszmar Celestii, niby raz oczami... Księżniczki Nocy, a drugi Twilight, ale za każdym razem otrzymujemy właściwie to samo.
No i wielcy nieobecni czyli "Barbarzyńska rasa demonów", cały czas miałem nadzieję, że nagle zrobią rajd i wdepczą tą nudną burżuazję w ziemię, może to chodzi, ja myślałem, że od III rozdziału to już będą coraz większe zadymy, a tu tylko przerwa w wywyższaniu się rasy demonów.
I tak: ja kwestionuje wyroki "Pani Nocy" :P Że też Celestia nawet słowem nie zaprotestowała... a że Discord "zszedł"... w innej rzeczywistość zeszła Celestia w jeszcze innej Discord zdjął Lunę, więc równowaga jest zachowana,
zresztą i tak się u ciebie cienko prezentował. :P
Dobra, kończę się pluć, bo mi się kwas skończył (czas zresztą też).
OdpowiedzUsuńNa koniec tylko broohoof za eksploatowanie tego samego motywu co ja czyli: MOCY SZAŁU!!!
Czyli ta pogaduszka w lesie i strach bohaterki, który wywołał u niej wybuch i "Fire Twilight"!
Elements of Entropy: Frenzy is Might
Ale tak wracając do twoich pomysłów, mam taką drobną radę, a właściwie prośbę: zanim ukończysz "kontynuację" weź machnij coś krótszego, takiego "oneshouta", bo chętnie bym dowiedział się czegoś więcej o dwóch wątkach z twojej historii, ty mógłbyś poprawić sobie warsztat i rozbudować wizję.
Rozdział I:
"Za pomocą magii pozbywała się szkodników z domów" - może dałbyś jakaś nowelkę, w której opisujesz taką dezynsekcji? Niby prosta robota, a tu się okazuje, że Sheya'trith musi stawic czoło/róg super inteligentnemu rojowi, a na dodatek gospodarz też coś knuje. :P
Rozdział VIII:
Dusze członków Zakonu Draconis, którzy zmarli na tajemnicza skazę, ten fragment był słaby, ale chętnie bym posłuchał przemyśleń, takiej zniewolonej duszy, która jest skazana na wieczną walkę z jakimiś fagasami.
A jeśli dotrwałeś do tego fragmentu, to możesz mi opowiedzieć o tym rajdzie "skrytobójców"? Bo jestem w stanie sobie wyobrazić, ze jakoś się przedostali do świata podziemnego, ale jak namierzyli główną bohaterkę?
No i sprawa jej rodziców, Celestia chciała się pozbyć łowcy zdradzającego oznaki niezależności? Okej, mamy straceńczą misję, ale że "Królowa Demonów" sama wychodzi do niego i go podrywa? Co to miało być? Demony cierpią na niskie zróżnicowanie genetyczne i musiała sobie upolować trutnia?